Biznesowo Europa w porównaniu z Afryką, to jeden wielki kraj – Marek Zmysłowski 

biznesowo europa w porownaniu z afryka to jeden wielki kraj marek zmyslowski
Udostępnij:
Marek Zmysłowski jest przedsiębiorcą internetowym, który kilka lat spędził w Afryce. W tegorocznej edycji Infoshare, która odbyła się online, był jednym z prelegentów. Podczas wydarzenia mieliśmy okazję spotkać się ze Zmysłowskim i porozmawiać z nim o rynku biznesowym w Afryce.

Marek Zmysłowski to przedsiębiorca i dyrektor, zajmujący się biznesem internetowym na Kresach i Rynkach Wschodzących. Był współzałożycielem spółki Jumia Travel – notowanej na NYSE. W 2014 roku został wybrany przez IT News Africa Magazine na jedną z dziesięciu najważniejszych osób w branży technologicznej. jest również doradcą do spraw ekspansji takich marek jak Glovo czy OLX.

Czym się różni rynek afrykański od tego europejskiego?

Marek Zmysłowski: Myślę, że mamy dwie główne różnice. Pierwsza to kwestia tego, że w Afryce mamy bardzo dużo problemów, które w Europie już nie istnieją i przez to, jesteśmy bardzo często na nie nie przygotowani.

Jakie to problemy?

To na przykład problemy infrastrukturalne, braki w dostawie prądu, czyli brak porządnych autostrad. Są to problemy, które zaburzają logistykę. Jednocześnie dla europejczyków są to rzeczy oczywiste, dlatego wiele firm wchodzących na ten rynek nie przewiduje ich.

A druga główna różnica? 

Drugim najważniejszym czynnikiem różniącym Afrykę od Europy jest rozwarstwienie społeczne. I jest to rozwarstwienie społeczne na skale ogóle niespotykaną w Europie. Mówimy o tym, że jeden procent społeczeństwa w Nigerii zarabia więcej niż dziewięć tysięcy dolarów rocznie, a to przecież nie jest nawet klasa średnia w Polsce. Więc jeśli chcemy budować dobre biznesy i sprzedawać produkty czy usługi dla tak zwanej afrykańskiej klasy średniej, to nasz próg cenowy musi być wiele wiele niższy niż w przypadku ofert dla klasy średniej w definicji europejskiej. Dodam, że przy dwustu milionowym kraju, którym jest Nigeria, robi nam się milionowy rynek.

Jak wyglądają różnice pomiędzy różnymi państwami w Afryce. Czy jest to podobne do sytuacji w Europie?

Zupełnie inaczej to wygląda. Można powiedzieć wręcz, że Europa w porównaniu z Afryką, to jeden wielki kraj. W Afryce przede wszystkim bardzo dużą rolę odgrywają różnice kulturowe i etniczne, które występują w obrębie nawet jednego kraju! Pamiętajmy, że koncepcja kolonizatorów narzuciła w Afryce dość sztuczne podziały. Dlatego bardzo często skalowanie biznesu w ramach jednego kraju wiąże się z tym, że trzeba mówić w kilku językach lokalnych. Dodajmy do tego różnice kulturowe. W samej Nigerii mamy czterdzieści pięć procent chrześcijan i czterdzieści pięć procent muzułmanów. Do jednej i drugiej grupy potrzebujemy zupełnie innego marketingu. W homogenicznej religijnie Polsce, czy homogenicznych ateistyczne Niemczech mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją.

Jak trafiłeś do Afryki? 

Przede wszystkim od zawsze chciałem pracować dla dużej firmy w branży internetowej. Tak się złożyło, że tego typu firma rekrutowała na Afrykę. Więc zaaplikowałem, bo bardzo chciałem z nimi pracować, przynajmniej przez jakiś czas, żeby się nauczyć. Firma ta szykowała się do budowy czegoś na kształt Amazona, tylko dla Afryki. I tak wylądowałem na kilkumiesięcznym projekcie w Nigerii, a zostałem na kilka ładnych lat.

Jakie branże mogą sprawdzić się w Afryce? Kogo potrzebuje Afryka?

Mówimy o regionie, który ekonomicznie jest na wczesnym etapie rozwoju, jeśli patrzymy na  PKB Jednak musimy patrzeć na horyzont inwestycyjny. Fintech jest słabo rozwinięty, więc możnaby pomyśleć, że rozwój usług bankowych to doskonały pomysł. Pamiętajmy jednak o tym, że nie mamy tam odpowiedniej infrastruktury. Nie wszędzie jest internet, a jeśli już jest, to jest drogi – są to problemy, które mogą zablokować wiele branż. W mojej ocenie w obecnym momencie Afryka potrzebuje rozwiązań związanych z autostradami, lotniskami, żywnością, rolnictwem, nieruchomościami i szeroko pojętą infrastrukturą publiczną. I to właśnie w tych branżach są największe pieniądze i największe potrzeby.

Ty jednak w Afryce rozwijałeś biznes czysto internetowy...

Rzeczywiście, ja w Afryce tworzyłem biznes typowo technologiczny. Jednak wynikało to z mojej pasji. Nie chciałem iść tam gdzie zarobię najszybciej i najłatwiej. Jednak nie jest to czysto biznesowe podejście. Dlatego jeśli mam doradzać, doradzam powyższe branże, bo w nich obecnie najwięcej się dzieje.

Czy rynek afrykański jest otwarty na nowości technologiczne i innowacyjne projekty?

Jeśli patrzymy deklaratywnie, bo są badania, w których przedstawiciele różnych krajów i różnych sektorów odpowiadają na pytania związane z innowacyjnymi produktami. I z tych badań wychodzi, że mieszkańcy kontynentu afrykańskiego są bardzo otwarci na nowinki. Niestety tak wychodzi tylko w badaniach. Myślę, że trochę podobnie jest w Polsce. Wszyscy popieramy ekologiczne produkty i wiemy, jak ważna jest ekologia w naszym życiu. Jednak dokonując wyboru w sklepie ostatecznie kierujemy się ceną. Podobnie jest z nowymi technologiami w Afryce. Jest zrozumienie wartości technologii, ale nie ma gotowości płacenia za nią, co nie powinno nikogo dziwić.

Czego Afryka nauczyła mnie o biznesie? To tytuł jednego z Twoich wystąpień podczas tegorocznej edycji Infoshare. Czego Cię nauczyła?

Przede wszystkim pokory. Niestety często wydaje nam się, że jesteśmy przedstawicielami cywilizacji zachodniej ekonomii, którzy przylatują do Afryki, by dokonać oświecenia biznesowego. I tu muszę podkreślić, że najczęściej nie robimy tego celowo, po prostu robimy to z niewiedzy o tym kontynencie. Skąd to się bierze? Jeżeli polecimy do Afryki i przykładowo będziemy zwiedzać Etiopię, to na każdym kroku będziemy widzieć brak jakiegoś biznesu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Myślimy sobie: jakie to proste, przylecę tu, otworzę firmę i momentalnie zacznę zarabiać, przecież tu tego nie ma.  Potem okazuje się, jak ogromnie ciężki jest to rynek i że to co miało być bajecznie proste, nie działa. Myślimy, że w Afryce nie ma przedsiębiorców i managerów. Są, jest ich tam bardzo dużo i niejednokrotnie są od nas bystrzejsi i bardziej doświadczeni. Byłem świadkiem ekspansji do Afryki wielu korporacji z miliardowymi budżetami, które po roku zwijały się z podkulonym ogonem. Niedocenianie i ignorowanie tego kontynentu, może zadecydować o przyszłości świata.

Jeśli startup już jest w Afryce, to o czym powinien pamiętać, chcąc skalować swój biznes na tym kontynencie? 

To, że osiągnęliśmy sukces w jednym z państw Afrykańskich nie oznacza, że powtórzymy to na innych. Chodzi o różnice kulturowe i etniczne, o których mówiłem na początku. Dlatego startupy stąd bardzo często dokonują ekspansji do Indonezji, Indii albo do Brazylii. Moja rada jest taka: rzućmy okiem na jakich innych kontynentach nasze rozwiązania mają szansę się przyjąć. Nie upieramy się przy tym, żeby podbijać Afrykę, nawet jeśli w jednym z jej krajów odnieśliśmy sukces.

Jesteś doradcą w kwestiach ekspansji kilku marek. Jaką dasz radę startupom: od czego zacząć plany o ekspansji?

Trzeba zacząć od bardzo prostego pytania: po co to robimy. Żeby pokazać geograficznie inwestorowi, że mamy flagi w kilku miejscach na świecie, bo w przyszłości to strategicznie bardzo pomoże? Czy może robimy to tylko i wyłącznie po to, żeby wykorzystać i rozbudować to co stworzyliśmy w rodzimym kraju? W obu przypadkach będziemy zupełnie inaczej układać strategię. Kolejne pytania to: czy chcemy żeby ekspansja zwróciła się w ciągu roku, czy w ciągu piętnastu lat? W zarządzaniu inwestycjami trzeba najpierw zrozumieć po co my to robimy, jakie mamy pole do inwestycji, bo ekspansja jest niczym innym, jak bardzo ryzykowną inwestycją. Może się opłacić, może się nie opłacić.

Ważne jest też to, by zdefiniować czym jest dla nas porażka. Jeśli tego nie będziemy wiedzieli, to nie zorientujemy się, że właśnie nadszedł moment na to, by się wycofać. A w ekspansji bardzo ważne jest to, aby wiedzieć, kiedy ją zatrzymać, żeby nie wydać wszystkich pieniędzy, które mogłyby przydać się na próbę wejścia na inny rynek.

W rozmowach z różnymi przedsiębiorcami i osobami związanymi z ekosystemem startupowym często słyszę, że polskie startupy boją się ekspansji. Też tak uważasz? Jeżeli tak, to z czego to wynika według Ciebie? 

W mojej ocenie problem ten związany jest z brakiem pieniędzy. Fundusze inwestycyjne w Polsce w porównaniu z tymi ze Stanów i Europy Zachodniej, są o wiele bardziej konserwatywne. Ciężko jest podchodzić do ekspansji bez odpowiednich zapasów gotówki. Druga kwestia to fakt, że Polska jest na tyle dużym krajem, że z sukcesem można prowadzić biznes tylko na tym jednym rynku, co często zniechęca do podejmowania wysiłku i ryzyka związanego z ekspansją. Trzeci powód, jaki bym wskazał, aczkolwiek najmniej istotny, to kompleksy.

Kompleksy?

Tak. Wydaje mi się, że wciąż mamy poczucie niższości wobec biznesu zachodu.

Na koniec: złota rada dla tych, którzy myślą o ekspansji to? 

Trzeba pamiętać, że to że komuś coś wyszło, to nie oznacza, że nam też wyjdzie, jeśli będziemy trzymać się tych samych zasad. Warto również rozważyć eksperymentowanie z kilkoma rynkami jednocześnie, by nie kierować wszystkich sił tylko na jeden rynek, bo gdy coś pójdzie nie tak, zostaniemy z niczym. No i najważniejsza kwestia, wszystkie nasze plany muszą być mocno elastyczne, by w razie problemów można było szybko zareagować i albo pivotowac swój pomysł, albo szybko się wycofać.

Infoshare 2020 Online – wirtualny festiwal społeczności napędzanej technologią!

Ponad 7,5 tysiąca uczestników z 71 krajów, 250 technologicznych startupów i korporacji oraz blisko 200 ekspertów z całego świata, którzy dzielili się wiedzą na 9 scenach Infoshare. Tak wyglądał Infoshare 2020 Online! Największa technologiczna konferencja w CEE odbyła się we wrześniu i transmitowana była na cały świat z Gdańska.