... ... ...

Nie można nam odmówić pracowitości i ambicji, ale brakuje nam kontaktów – Maciej Balsewicz (bValue)

Dodane

16-10-2018

Adam Sawicki
– Myślę, że nie można nam odmówić pracowitości i ambicji, natomiast brakuje nam kontaktów, czasem pewnej otwartości i czerpania wiedzy spoza naszego środowiska – tak o polskim ekosystemie startupowym mówi Maciej Balsewicz, partner zarządzający funduszem bValue.

Na zdjęciu: Maciej Balsewicz, współzałożyciel i partner zarządzajacy funduszem bValue | fot. materiały prasowe

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Maciej Balsewicz to współzałożyciel i partner zarządzajacy funduszem bValue, który angażuje się w rozwój przede wszystkim polskich spółek i inwestuje w startupy z regionu CEE, działające w obszarze „e-commerce value chain”, fintech i nowoczesnego przemysłu. Maciej był członkiem zarządu InPost a także posiada wieloletnie doświadczenie na rynku private equity i venture capital. Poprosiliśmy go, by ocenił polski ekosystem startupowy.

1. Jak oceniasz kondycję polskiego ekosystemu startupowego? 

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z polskim ekosystemem startupowym w 2015 i 2016 roku, robiąc pierwsze transakcje VC, uderzyła mnie przepaść dzieląca branże private equity (z której się wywodzę) i venture capital. Wspomniana przepaść dotyczyła głównie wiedzy o robieniu transakcji i dyscypliny w trzymaniu się pewnych fundamentalnych zasad obowiązujących na bardziej rozwiniętych rynkach. Miałem np. do czynienia z jedną spółką, która dostała środki od polskiego VC bez umowy inwestycyjnej – tak na słowo. 

Trudno mi było się odnieść do zastanej sytuacji, bo dla mnie taka transakcja, jakby się nie odbyła. Z drugiej strony mamy potencjalne roszczenie i ryzyko transakcyjne. Dodatkowo zastaną praktyką (wręcz standardem) było to, że polski fundusz inwestuje, a potem próbuje odzyskać jak najwięcej środków poprzez różnego rodzaju płatne usługi, rady nadzorcze, opłaty za monitoring itp. W przypadku PE, z którymi miałem do czynienia, było to nie do pomyślenia – z punktu widzenia zasad, ale również wynikało to z faktu, że wszelkie środki pozyskane od spółki, opłaty, dywidendy, wynagrodzenia musiały wrócić bezpośrednio do inwestorów funduszu (LP). 

Większość liczących się firm PE w Polsce została założona w latach 90-tych przez zagranicznych senior bankierów wywodzących z zachodnich banków inwestycyjnych lub banków rozwojowych (EBOR i EIF), a fundusze pochodziły głównie z międzynarodowych instytucji zarządzających kapitałem, przez co mieliśmy do czynienia z transferem najlepszych praktyk w robieniu transakcji i pewnego rodzaju gorsetem zasad przyniesionych z zachodu (często nie dostosowanych do naszych realiów), których nie można było ominąć.

W przypadku VC takiego transferu wiedzy nie było, a środki pochodziły głównie z programów publicznych i prywatnych przedsiębiorców, obie te grupy nie miały doświadczenia w zarządzaniu kapitałem na zasadzie fund of funds – teraz to się zmienia, chociaż cały czas brakuje inwestorów instytucjonalnych innych niż państwo i przedsiębiorcy, którzy na pewno wnosiliby większą przewidywalność i profesjonalizm dla całej branży VC. 

Obecnie mamy, przynajmniej na papierze, ogromny napływ środków do branży VC, przy czym środki te pochodzą głównie z programów państwowych, a więc to państwo wzięło na siebie główny ciężar i odpowiedzialność edukowania i profesjonalizacji tego sektora. To jest jak najbardziej zasadne, tylko że państwo w tym nie może być same, bo nie ma wystarczającej wiedzy ani zasobów, więc powinni być inni instytucjonalni uczestnicy tego rynku, tacy jak korporacje, fundusze emerytalne czy TFI.

 2. Jakie są najsłabsze i najsilniejsze punkty polskiego ekosystemu startupowego?  

Cały czas brakuje nam doświadczonych zespołów profesjonalistów w zasadzie w każdym elemencie ekosystemu: od inkubacji po VC. Natomiast daje się zauważyć bardzo szybki postęp i napływ nowych podmiotów i nowych zespołów, co oceniam pozytywie. 

Patrząc z punktu widzenia VC widzę dużą liczbę nowych funduszy odpalanych przez bardzo różne osoby, często nie mające odpowiednich kompetencji. Wiele z tych zespołów nie podniesie kolejnego funduszu lub nawet nie przetrwa pełnego okresu inwestycyjnego, czyli 10 lat, ich inwestorzy nie będą widzieć zwrotu na kapitale i nie wrócą w kolejnych funduszach lub będą się wycofywać w trakcie trwania obecnych, co po części już widać. 

Na plus należy zaliczyć dużą sumę środków, przez co nawet przy założeniu, że nie wszystko pójdzie tak jak chcieliśmy, powstanie kilka dobrych teamów VC, które zainwestują w kilka sensownych startupów, a w kolejnych funduszach prawdopodobnie połączą siły i będą mogły działać na rynku prywatnego kapitału. 

Minusem na pewno jest struktura polskich funduszy early stage. Obecnie mają zbyt małe środki jakie mogą przeznaczyć w jedną spółkę – w zależności od funduszu to od mln zł (NCBiR) do 4 mln zł (PFR). W przypadku naprawdę szybko rosnących spółek, te fundusze nie posiadając rezerw kapitału prywatnego nie są w stanie nadążyć nad wzrostem swoim najlepszych spółek i muszą oddać wartość innym, większym funduszom, często zagranicznym. 

Obecnie na polskim rynku nie widzę również mocnych merytorycznie programów akceleracyjnych, w których zespoły mogłyby się nauczyć podstawowych umiejętności takich jak, zarządzanie produktem, pricing, czy skalowanie organizacji. Programy są w zasadzie darmowe dla startupów, więc nie wymuszają na obydwu stronach wystarczającej staranności. Przechodząc przez topowe programy akceleracji na świecie trzeba zwykle zostawić 8% kapitału, ale dostaje się sporo know-how i dostęp do sieci ekspertów i globalnych funduszy.  

3. Czego możemy się nauczyć od zagranicznych społeczności startupowych? 

Myślę, że nie można nam odmówić pracowitości i ambicji, natomiast brakuje nam kontaktów, czasem pewnej otwartości i czerpania wiedzy spoza naszego środowiska.  Mam wrażenie, że taki Londyn czy Berlin jest tak blisko Warszawy i Krakowa, a z drugiej strony wydaje się tak odległy. Nie powinniśmy czuć oporów, żeby tam jechać, pokazywać co mamy, poznawać innych i brać od nich jak najwięcej wiedzy.

4. Jak na przestrzeni 5-10 lat zmieni się polski ekosystem startupowy? 

Najpierw powstanie bardzo wiele podmiotów, funduszy, programów akceleracyjnych, firm usługowo-doradczych, przestrzeni co-workowych i coraz więcej startupów. Potem przyjdzie kryzys, a potem skończą się fundusze unijne i pozostaną tylko Ci, którzy naprawdę wierzą w to co robią, robią to z głową i będą mogli pochwalić się wynikami.  

5. Jak bValue wspiera polski ekosystem startupowy? 

Moim zdaniem fundusze VC, to firmy usługowe, które powinny świadczyć jak najlepsze usługi dla swoich spółek portfelowych, i nie mam tutaj na myśli tylko inwestowania pieniędzy, bo ich obecnie jest sporo, ale przede wszystkim systemowego przekazywania know-how i wsparcia w strategii i prowadzeniu biznesu.

W bValue głęboko w to wierzymy i chcemy całą swoją energię przekazywać spółką portfelowym. W mniejszym stopniu interesuje nas zabieranie głosu na forum w sprawach dotyczących szeroko pojętej branży, regulacji czy udział w stowarzyszeniach, grupach roboczych itd. Uważam, że najlepiej będziemy wspierać ekosystem, jeśli będziemy mieć sukcesy w swoim portfelu.

Przeczytaj poprzednie artykuły z cyklu:

Mamy bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę wsparcia dla pomysłodawców – Damian Strzelczyk (Startup Academy)

Polskie startupy potrzebują kulturowej różnorodności – mówi Julia Krysztofiak-Szopa (Fundacja Startup Poland)

W ciągu 5-10 lat każde większe miasto będzie miało swojego unikorna – Borys Musielak (Reaktor)

Komentarze (0)