... ... ...

Polacy pracują nad bezinwazyjnym czujnikiem parkowania. Chcą pomóc młodym kierowcom

Dodane

18-10-2018

Adam Sawicki
– Chcemy zmniejszyć stres związany z parkowaniem wśród osób, które jeszcze nie mają czujników cofania i obniżyć koszty naprawy przy ewentualnych stłuczkach – mówi Dariusz Wiśniewski, który z zespołem Kianka pracuje nad bezinwazyjnym czujnikiem parkowania.

Na zdjęciu: Dariusz Wiśniewski, współzałożyciel Kianka | fot. materiały prasowe

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Czujnik na magnes

Kianka to bezprzewodowy czujnik parkowania we wzorze zielonego listka klonowego, który samodzielnie zamontujesz w aucie bez konieczności wiercenia dziur, przekładania kabli i korzystania z mniej lub bardziej skomplikowanych systemów instalacyjnych. Kiankę po prostu przymocujesz do karoserii na magnes. Potem urządzenie połączy się ze smartfonem za pośrednictwem modułu Bluetooth i gdy będziesz cofać, zasygnalizuje dźwiękiem o zbliżającym się zagrożeniu i poda odległość samochodu od przeszkody.

– Bardziej doświadczonym kierowcom, którzy jeszcze nie mają czujników, lub lubią swoje starsze auta i nie chcą w nich wiercić, możemy zaproponować inne wzory, na przykład w kształcie herbu miasta – mówi Dariusz Wiśniewski, jeden ze współzałożycieli startupu. Ale możliwość wyboru konkretnego wzoru i jego łatwy montaż, to nie jedyna zaleta Kianki.

Bez pomocy mechanika

Wiśniewski wyjaśnia, że najtańsze czujniki parkowania kosztują około 40 złotych, a do tego należy doliczyć wizytę u mechanika, która może kosztować nawet 200 złotych. Należy także wziąć pod uwagę czas  instalacji. – Poza tym źle zamontowany czujnik potrafi spowodować korodowanie miejsca instalacji. Kianki natomiast mają kosztować 150 złotych, a teraz można je mieć za 125 złotych – mówi Dariusz Wiśniewski.

Na zdjęciu: Kianka | fot. materiały prasowe

Pomysłodawcy startupu organizują właśnie zbiórkę crowdfundingową za pośrednictwem platformy wspieram.to, gdzie zamierzają pozyskać na rozwój projektu 11 600 złotych. Na razie kampania zmierza w dobrym kierunku, bo na konto Kianki wpłynęło już nieco ponad tysiąc złotych. Niemniej, żeby twórcy rozwiązania mogli skorzystać z tych pieniędzy, muszą zebrać pełną kwotę przed 6 listopada. Gdy tak się stanie, przeznaczą kapitał na dalsze badania i produkcję pierwszy kilku czujników parkowania.

Sprzedaż Kianki

Nie traktują jednak zbiórki na wspieram.to jedynie jako źródła finansowania, ale także jako sposób na weryfikację rynku. – Jeśli kampania okaże się sukcesem, wypuścimy produkt w Polsce, postaramy się dotrzeć do sieci dystrybucji, a potem zaczniemy się rozglądać za krajami, które mają podobny zestaw przepisów drogowych, by i u nich pokazać się z naszym produktem – wyjaśnia Dariusz Wiśniewski.

Wówczas Kianki będą sprzedawane przez internet oraz trafią na półki stacji paliw, sklepów motoryzacyjnych i szkół jazdy. Wiśniewski liczy, że główną grupą odbiorców Kianki będą młodzi kierowcy między 18 a 24 rokiem życia i nieco bardziej doświadczeni w wieku 35-45 lat, którzy mimo pewnego stażu za kółkiem wciąż mają kłopoty z cofaniem, ale nie mają czasu, środków i chęci, by instalować inwazyjne czujniki parkowania.

Inteligentne znaki drogowe

Pomysłodawcy bezprzewodowych czujników parkowania nie są jedynymi uczestnikami sceny startupowej, którzy zamierzają zadbać o bezpieczeństwo na drogach. Na przykład naukowcy z AGH i Politechniki Gdańskiej pracują nad systemem inteligentnych znaków drogowych INZNAK, które dostosują się do warunków panujących na drodze, będą analizować otoczenie i informować kierowców o konieczności hamowania.

– Chcemy, aby znaki zmieniały treść w zależności od natężenia ruchu samochodów osobowych czy ciężarowych, pogody, widoczności, stanu nawierzchni, liczby skrzyżowań, a nawet charakteru obiektów (np. szkoły), znajdujących się przy danej ulicy – mówi PAP prof. Andrzej Dziech z Katedry Telekomunikacji, kierownik zespołu z AGH.  Zgodnie z założeniami INZNAK ma pojawić się przy drogach najwcześniej w 2021 roku.

Komentarze (0)