Spotyka się dziennikarz radiowo-telewizyjny, laureat nagrody Grand Press za sportowy reportaż pt. “Lubię, jak boli” oraz psycholog biznesu. Nie to nie początek dobrego kawału, a kawał dobrej historii, z którą wiąże się projekt dla fascynatów biegania. Pozwala stworzyć indywidualny plan treningowy.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Marcin Chłopaś, dziennikarz radiowo-telewizyjny, na pomysł stworzenia RunGuru wpada pięć lat temu. Bieganiem interesuje się od kilku lat. Truchtać zaczynał jeszcze wtedy “kiedy w parkach pozdrawiało się każdego mijanego człowieka, który miał tempo większe niż 6km/h”. Przebiegł 13 maratonów, a mimo to zawsze miał problemy z wybraniem planu treningowego. - Wszystkie te “w 4 tygodnie 10 km” czy “w 2 miesiące maraton” są bardzo mało elastyczne - mówi Chłopaś. Wymagają rozpoczęcia w konkretnym dniu i nie przewidują wypadków typu choroba, kontuzja i porażek w postaci chwilowego zniechęcenia - dodaje.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

Kuleczka odbijająca się od głowy

Wtedy dochodzi do wniosku, że potrzebuje planu, który dopasowywałby się i zmieniał w zależności do tego, jak wychodzi realizacja jego punktów. - Potrzebowałem indywidualnego trenera, który nie kosztowałby mnie fortuny - mówi Marcin Chłopaś. Pomysłem na biznes dzieli się z trenerami biegania. Gdy opowiada o szczegółach, widzi kuleczkę odbijającą się od ich głów, jak w pewnej znanej kreskówce, a potem na twarzy uśmiechy mówiące: “tak, to się da zrobić!”. - Potem ja włączyłem własną kuleczkę, żeby zdobyć środki na rozpoczęcie projektu. Walka trwała sporo czasu, ale udało się przekonać ekspertów PARP, że to dobry pomysł - dodaje.

Na zrealizowanie biznes planu Chłopaś otrzymuje blisko 490 tysięcy złotych dofinansowania z POIG. Kolejne 200 tysięcy złotych na rozwój przedsięwzięcia pozyskuje sam. Do współpracy nad RunGuru zaprasza: Wojciecha Staszewskiego, współtwórcę akcji “Polska Biega” i laureata dwóch nagród Grand Press, w RunGuru odpowiadający za merytoryczną część serwisu, i Tomasza Staśkiewicza, psychologa biznesu i psychologa sportowego, który opracował system motywowania. Dzięki niemu po każdym treningu biegacz dostaje radę trenera, która zależy od tego, jakie robi postępy, czy się rozwija i czy nie bumeluje.

Nie jesteś sam

Z RunGuru możemy korzystać na dwa sposoby. Pierwszym jest darmowa aplikacja mobilna na iOS, która pozwala korzystać z planów treningowych “szytych na miarę” i monitorować bieg dzięki GPSowi. Wystarczy pobrać aplikację, odpowiedzieć na kilka prostych pytań i dostosować się do programu, biorącego pod uwagę nasz cel, możliwości oraz ilość czasu, który możemy poświęcić na trening. - A potem biegasz ze smartfonem - i Ty, i RunGuru wiecie wszystko o Twoim treningu - przekonuje Marcin Chłopaś. Dodaje, że dzięki bieganiu z programem zainstalowanym na naszym telefonie, dajemy trenerowi możliwość zmiany planu, gdy będzie to konieczne.

Serwis udostępnia możliwość korzystania z harmonogramu treningowego na stronie. Nadal trzeba będzie jednak opisać doświadczenie w bieganiu. W tym przypadku będziemy musieli ręcznie odznaczać to, czy spełniliśmy dzisiejsze zamierzenia. Obojętnie czy będziemy korzystać z aplikacji czy z planu na stronie, nadal będziemy motywowani przez trenera osobistego. Marcin Chłopaś mówi, że właśnie to “stałe dopasowywanie do podopiecznego i jego postępów” wyróżnia RunGuru na tle innych projektów tego typu. - U konkurencji możesz trenować, możesz nawet mieć plan. Ale gdy coś się zmieni, zostajesz sam - dodaje.

fot. archiwum prywatne. Na zdjęciu (od lewej): Marcin Chłopaś i Wojciech Staszewski

Marketingowy szept

Użytkownicy, po zarejestrowaniu, otrzymują miesiąc bezpłatnej opieki trenera. Dzięki temu mogą przetestować wszystkie funkcje RunGuru i poznać kompetencje instruktora. Po miesiącu korzystanie z serwisu jest płatne, ale stawka daleko odbiega od kwoty, którą trzeba zapłacić “żywemu” trenerowi za indywidualną opiekę. - Jest mniej więcej 10 razy niższa - przekonuje Marcin Chłopaś. Opłaty abonamentowe są podstawowym źródłem dochodu z RunGuru. Kolejne zyski mają przynosić reklamy w serwisie. - W końcu mamy zdefiniowaną grupę użytkowników o konkrentych zainteresowaniach - mówi. A w jaki sposób zespół chce wypromować RunGuru?

- RunGuru to serwis skierowany do konkretnych ludzi o konkretnej potrzebie. Dlatego chcemy być tam, gdzie oni - na trasach biegowych, na startach dużych i na metach małych imprez. Już z resztą to robimy - mówi Chłopaś. RunGuru sponsoruje kameralne imprezy, w tym “Biegi po prawdziwej Warszawie”, ale i te bardziej popularne. Wirtualny trener sponsorował 9. PZU Półmaraton Warszawski. Zespół planuje być też przy kolejnych wydarzeniach, których nazw zdradzić nie może. Jak jeszcze chce dotrzeć do biegaczy? - Bardzo liczę na marketing szeptany - dodaje Marcin Chłopaś.

Komentarze (0)