Dlaczego startupy upadają? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo żadna nie będzie pasować do wszystkich przypadków. Powodów porażek startupów jest tyle, że postanowiliśmy na kilka z nich poświęcić osobne artykuły. Poznajcie historię niepowodzenia TraceCoin.

Artykuł jest kontynuacją cyklu pt. "Sprawdziłem, dlaczego sto polskich startupów upadło"

Zdjęcie główne artykułu by photos.oliur.com

TraceCoin było aplikacją rozwiązującą problem dzielenia kosztami i wydatkami Lokatorom wspólnego mieszkania, uczestnikom wyjazdów grupowych, członkom organizacji czy imprezowiczom miała ułatwić rozliczanie się ze wspólnych wydatków. Aby to zrobić wystarczyło założyć konto, zaprosić znajomych i utworzyć wspólny rachunek. Dzięki temu każdy z użytkowników miał stały podgląd do tego, ile kosztowała np. wizyta w restauracji i jaką część rachunku powinien zapłacić.

Ułatwieniem oferowanym przez twórców aplikacji było też to, że dorzucić się do rachunku można było bezpośrednio z poziomu aplikacji. Innowacyjne rozwiązanie nie spotkało się jednak z dużym zainteresowaniem. Projekt rozwijany po godzinach, przez dwóch znajomych, został przerwany.

– Główną przyczyną porażki TraceCoin był model biznesowy, a właściwie jego brak. Po rozmowach z aniołami biznesu, przedsiębiorcami i inwestorami zrozumieliśmy, że potencjalne zyski płynące jedynie z reklam serwowanym użytkownikom, to niewystarczające źródło budowania wartości firmy. Projekt rozwijaliśmy też po godzinach, więc dynamika rozwoju nie zawsze była imponująca – opowiada Michał Olko, współzałożyciel TraceCoin.

Na podstawie TraceCoin powstał za to kolejny projekt, który nazwano roboczo TraceCoin Kiosk. Pozwalał on na złożenie zamówienia online przez użytkowników zanim dostaną stolik w lokalu. Aplikacja była skierowana przede wszystkim do lokali gastronomicznych i miała pomóc im w upłynnieniu ruchu. Proponowała klientom oczekującym na stolik zeskanowanie kodu QR, pod którym mogli znaleźć menu restauracji. Bezpośrednio z poziomu aplikacji mogli złożyć zamówienie, tak by od razu, gdy zwolni się stolik mogło zostać podane przez kelnerkę. Projekt również nie przetrwał próby czasu, choć interesowały się nim fundusze inwestycyjne.

– Bardzo trudne, czasochłonne i męczące okazały się też spotkania z potencjalnymi partnerami – właścicielami lokali, którym chcieliśmy zaproponować współpracę. Nasza aplikacja miała pomóc im w zwiększeniu przychodów. Dzięki TraceCoin Kiosk klienci mogli złożyć zamówienie zanim usiedli do stołu, dzięki czemu kucharz mógł szybciej je zrealizować, a restauracja szybciej wygenerować zyski. Niestety rynek nie był wtedy otwarty na takie rozwiązania. Rzadko który właściciel był zainteresowany wdrożeniem takiego systemu, choć koszty były zerowe. Zapewnialiśmy sprzęt, dostosowanie programu do potrzeb partnera, a nasz model opierał się na pobieraniu kilkuprocentowej prowizji za złożone zamówienie przez naszą aplikację.

Żeby móc dalej rozwijać projekt, Michał Olko zaczął szukać inwestora. Po rozmowach z kilkoma z nich postanowił skupić się na wrocławskim funduszu inwestycyjnym Funduszu Discovery. Doszło do podpisania wstępnych dokumentów, ale przy negocjacjach okazało się, że pewne kluczowe warunki współpracy są trudne do zaakceptowania. Nie doszło do współpracy.

– Powróciłem do rozmowy z innym, wcześniej zainteresowanym funduszem, ale było już za późno. Po nieudanych rozmowach z kolejnym funduszem inwestycyjnym postanowiliśmy przerwać prace nad projektem. Wtedy też otrzymałem ciekawą propozycję współtworzenia innego startupu i ją przyjąłem – mówi Michał Olko, współzałożyciel TraceCoin. 

Komentarze (0)