Klauzule w umowach inwestycyjnych mogą pomóc odpowiedzieć na pytanie czy „jednorożce śnią o elektrycznych owcach?”. Mogą też ograniczyć ambicje założycieli, co do realizacji kolejnych projektów. Warto na nie zwracać uwagę.

fot. pl.depositphotos.com

Tworząc startup założyciele zazwyczaj liczą się z faktem, że będą musieli zdobyć zewnętrzne finansowanie swojego projektu. Podmiotami inwestującymi środki w przedsięwzięcia wysokiego ryzyka są najczęściej fundusze typu venture capital. Ze względu na to, że powierzają one środki pieniężne na rzecz dopiero raczkującego, a co za tym idzie niepewnego przedsięwzięcia, inwestorom zależy na arbitralnym narzuceniu zasad współpracy poprzez klauzule zawarte w umowie inwestycyjnej.

Gdy pieniądze wchodzą w grę wydaje się, że intencje założycieli i finansujących stoją na dwóch przeciwległych biegunach. U każdej ze stron może pojawić się przeczucie, że druga strona próbuje forsować klauzule, które mogą być skrajnie niekorzystne dla jej interesów. Aby dojść do porozumienia należy odrzucić marzenia o egalitarnych stosunkach i pogodzić się z tym, że współpraca założycieli w zupełnie luźnych strukturach startupowych to zamknięty rozdział.

Nie oznacza to jednak, że nieskrępowany festiwal kreatywności jakim jest startup dobiegł końca. Wszystko zależy od postanowień umowy inwestycyjnej – a te podlegają negocjacjom tylko, gdy istnieje świadomość ich znaczenia. Poniżej przykłady trzech klauzul stosowanych w standardowych umowach inwestycyjnych, które mają niebagatelne znaczenie dla swobody działalności założycieli startupu.

Wyłączność operacyjna – nie tym razem

Jeżeli jednemu z założycieli chodzi po głowie realizacja drugiego projektu lub startup i jest to dla niego styl życia, nigdy nie może zgodzić się na wyłączność operacyjną. Polega ona na tym, że inwestor pod określonymi sankcjami (zazwyczaj finansowymi) wymaga od założycieli zobowiązania do działania wyłącznie w spółce i na rzecz spółki. Założyciela, który chce wyjść z projektu albo zaangażować się w pracę na rzecz innej inicjatywy z reguły czekają kosztowne konsekwencje.

Tak wiec, w sytuacji gdy startup jest fabryką samochodów elektrycznych, ale jego założyciel chce jednocześnie założyć spółkę, w której będzie budować rakiety załogowe lecące na marsa, jego plany przekreśli umowa inwestycyjna. Aby realizować ambicje należy postawić na swoim i nie godzić się na wyłączność operacyjną lub spróbować ograniczyć jej postanowienia do granic możliwości.

Vesting - show me the money!

Vestingiem nazywamy klauzule stosowaną przez inwestora w umowie inwestycyjnej, która często jest demonizowana przez różnej maści poradniki dostępne w sieci, przeznaczone dla pomysłodawców. W gruncie rzeczy jeśli fundusz upiera się na wpisanie postanowień tego typu do umowy, można uznać to za pewnego rodzaju prezent od życzliwej osoby. Oczywiście pod warunkiem, że założyciel obchodzi się z tym prezentem ostrożnie.

Klauzula zobowiązuje do działania na rzecz spółki pod sankcją przymusowej sprzedaży określonej ilości udziałów za określoną z góry kwotę jeżeli założyciel zupełnie odetnie się od działalności w startupie. Ilość udziałów, ich wartość oraz okres przez jaki jest się zobowiązanym do zawodowej aktywności w spółce można ustalić w taki sposób, aby ani inwestor ani założyciel nie czuł się pokrzywdzony w przypadku chęci zrezygnowania z projektu.

Przede wszystkim trzeba mieć na uwadze, że od momentu ustalania warunków umowy inwestycyjnej do podjęcia decyzji przez założyciela o oddaniu swojego czasu innemu projektowi, spółka może odnieść olbrzymi sukces lub wręcz przeciwnie. Aby nie zostać pokrzywdzonym przez vesting należy poddać negocjacjom warunki tej klauzuli, tak aby w przypadku wzrostu wartości przedsięwzięcia założyciel nie był zmuszony do sprzedawania udziałów inwestorowi za przysłowiowe grosze –  chociażby po cenie z dnia inwestycji.

Lock-up – dopóki czas nas nie rozłączy

Klauzula zwana lock-upem zobowiązuje zarówno inwestora jak i założycieli do niezbywania udziałów przez określony czas. Z punktu widzenia założyciela, który chciałby odsprzedać udziały, aby pozyskać środki na inne cele jest ona problematyczna. Z drugiej strony wszyscy uczestnicy projektu mają pewność, że przez czas, o którym stanowi umowa, będą wspólnie działać na rzecz rozwoju spółki.

Tego typu postanowienie pozwala zbudować pewien grunt dla zaufania, które jest nieocenionym elementem biznesu i podstawą dobrych relacji. Tak jak wszystkie powyżej opisane postanowienia i to można uregulować w taki sposób, aby uniknąć konfliktu w sytuacji, gdyby ktoś chciał wyjść ze spółki.

Dobrym rozwiązaniem może być mianowicie prawo pierwszeństwa kupna udziałów w spółce zastrzeżone dla pozostałych wspólników. Należy jednak uważać, aby jednocześnie z takim prawem nie postanowić w umowie o klauzuli drag along, która w przypadku rezygnacji z prawa pierwszeństwa przez wspólników nakazywałaby sprzedaż przez nich swoich udziałów na rzecz nabywcy wskazanemu przez wspólnika, który chce wyjść ze spółki. Nie jest wykluczone, że poprzez nieuwagę pozostali wspólnicy nie mieli świadomości, że jego udziały są w ten sposób uprzywilejowane.

Powyższe przykłady uwidaczniają jak skomplikowane potrafią być umowy inwestycyjne i jaki wpływ mogą wywrzeć na ambicje poszczególnych stron. Należy jednak mieć na uwadze, że przy udziale osoby, która ma doświadczenie w procesie inwestycyjnym można ułożyć zasady współpracy pomiędzy inwestorem a założycielami, w ten sposób aby z poszanowaniem interesu obu stron, osiągnąć satysfakcjonujące porozumienie.

Klauzule umowne nie są tylko po to, aby się wzajemnie ograniczać, ale by już na etapie zawierania umowy przewidzieć potencjalne sytuacje konfliktowe i móc im zapobiec. Ponadto precyzyjne określenie pola manewru każdego uczestnika spółki może znacznie ułatwić podejmowanie kluczowych decyzji, które niewątpliwie czekają startup w każdej fazie rozwoju. Negocjowanie umów inwestycyjnych to duża odpowiedzialność, którą warto podzielić ze specjalistą.

Patryk Hatak  

aplikant radcowski w Kancelarii Konieczny Wierzbicki Kancelaria Radców Prawnych

Komentarze (0)