Pierwsze emocje, które czujemy po przeżyciu porażki to zniechęcenie, zmęczenie, frustracja lub podobnie mało atrakcyjne uczucia. Bo porażka to nic przyjemnego. Pamiętamy o niej długo, drąży nasze myśli i ma wpływ na nasze działania.

Z jednej strony nie jest to dobre, bo może powstrzymywać przed realizacją naszych pomysłów czy (w skrajnym przypadku) przed jakimkolwiek działaniem. Z drugiej strony to… bardzo dobrze. Jak już poradzimy sobie z naszymi emocjami (sami lub przy wsparciu przyjaciół, fachowców czy czasu) na tyle, aby odeszła niechęć do działania to okaże się, że te same emocje mogą pomóc nam w wyciągnięciu wniosków i nauczeniu się czegoś nowego, pożytecznego z minionej sytuacji.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

I to bardzo dobrze! Dla naszego rozwoju nie ma nic lepszego niż dobra porażka!

Dobra porażka – WTF???

No dobrze, ale o co chodzi z tym określeniem „dobra porażka”? Na pierwszy rzut oka te dwa zestawione ze sobą słowa pozostają w sprzeczności. Przecież porażka, klęska, przegrana nie może być dobra!

Dobra porażka (ang. brillant failure) to określenie wymyślone przez holenderskiego profesora Paula Iske. Oznacza ona sytuację, w której ktoś:

  • podejmuje działanie z intencją zakończenia go sukcesem, bez planu zaszkodzenia komukolwiek,
  • postępuje tak, aby osiągnąć założony cel,
  • nie osiąga tego celu, czyli ponosi porażkę,
  • nauczył się czegoś wartościowego i wykorzystał wyniesione z tego wydarzenia doświadczenie.

Zanim pójdziemy dalej, przyjrzyjmy się kilku historiom...

Zepsute jedzenie ratuje życie

Dzieje cywilizacji pełne są opowieści o odkryciach poczynionych w wyniku błędów czy pomyłek. Jedną z najbardziej popularnych jest legenda o odkryciu penicyliny przez Alexandra Fleminga. Głosi ona, iż Fleming znalazł pleśń na resztkach pożywienia pozostawionych w laboratorium. Zamiast wyrzucić zepsute jedzenie, zainteresował się, czym jest ono pokryte i jakie ten osad ma właściwości. Takie zaniedbanie, ciekawość i aktywność naukowca dały jedno z najcenniejszych odkryć ludzkości.

I cóż, że się nie klei?

Bohaterem innej historii był Spencer Silver, pracownik firmy 3M. W 1968 roku szukał nowego, supermocnego kleju do łączenia metali. Pomyłkowo wyprodukował niebrudzący klej o słabej mocy wiążącej. Spencer mógł przejść nad swoją porażką do porządku dziennego. Jednak pochwalił się swoją klęską kolegom. Sześć lat później jeden z nich zainteresował się tym klejem. Arthur Fry w wolnych chwilach śpiewał w kościelnym chórze. Denerwowały go ciągle wypadające karteczki, którymi zaznaczał strony w śpiewniku. Na próbę posmarował je mazią Silvera. Tak powstały samoprzylepne zakładki do książek, które później zamieniły się w dobrze znane karteczki Post-It. Klęska pierwszego wynalazcy plus ciekawość i pomysłowość drugiego doprowadziły do zyskownego wynalazku.

Uciekający lakier państwa młodych

Producent lakierów samochodowych postanowił uczcić ślub jednego z europejskich monarchów. Zaplanował, że zaoferuje mu jako pojazd ślubny limuzynę w oryginalnym, stworzonym na tę okazję kolorze. A przy okazji chciał dyskretnie wypromować swoją markę. Nowego lakieru użyto kilka tygodni przed ślubem do pomalowania wspomnianej limuzyny. Jednakże w przeddzień wydarzenia okazało się, że nowy lakier schodzi z auta niczym naklejka. W rezultacie w królewskim ślubie wzięła udział inna limuzyna.

Menadżerów firmy, którzy z przerażeniem patrzyli, jak lekko odrywa się z auta nowy lakier, zaintrygował taki efekt. Polecili zbadanie, z jakiego powodu tak się wydarzyło. Kiedy określono skład „nowego typu” lakieru, natychmiast go… opatentowano. Za chwilę na rynku pojawił się nowy produkt: lakier tymczasowy. Znalazł on swoje zastosowanie jako modny gadżet dla ludzi, którzy chcą na jakiś czas zmienić kolor swojego samochodu. Był też kupowany przez wojsko jako łatwy do zmiany kolor maskujący, dostosowany do bieżącego terenu działania.

Porażki „dobre” i „zwykłe”

Warto zwrócić uwagę na bardzo istotną cechę powyższych (i wielu innych) historii: po błędach czy porażkach pojawiła się ciekawość, analiza, wyciąganie wniosków i ich przekucie na wiedzę, która to została wykorzystana. I to są główne różnice między „dobrą” a „zwykłą” porażką.

Porażka bez wyciągnięcia i wdrożenia wniosków jest prawdziwą klęską. To zmarnowanie czasu, środków, energii i emocji ludzi, którzy brali w niej udział. Nie jest ważne, czy do porażki doprowadził przypadek, niewłaściwe decyzje, czy też niekorzystny splot wydarzeń. Jeśli zbierzemy doświadczenia pozyskane w takiej sytuacji, jeśli wykorzystamy je do usprawnienia naszej pracy lub podzielimy się nią z innymi, wówczas…

Nie, nawet taka porażka nie zawsze zamieni się w sukces. Natomiast wiedza, którą z niej wynieśliśmy, zmniejszy ból klęski. Może dać jakieś nieoczekiwane korzyści i, co najważniejsze, pomoże zmniejszyć ryzyko porażki w kolejnej, podobnej sytuacji.

Koncepcja „dobrej porażki” nie mówi o tym, że zgadzamy się na ponoszenie porażek, że akceptujemy klęski. Namawia nas do dążenia do sukcesu i do bycia świadomym, że z różnych przyczyn możemy go nie osiągnąć. W tym drugim przypadku wykorzystajmy porażkę. Ból porażki będziemy pamiętać długo. Ważne jest, aby równie długo i skutecznie pamiętać wyniesione z niej wnioski i stosować je w praktyce.

MamStartup jest partnerem medialnym konferencji Dzień Porażki, która odbędzie się 18 stycznia 2019 w Warszawie. Szczegóły dotyczące wydarzenia dostępne są na stronie dzienporazki.pl, bilety dostępne są pod adresem dzienporazki.evenea.pl.

 

Autor:

Jarosław Łojewski
Fundacja Dobra Porażka, główny organizator Dnia Porażki

Komentarze (0)