W 2013 roku Kirill Bigaj ruszył z Preply, platforma łączącą uczniów z korepetytorami, do Stanów Zjednoczonych, gdzie za pomocą Skypa’a chciał organizować lekcje online. Projekt poniósł porażkę, więc przedsiębiorca wrócił do Kijowa. Teraz wkracza do Polski i liczy na milion użytkowników.

Start w Ukrainie i klapa w Stanach Zjednoczonych

Stworzyć platformę internetową, która łączyłaby uczniów z korepetytorami - ten pomysł przyszedł Kirillowi Bigajowi do głowy w styczniu 2011 roku. Nieco ponad dwa lata później ukraińskiemu przedsiębiorcy udało się zrealizować biznesowe ambicje i Preply ujrzał światło dzienne. Dziś za pośrednictwem serwisu można umówić się na lekcje z kilku rożnych przedmiotów głównie we wschodnio-europejskich państwach, w tym od stycznia tego roku również w Polsce.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na zdjęciu Kirill Bigaj, CEO Preply | fot. materiały prasowe 

Ale podobnie jak w przypadku wielu startupów, tak i ukraiński Preply zanim ruszył w świat z gotowym produktem potrzebował finansowania i wsparcia merytorycznego ze strony bardziej doświadczonych przedsiębiorców. Twórcy projektu wzięli więc udział w programie akceleracyjnym organizowanym przez ukraiński EastLabs, gdzie zdobyli kapitał i wiedzę. Tak „uzbrojeni” ruszyli w trasę ze wschodu na zachód i dotarli do Stanów Zjednoczonych.

Zwrot nie o 180 stopni. Offline wciąż w cenie

Bigaj wspomina, że za oceanem usiłował za pośrednictwem Skype’a uruchomić internetowe lekcje, ale przedsięwzięcie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Startupowiec twierdzi, że nowocześni Amerykanie nie byli na to gotowi i dodaje, że nie wszyscy chcą uczyć się wyłącznie za pośrednictwem internetu, a jedynie taką formę nauki oferował wówczas Preply. Bigaj wrócił więc do Kijowa, gdzie z pomocą EastLabs, jak przekonuje, dokonał zwrotu. - Uruchomiliśmy wtedy projekt, który umożliwiał już edukację nie tylko online, ale i offline - mówi.

Z tak przygotowaną platformą niewiele później wystartował na rodzimej Ukrainie, a następnie postawił biznesowe kroki dalej na wschód, umożliwiając Rosjanom łączenie się w pary uczeń-korepetytor. Bigaj przyznaje jednak, że tak naprawdę interesują go rozwinięte, zachodnie rynki. Dlatego też pojawił się z Preply w Polsce. - Wejście na tutejszy rynek traktujemy, jako nasz pierwszy krok w drodze na zachód - mówi.

Liczą się miliony… użytkowników

Ale uruchomienie platformy w Polsce nie jest jedynie przystankiem, czy punktem na mapie globalnych zamiarów Ukraińca. Pomysłodawca serwisu planuje zdobyć nad Wisłą żółtą koszulkę lidera i zwiększyć liczbę użytkowników - jest ich na razie sześć tysięcy i dziesięć tysięcy nauczycieli. Bigaj wspomina jednak, że marzy mu się zostać milionerem i nie jak można by się spodziewać, w wymiarze finansowym, a jak twierdzi, chodzi o liczbę osób korzystających z Preply.

Mimo że odległość miedzy sześcioma tysiącami użytkowników, a milionem zdaje się duża, a skok trudny do wykonania, to Bigaj wierzy w pomyślność swojego przedsięwzięcia i wyjaśnia, że w realizacji celu pomoże przedsiębiorcy udział w prestiżowym programie akceleracyjnym TechStars Berlin. W jego ramach zespół stojący za projektem otrzymał 118 tysięcy dolarów na rozwój działalności i wsparcie merytoryczne w formie intensywnego mentoringu. Dotychczas spółki biorące udział w programie organizowanym przez TechStars wypracowały ponad 1,6 mld dolarów zysku. Istnieje wiec szansa, że Preply dołączy do grona dobrze prosperujących firm.

Komentarze (0)