Rok po rozpoczęciu swojej działalności zrozumieli, że ich produkt nie jest tym, czego oczekują klienci. Przeprowadzili gruntowną zmianę, która przyniosła im dzisiaj silną pozycję na rynku. Andrzej Morawski, współzałożyciel LiveCall, opowiada o swoich początkach i drodze do sukcesu.

Na zdj. Andrzej Morawski, współzałożyciel LiveCall

Jak, Twoim zdaniem, można rozpoznać czy pomysł na biznes się sprawdzi?

Wydaje mi się, że w tym temacie jestem w stanie powiedzieć dość sporo, gdyż mam na swoim koncie już kilka pomysłów, które, ładnie mówiąc, nie były nawet bliskie sukcesu. Każdy pomysł powinien być odpowiedzią na jakąś potrzebę. Zastanówmy się nad problemem jaki chcemy rozwiązać oraz czyj to jest problem. Konieczne jest zorientowanie się, jak dotychczas taki problem był rozwiązywany, przy pomocy jakich narzędzi i ile środków było przeznaczanych na jego rozwiązanie. Jest to działanie, które pozwoli nam sprawdzić, czy nasze rozwiązanie będzie przydatne jak woda, czy piasek na pustyni. Nasi bliscy i znajomi zwykle nie chcą robić nam przykrości, więc warto od razu zacząć od zadawania pytań grupie docelowej. Jeśli twierdzą, że macie świetny pomysł, to może uda Wam się ich przekonać do zapłacenia za rozwiązanie na kilka miesięcy przed tym jak trafi na rynek. Przedpłata od klienta jest zawsze najmocniejszą walidacją pomysłu.

Ile w Waszym przypadku trwał proces od samego pomysłu do wprowadzenia produktu na rynek?

W przypadku pierwszego produktu trwało to dość sporo. Ciągle nam się wydawało, że nasze MVP nie jest jeszcze gotowe w takim stopniu, w jakim byśmy sami od siebie tego oczekiwali. W momencie opracowywania produktu okazało się, że konieczny był pivot, po którym zrezygnowaliśmy z jednej technologii, na rzecz drugiej. Zrobiliśmy rozeznanie u potencjalnych klientów. Później już wszystko poszło nam dość płynnie. 

Co, Twoim zdaniem, powinien zrobić każdy przed założeniem startupu?

Większości z nas, gdy wpadniemy na jakiś pomysł, wydaje się, że jest on genialny i unikalny. Jak wiemy, kiedyś następuje moment zderzenia z rzeczywistością i moim zdaniem lepiej, aby był on wcześniej niż później. Warto mieć osobę, czy też grupę zaufanych osób, z którymi można porozmawiać o takim pomyśle i którzy będą w stanie takiego człowieka sprowadzić na ziemię, albo ukierunkować na działanie w odpowiednią stronę. Kolejną sprawą jest fakt, że nawet trafiony pomysł to tylko część sukcesu. Zachęcam każdego do tego, żeby wcześniej poznać i zorientować się na rynku, na którym chcemy potencjalnie operować. To na pewno zaplusuje w bliższej lub dalszej przyszłości.

Mieliście taki moment, kiedy zwątpiliście w swój pomysł?

Stanowcze nie! Pokazaliśmy, że jesteśmy bardzo wytrwali. Mimo, że początkowe założenia okazały się nie tak dobre jak byśmy chcieli, po pivocie nasz produkt okazał się idealnym wypełnieniem rynku. Być może, gdyby po radykalnej zmianie początkowego pomysłu okazałoby się, że to co robimy nadal nie jest klientom potrzebne, wtedy byśmy pewnie skończyli naszą działalność, na szczęście nasz produkt był strzałem w przysłowiową dziesiątkę.

Dostrzegłem na Waszej stronie internetowej, że współpracujecie z wielkimi markami jak Play, czy TUI. Jak one do Was trafiają?

Mimo, że jesteśmy mniejsi od konkurencji, a co za tym idzie mniej widoczni, i tak jesteśmy w stanie przebić się z ofertą do dużych marek, dzięki temu że proponujemy usługi bardziej rozwinięte i bardziej do nich dopasowane. Często też zdarza się, że nasi klienci po prostu polecają nas dalej, co jest chyba najskuteczniejszą formą marketingu.

Jak wygląda Wasz konkurencja w Polsce i na świecie?

Większość klientów, do których docieramy, są to podmioty, które po raz pierwszy korzystają z tego typu usług. Na podstawie tego jakie mają potrzeby decydują się na okres testowy oraz dalszą współpracę.

Po jakim okresie swojej działalności udaliście się do funduszu Venture Capital i co było najtrudniejsze w tym, aby przekonać ich do inwestycji w Wasz pomysł?

Do funduszy udaliśmy się mając już kilku klientów oraz kilka tysięcy przychodu. Pieniądze jakie potrzebowaliśmy na tamtym etapie były dość małe. W kolejnym okresie, już po otrzymaniu finansowania, dopracowaliśmy nasz produkt, co zaowocowało większą liczbą użytkowników. Fundusze zwracają uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim, co nie będzie zbyt odkrywcze, istotny jest dla nich pomysł, jego istota, na ile jest skalowalny i na ile da się go obronić w przyszłości. Ogromnie istotny jest także team tworzący firmę oraz rynek, na którym chcemy działać. To wszystko składa się w spójną całość, która w przyszłości może podbić rynek.

Czy otrzymaliście od funduszu jakieś wsparcie oprócz pieniędzy?

Tutaj muszę przyznać, że zarówno SpeedUp Group, jak i Axel Springer Plug and Play mocno nam pomagają swoją siecią kontaktów oraz wiedzą. Bez tego wsparcia byłoby nam o wiele trudniej. SpeedUp Group często nam też doradza w kwestii inicjatyw, pomysłów i kierunków rozwoju.

Co jest dla Was największym motywatorem do działania?

To jest szczególnie dobre pytanie na złe czasy. Nam nie było szczególnie wesoło, gdy robiliśmy poprzedni projekt i większość klientów po prostu uciekła po dość krótkim czasie. Jednak wewnętrzna motywacja i gra zespołowa sprawiły, że się tak łatwo nie poddaliśmy. Efektem był pivot, który zaowocował zwiększającą się liczbą klientów z miesiąca na miesiąc, a tym samym zwiększającym się wynikiem finansowym. Największą motywację łapiemy w momencie kiedy widzimy nasz własny postęp oraz zadowolenie klientów. 

Czego Waszym zdaniem brakuje w polskim ekosystemie startupowym i o czym mówi się za mało?

Wydaje mi się, że nasza scena startupowa się ogromnie rozwinęła w ostatnim czasie. Wydarzeń skierowanych do tej grupy odbiorców jest ostatnio coraz więcej. Co ważniejsze, poziom merytoryczny tych spotkań także jest znacznie wyższy niż jeszcze kilka lat temu. Jak się popatrzy na statystyki, można narzekać że jest znacznie mniej kapitału w Polsce niż za granicą, jednakże wydaje mi się że zarówno w Polsce jak i za granicą pozyskanie pieniędzy nie jest najtrudniejszym wyzwaniem młodego startupowca. Zagraniczne fundusze coraz chętniej patrzą na polskich przedsiębiorców, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że mamy dużo bardzo dobrych inżynierów, informatyków i, przede wszystkim, mnóstwo kreatywnych ludzi.

Co Waszym zdaniem najbardziej utrudnia rozwój młodym firmom?

Brak koncentracji na najważniejszych sprawach. Kiedy rozpoczynasz działalność swojego startupu, zazwyczaj dysponujesz ograniczonym zespołem. Powoduje to, że większość spraw bieżących spoczywa na Twojej głowie, a co za tym idzie, nie jesteś w stanie w pełni skupić się na najważniejszych dla Ciebie sprawach związanych z rozwojem spółki. Mnóstwo czasu też zajmuje Ci tak zwana “papierkowa robota”, którą musisz wykonać.

W jaki sposób byś zachęcił kogoś do założenia swojego startupu?

Absolutnie nikogo bym do tego nie zachęcał! Myślę, że to jest bardzo trudne przedsięwzięcie i wybór dla długodystansowców. Startup jest bardziej sposobem na życie. Musisz być zdeterminowany, wiele poświęcić i zaryzykować. Praca przez większość doby stanie się dla Ciebie codziennością. Ale jeśli dobrze pójdzie, to po kilku latach poczujesz ogromną satysfakcję i tego Wam wszystkim życzę!

Komentarze (0)