Po crowdfunding udziałowy sięgają zarówno startupy, jak i firmy działające w branży gastronomicznej, artyści czy wydawcy. Z uwagi na rosnącą popularność tej metody finansowania, Arkadiusz Regiec, prezes Beesfund, odpowiedział na nasze pytania dotyczące tego, jak działa crowdfunding w Polsce.

Na zdj. Arkadiusz Regiec, prezes 

Czym jest crowdfunding udziałowy?

Crowdfunding udziałowy to zastosowanie mechanizmu crowdfundingu klasycznego, czyli takiego, gdzie społeczność chce sfinansować jakiś projekt, np. książkę, film, ekspedycję, przedstawienie teatralne. Tym się różni od crowdfundingu klasycznego i takich portali jak Kickstarter czy Indiegogo, że w zamian za drobne wsparcie społeczność otrzymuje przede wszystkim akcje albo obligacje w spółkach. Innymi słowy equity crowdfunding jest to finansowanie udziałowe. Wrzucając kilkadziesiąt złotych - najtańsze akcje w emisjach Beesfund to 30 złotych, mogę zostać współwłaścicielem startupu, przedsięwzięcia, działającej firmy, spółki. To jest podstawowa cecha equity crowdfundingu. Dzięki crowdfundingowi udziałowemu, każdy może zostać udziałowcem firmy, która będzie się w przyszłości rozwijała. 

Czym taki crowdfunding różni się od tradycyjnej giełdy?

Przede wszystkim emisje, które są przeprowadzone na naszej platformie nie powodują automatycznego wejścia spółki na giełdę. W związku z tym, jeśli kupię akcje spółki, to nie ma publicznego rynku, na którym mógłbym nimi obracać. To nie znaczy, że nie mogę ich sprzedać jeśli znajdzie się jakiś inwestor. To się regularnie u nas dzieje. Ludzie czasem sprzedają akcje między sobą, np. ktoś kupi akcje za tysiąc złotych i odsprzeda je większemu inwestorowi w innej kwocie. Zależnie od oferty. Equity crowdfunding jest głębokim pre IPO. W klasycznym modelu kupujemy akcje, które za chwilę będą notowane na giełdzie. Np. kupiłem akcje Brand 24 w pre IPO i wiem, że w ciągu miesiąca, dwóch lub trzech te akcje będą notowane. Tymczasem crowdfunding polega na tym, że kupuję akcje spółki, której celem być może w przyszłości będzie wejście na giełdę. Nie wiem wówczas czy i kiedy będzie możliwość sprzedaży akcji na rynku regulowanym. Natomiast przeprowadzenie takiej emisji zwiększa prawdopodobieństwo wejścia tej spółki na giełdę w przyszłości.

Kto zatem może skorzystać z crowdfundingu?

Najlepszą odpowiedzią jest „każdy“. I słowo „każdy“ dotyczy dwóch stron. Korzysta zarówno każdy inwestor, bo mając w portfelu przykładowe 30 złotych może zainwestować w jakąś spółkę, jakiś startup. Czyli mając nieduże pieniądze mogę zostać akcjonariuszem danego przedsięwzięcia. 

Z drugiej strony „każdy“ oznacza, że z equity crowdfundingu może skorzystać każda spółka, na każdym etapie rozwoju.  Może być to startup w fazie koncepcji, ale z silnym zespołem, bo inaczej sobie nie poradzi. Może to być charyzmatyczny lider. Może to być startup, który ma MVP albo generuje już pierwsze przychody. Ale to może być też firma która działa od lat, ma określony model biznesowy. Dajmy na to Escola, która jest software housem. To działająca firma z portfolio klientów międzynarodowych. W odróżnieniu od Inijob, czyli spółki której emisja była na początku 2017 roku, a twórcy deklarowali, że pierwsze faktury będą dopiero na jesieni. 

Bardzo istotne jest to, że z equity crowdfundingu mogą też korzystać różne obszary tematyczne spółek. Nie tylko spółki innowacyjne, jak ma to miejsce w przypadku NCBR czy PFR. To może być restauracja. Za chwilę będziemy mieć emisję restauracji EdRed, która ma dwa lokale, w Warszawie i Krakowie oraz 10 milionów przychodu. Nie mówimy tu ani o startupie, ani innowacyjnym podejściu. Mówimy natomiast o działającym biznesie, który potrzebuje pieniędzy na rozwój i dalszą ekspansję, ale ma model biznesowy znany od tysięcy lat.

W portfolio macie między innymi browar Inne Beczki. Czy ich inwestor może np. mieć głos przy wyborze, jaki będzie kolejny smak piwa? 

To zależy od tego, co w pakiecie zaoferują emitenci. Zdarza się tak, że spółki dają możliwość wpływu na biznes. Natomiast trzeba podkreślić jedno - że equity crowdfunding też przywołuje pierwotną więź między akcjonariuszami a spółką, dlatego że średnio 205 osób zostaje akcjonariuszami emitenta, w związku z czym jest 205 osób w spółce. Są oni o wiele bliżej niż w spółce giełdowej, gdzie są tysiące czy dziesiątki tysięcy akcjonariuszy. Będąc akcjonariuszem PKN Orlen trudno jest rozmawiać z samym prezesem poza walnym zgromadzeniem. Tymczasem tutaj ta więź jest bliższa. Poza tym akcjonariuszowi każdej spółki przysługują wszelkie prawa zgodne z prawem handlowym spółek akcyjnych. 

Załóżmy zatem, że zakładam jakiś biznes i chciałabym uruchomić zbiórkę. Jak przygotować się do takiej emisji i ile ona będzie mnie kosztować? 

Niestety, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To zależy od tego, co mamy na dzień dzisiejszy. Jakie mamy materiały marketingowe, jak są dostosowane do nadchodzącej emisji. Koszty emisji zależą też od kwoty, jaką zbieramy Im większa zbiórka, tym większe koszty - co innego, kiedy zbieramy 400 tysięcy, co innego kiedy kwota zbiórki wynosi 4 miliony. Wówczas koszty wahają się od 8 do trzydziestu kilku tysięcy złotych na start. 

Jaka byłaby rola Beesfund w takiej zbiórce? 

Beesfund pełni wówczas trzy funkcje. Po pierwsze, jest tablicą ogłoszeń. Po drugie, udostępnia narzędzia marketingowe, w tym bazę inwestorów, i narzędzia IT do przeprowadzenia takiej zbiórki. Po trzecie, pełni bardzo ważną, może nawet kluczową funkcję, czyli arbitra zaufania, sprawdzając czy pieniądze wpłynęły na konto spółki. Ponieważ mamy do niego wgląd, możemy stwierdzić autentyczność wpłat.

Pójdźmy dalej. Moja zbiórka się powiodła, akcjonariusze kupili akcje. Co mogą z nimi zrobić?

Mogą je sprzedać, jeśli znajdzie się kupiec. Należy jednak pamiętać, że znalezienie takiego kupca jest utrudnione. To nie jest giełda, gdzie jest pewna płynność. Trzeba znaleźć chętnego. Pozytywne natomiast jest to, że jeśli mamy 205 osób, które zainwestowały w spółkę, to jest prawdopodobne, że ktoś będzie chciał te akcje odkupić. Akcjonariusze się znają, mają zamknięte grupy na Facebooku, wymieniają się informacjami, w związku z czym jest szansa na zbycie.

Druga opcja jest taka, że jeśli spółka wygeneruje zysk, to zgodnie z kodeksem handlowym, akcjonariusze mają prawa do części zysku. Oczywiście do kwoty, jaka odpowiada procentowi posiadanych akcji. 

Może również nastąpić wykup akcji przez samą spółkę albo inwestora strategicznego. Wersja alternatywna to wejście takiej spółki na rynek NewConnect lub GPW.

Bardzo ciekawie wyglądają zapowiedzi nowej strategii Giełdy o tym, że chce stworzyć Private Market, to byłoby kolejne miejsce dające możliwość wyjścia.  

W tym momencie nie ma regulowanego rynku equity crowdfundingu, ale w czasie odbierania Aulera wspomniał Pan, że chce taki rynek utworzyć. 

Tak, miałem wówczas na myśli to, że chcemy założyć alternatywny system obrotu znany w Europie pod skrótem MTF - regulowany rynek, na którym można handlować akcjami. To jest ni mniej, ni więcej polski NewConnect. Ambicją Beesfund jest to, aby postawić taki rynek, żeby mógł on działać i żeby charakteryzował się wszystkimi nowinkami technologicznymi, jakie są obecnie dostępne. Między innymi żeby był oparty o blockchain, czyli rozproszony rejestr danych, który odegra tu bardzo dużą rolę.

Chciałbym zaznaczyć, że to nie jest kwestia miesiąca czy dwóch. Proces jest trudny, poddany ciężkiej ścieżce prawnej i powiedziałbym, że jeśli za półtora roku ten rynek będzie działał, to będziemy bardzo zadowoleni, co nie znaczy że nie przewiduję niespodzianek przed tym terminem Tu jednak musimy poczekać na piaskownicę legislacyjną w KNF. Mamy też pomysły na to, jak można wcześniej aranżować handel. W pełni regulowany rynek oparty o blockchain jest olbrzymim wyzwaniem.

Czy ten rynek byłby alternatywą czy uzupełnieniem NewConnect?

Myślę, że byłby on uzupełnieniem systemu, dlatego że to, na czym chcemy się skupić, nie jest tożsame z tym, na czym skupia się NewConnect. Chcemy też być postrzegani międzynarodowo. Nie widzimy tutaj bezpośredniej konkurencji z NewConnect.

Czyli w całej Europie są takie same warunki prawne do założenia rynku?

W całej Europie są takie same warunki jeśli chodzi o założenie takiego rynku. Oczywiście są drobne różnice między państwami i dotyczą one zgód osób zarządzających przez poszczególne odpowiedniki polskiego KNF. Trzon jest jednak taki sam. Tu dostrzegam ogromną szansę dla nas. Chcemy skoncentrować się na platformach equity crowdfundingowych co najmniej z Europy, a później i ze świata, oraz zapewniać im płynność. Chcemy żeby najciekawsze projekty z poszczególnych lokalizacji miały możliwość lokowania się na tym rynku. Pamiętajmy, że aby spółka była notowana, musi spełniać wyśrubowane warunki. Liczymy na to, że dzięki tokenizacji akcji i technologii blockchain będziemy mogli zapewnić płynność na rynku.

Kiedy blockchain wejdzie na stałe do Beesfund?

Już tu jest. Beesfund to nie tylko widoczna platforma equity crowdfunding, ale także platforma OdpalProjekt, dział IT, który pracuje nad technologiami, pisze i sprawdza smart kontrakty oraz opracowuje poszczególne elementy tego, jak rynek ma wyglądać na zapleczu. Dla technologii blockchain widzimy ważną funkcję rejestru posiadaczy akcji. To jest rola kluczowa. 

Co będzie działo się w Beesfund w najbliższym czasie?

Mamy teraz ręce pełne roboty, ponieważ na jesieni czeka nas aż dwadzieścia emisji. Będzie to stanowiło 100% zwiększenia liczbowego emisji w stosunku do 2017. Sukces buduje sukces. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy 11 emisji, pieniądze z nich zasiliły polskie startupy. 

Ważne jest też to, że podniósł się limit z 400 tysięcy do 4 milionów złotych, więc otrzymaliśmy od ustawodawcy narzędzie, które pozwala nam zbierać 10 razy więcej. Co za tym idzie, nadchodzące emisje będą większe. Jest to kwota, która wypełni lukę między milionem, a 5 milionami, czyli da zastrzyk gotówki startupom,  które są za duże żeby rosnąć za własne pieniądze, ale za małe, żeby zajął się nimi duży rynek kapitałowy.

Intensywnie pracujemy też nad rozwojem bazy inwestorów. Obecnie mamy ich 6,8 tysiąca, ale myślę, że na koniec wakacji ta liczba wyraźnie się zwiększy. Wśród nich są ludzie, którzy inwestują kilkaset złotych, ale zdarzają się też duzi inwestorzy, którzy mogą włożyć w spółkę kilka milionów złotych. Przed nami bardzo duże wyzwanie.

Komentarze (0)