... ... ...

Sztokholm nie jest celem samym w sobie. Jest trampoliną do całej Skandynawii – Paweł Maliszewski (blinkee.city)

Dodane

31-10-2018

Adam Sawicki
– Sztokholm nie jest celem samym w sobie. Jest to trampolina do całej Skandynawii. Założenie jest takie, że nasza obecność w Sztokholmie udowodni zasadność biznesową blinkee.city, a w następstwie umożliwi bardzo szybką ekspansję do pozostałych miast i krajów – mówi Paweł Maliszewski z blinkee.city.

Na zdjęciu (od lewej): Kamil Klepacki, Paweł Maliszewski i Marcin Maliszewski, współtwórcy blinkee.city

blinkee.city wystartowało 1,5 roku temu w Warszawie. Szybko jednak stolica zrobiła się za ciasna dla wypożyczalni elektrycznych skuterów, więc właściciele startupu rozstawili kolejne pojazdy w innych miastach Polski i wyszli poza granice kraju. Działają w Budapeszcie, Wenecji i Splicie, a już niebawem wejdą do stolicy Szwecji. O międzynarodowej ekspansji blinkee.city rozmawiamy ze współzałożycielem firmy, Pawłem Maliszewskim. 

Dlaczego akurat Sztokholm? 

Naszym celem nie jest jedynie, by działać w Polsce, czy w Europie. Chcemy stworzyć firmę rozpoznawalną globalnie. Do osiągnięcia tego celu potrzebna jest nam obecność w Skandynawii. Sztokholm to bogaty rynek, który zachłysnął się elektromobilnością i zastępuje nią klasyczny ruch samochodowy w miastach. To naturalny kierunek ekspansji.

Czym charakteryzuje się tamtejszy rynek wypożyczalni skuterów i aut?

Szwecja ma bardzo duży potencjał ze względu na uwarunkowania kulturowe i społeczne. Panują tam podobne warunki pogodowe, co w Polsce, a kultura jazdy na skuterze jest cały czas budowana. Wierzymy, że nasz model biznesowy jesteśmy w stanie przenieść z sukcesem na rynek szwedzki, przy jednodoczesnym osiągnięciu wyższej marży. Poza tym mieszkańcy Szwecji bardzo doceniają rozwiązania innowacyjne oraz kładą duży nacisk na ochronę środowiska. Wszystko to idealnie komponuje się z naszym rozwiązaniem. 

Z kim przyjdzie Wam konkurować w Sztokholmie?

Głównie z hulajnogami Voi oraz Lime. Voi wystartował dopiero dwa miesiące temu, a jego wycena już sięga 50 milionów euro. Lime jeszcze nie wszedł do Szwecji, w związku z czym nadal nie wiemy, jak to dokładnie będzie wyglądać z biznesowego punktu widzenia.

Jesteście mocniejsi niż konkurencja?

Jesteśmy w całkiem innym miejscu niż konkurencja i wyprzedamy ją w wielu aspektach. Mamy gigantyczne doświadczenie wyniesione z procesu budowania usługi scooter sharing w Polsce i w innych krajach Europy. Poza tym cała elektronika zarządzająca pojazdami i systemy informatyczne są w 100% naszego autorstwa, co przekłada się na znacznie niższe koszty operacyjne, pozwala nam reagować bardzo szybko na zmieniające się warunki prawne, klimatyczne i biznesowe. 

Mamy zbudowaną większość procesów operacyjnych i biznesowych, więc wystarczy przenieść je na szwedzki rynek. No i ostatnia, najważniejsza kwestia: bazujemy na systemie wymiennych baterii w pojazdach, co znacznie obniża koszty utrzymania usługi (nasz koszt wymiany baterii to 20% kosztów ponoszonych przez konkurencję) i zwiększa potencjalny przychód (skutery i hulajnogi cały czas dostępne do wynajmu, nie tylko w określonych godzinach).  

Jak zamierzacie rywalizować z konkurentami?

Rynek jest na tyle duży, że miejsca starczy dla każdego. Nie mówię o bezpośredniej konkurencji, przynajmniej nie w pierwszym roku. W każdym z państw, w których działamy, największy nacisk kładziemy na jakość dostarczanych usług. Nasze pojazdy zbudowane są specjalnie pod usługę scooter sharingu, aplikacja stworzona zgodnie z założeniami „user friendly”, a procesy operacyjne z dużym naciskiem na współczynnik dostępności floty na jak najwyższym poziomie (poziom naładowania, niska ilość pojazdów wymagających serwisu, itd). Poza tym jako jedyni będziemy mieć kilka środków transportu w jednej aplikacji – skutery elektryczne, hulajnogi, a w przyszłości  samochody i rowery. 

Co chcecie osiągnąć w Sztokholmie?

Sztokholm nie jest celem samym w sobie. Jest to trampolina do całej Skandynawii. Założenie jest takie, że nasza obecność w Sztokholmie udowodni zasadność biznesową blinkee.city, a w następstwie umożliwi bardzo szybką ekspansję do pozostałych miast i krajów.  

Ile czasu dajecie sobie na realizację tego planu?

W ciągu jednego roku powinniśmy być we wszystkich większych miastach Szwecji oraz w stolicach państw ościennych. 

Co jeśli się nie uda?

Jesteśmy przekonani że się uda. Nie mieliśmy jeszcze ani jednego miasta czy kraju, w którym ten typ usług by się nie przyjął. Jeśli jednak, z jakiegoś powodu zbiórka nie będzie przebiegała zgodnie z planem, to i tak wchodzimy do Sztokholmu zgodnie z przyjętymi już założeniami co do wielkości floty oraz samego przedsięwzięcia.   

W wejściu na rynek w Sztokholmie pomoże Wam 200 tys. euro, które zbieracie podczas kampanii crowdfundingowej na FundedByMe. Jak przygotowywaliście się do zbiórki?

Przeprowadziliśmy analizę rynku, weryfikację uwarunkowań prawnych oraz najzwyczajniej w świecie sprawdzaliśmy, jak żyje się i porusza się po takim mieście jakim jest Sztokholm. Po podjęciu decyzji o wejściu do Szwecji rozpoczęliśmy poszukiwania doświadczonego partnera, który prowadziłby i wspierałby nas w całym tym przedsięwzięciu. 

W ten oto sposób wybór padł na platformę Fundedbyme oraz na Ronalda, który zarządza całym przedsięwzięciem po stronie szwedzkiej. Ronald posiada doświadczenie w stworzeniu wielu dobrze prosperujących podmiotów. Wprowadzał jedną ze swoich firm na giełdę. Jego duży bagaż doświadczeń oraz świetna znajomość specyfiki lokalnego rynku wspiera całą zbiórkę oraz plany intensywnego rozwoju. Następny krok to aktywna organizacja spotkań, wydarzeń na żywo i w social mediach oraz promowanie samej zbiórki. 

Co podczas kampanii może pójść nie tak?

Nigdy nie da się przewidzieć wszystkiego, ale przy bardzo dobrym przygotowaniu oraz posiadając odpowiednie doświadczenie można znacznie minimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia niezamierzonych zdarzeń. Dlatego nie skupiamy się na tym aspekcie, jesteśmy przygotowani na wiele scenariuszy. W najgorszym przypadku i tak jesteśmy gotowi na wejście na rynek Szwedzki przy naszym własnym finansowaniu. 

Jaki macie plan B, gdyby zbiórka zakończyła się klapą?

Jesteśmy pewnie że zbiórka nie zakończy się klapą, tym bardziej, że już w kilka dni od rozpoczęcia zbiórki mamy prawie 60% niezbędnego finansowania. Pamiętajmy, że zbiórka potrwa jeszcze 40 dni. Gdyby jednak się nie udało przez crowdfunding, to i tak wierzymy w ten rynek. Spółka powstałaby na bazie inwestycji spółki matki. Bardzo ważni są wspierający nas na miejscu, szwedzcy partnerzy. Z pewnością nie planujemy kończyć tej współpracy.

Komentarze (0)