213 0 0

Chcę zmienić rynek podróży – Grzegorz Mikielewicz (Getaway.pl)

Dodane

09-11-2018

Marta Wujek
Był międzynarodową gwiazdą pokera, dziś postawił wszystko na jedną kartę, by zmienić sposób, w jaki zwiedzamy świat. Grzegorz Mikielewicz stworzył Getaway.pl za pośrednictwem którego organizuje szyte na miarę podróże dla tych, którzy od turystyki chcą czegoś więcej niż all inclusive.

Getaway.pl to osobisty asystent podróży. W odróżnieniu od tradycyjnych biur nie oferuje gotowych pakietów, opracowanych przy współpracy z konkretnymi obiektami i usługami, tylko stawia na kompletną dowolność i inwencję klienta.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Inaczej mówiąc, jeśli masz ochotę polecieć do Splitu, wynająć tam samochód, przenocować w różnych miejscach Chorwacji, Czarnogóry i Albanii, a stamtąd polecieć… do Hongkongu - to Getaway zajmie się za Ciebie rezerwacją wszystkich hoteli, lotów, samochodów, itp. Natomiast Ty dostaniesz interaktywny plan podróży, który będzie prowadził Cię za rękę.

Kariera Grzegorza Mikielewicza jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Z wykształcenia jest prawnikiem, ze specjalnością w prawie międzynarodowym. Po studiach zajmował się tłumaczeniem dokumentów o terroryźmie, a następnie został ambasadorem w największych na świecie firmach bukmachersko-pokerowych.

Jako ambasador marki PokerStars odbył niezliczone podróże po całym świecie, promując firmę oraz biorąc udział w organizowanych przez nią eventach. Wielokrotnie odwiedzał takie miejsca jak Bahamy, Kalifornia, Floryda, Nowy Jork, Las Vegas, Hongkong czy Makao.

Getaway.pl zrodziło się z pasji do poznawania świata oraz chęci pomocy znajomym osobom, które chciały skorzystać z doświadczenia Grzegorza i prosiły go o pomoc w zorganizowaniu podróży. Szybko jednak okazało się, że taka usługa bardzo się podoba i jest na nią większy popyt. Tak więc po zakończeniu współpracy z PokerStars, postanowił założyć firmę, która wypełni lukę na rynku.

Zarabiałeś grając i zwiedzając świat. Ciężko uwierzyć, że tak po prostu postanowiłeś z takiego życia zrezygnować...

Grałem w pokera zawodowo od 2004 roku. Zacząłem w czasach gdy niemal nikt nie wiedział w Polsce co to jest Texas Hold’em, nie mówiąc o tym, że może być to sposób na życie. 14 lat gry w pokera to szmat czasu, mnóstwo rzeczy w międzyczasie się zmieniło, zarówno na rynku pokerowym jak i w moim życiu prywatnym.

Zmieniło się również nastawienie firm pokerowych do ambasadorów marki oraz doszły nowe sposoby interakcji z graczami. Uznałem, że pewna formuła się wyczerpała, 40-letni facet w świecie pokerowym to naprawdę dinozaur i nadszedł czas przekazania pałeczki młodym. Traf chciał, że dosłownie kilka tygodni po rozstaniu z Pokerstars, pojawił się pomysł na stworzenie getaway.pl i na tym się skupiłem.

Twoja ścieżka kariery jest mocno zróżnicowana. Jest to efekt konkretnego planu, czy seria przypadków?

To zdecydowanie zbieg okoliczności. Po uzyskaniu tytułu magistra z prawa ukończyłem jeszcze studia podyplomowe na UW, na kierunku Problematyka Zorganizowanej Przestępczości i Terroryzmu. Tuż po studiach zacząłem pracę w firmie specjalizującej się w tłumaczeniu na język polski aktów prawnych Unii Europejskiej.

Następnie moja kariera przyjęła nieoczekiwany zwrot – poproszono mnie o to abym został ambasadorem marki w największych na świecie firmach bukmachersko-pokerowych: SportingBet, Paradise Poker, Unibet i przede wszystkim PokerStars. W tej ostatniej pracowałem z przerwami 9 lat, w tym 7 lat jako członek elitarnego Team Pro Online.

Zawsze moją mocną stroną była organizacja, myślenie analityczne i podejście systemowe. Sprawdziło się to w każdej z tych dziedzin, a że są one z tak różnych biegunów, to kwestia przypadku. Nigdy jednak nie obawiałem się nowych wyzwań, inaczej żadnej z tych prac bym się nie podjął.

 No dobrze, znalazłeś niszę, postanowiłeś założyć własną firmę… co było dalej? Skąd wiedziałeś jak zabrać się za branżę podróżniczą?

To akurat było dosyć łatwe, bo w ramach pełnienia funkcji ambasadora marki przygotowałem dla siebie i bliskich znajomych dosłownie setki wyjazdów. Wiedziałem gdzie i jak szukać, a oprócz tego zawsze bardzo lubiłem logistycznie przygotowywać podróże.

Nie bałeś się, że nikt nie zaufa zupełnie nowej firmie podróżniczej? Dużo się mówi o nieuczciwych ruchach w tej branży.

Oczywiście, kwestia zaufania jest bardzo ważna. Dlatego zacząłem od organizacji wyjazdów dla osób, które mnie znają lub kojarzą. Praca jako ambasador marki dla światowego potentata sprawiła, że jestem w miarę rozpoznawalną i godną zaufania osobą.

Natomiast kwestia upadków biur podróży nas nie dotyczy, bo komponujemy wyjazdy przy użyciu poszczególnych usługodawców oferujących loty, hotele, transfery czy wynajem samochodów. Dokładnie w ten sposób zwiedzałem świat przez ostatnie 20 lat.

Kto jest klientem Getaway?

Klientem naszego rozwiązania są zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Oferta skierowana jest do osób zajętych, lub takich, które po prostu nie lubią albo nie umieją zajmować się organizacją wyjazdów – czyli tych, którzy oddadzą nam od początku do końca zaplanowanie i realizację wymarzonej podróży. Z drugiej strony osoby, które planują nietypową lub skomplikowaną logistycznie podróż.

W jaki sposób projekt był finansowany?

Na początku był to typowy bootstraping. Z własnych środków pochodziło 80 proc. kwoty, którą musiałem zainwestować w ten biznes. Na wczesnym etapie pojawił się również business angel, przy czym otrzymałem od niego małą kwotę na zasadach konwersji na udziały w przyszłości. W zamian za to wsparcie finansowe podzielę się udziałami w mojej firmie.

Pomogły mi również umowy z firmami współpracującymi, jak programiści, graficy, którzy zgodzili się na częściowe rozliczenie ich w przyszłości – także w udziałach. Takie zaangażowanie uznałem za duży komplement dla naszego pomysłu. Nie obyło się bez pomocy przyjaciół i rodziny. Ogólnie – zawsze bardzo uważałem na koszty.

W co zainwestowałeś największą część pieniędzy?

Największym wydatkiem były oczywiście nakłady na stworzenie kreatora oraz wizualizację i interaktywność planu dla klienta. Ponadto bardzo zaawansowany back-office. Nadal mam mnóstwo pomysłów na coraz większą automatyzację i RPA (robotyzacja procesów biznesowych). Dużo o tym rozmawiamy z zespołem i kierunki rozwoju są bardzo ekscytujące. Podoba mi się to, co już mam, ale to dopiero początek – opcji rozwoju jest tak wiele! Teraz oczywiście wzrosną również nakłady marketingowe.

Jaki jest model biznesowy?

Organizuję dla naszych klientów wszelkiego typu wyjazdy i podróże i pobieram za to niewielką prowizję od budżetu takiego zlecenia. Drugą stroną są prowizje i rabaty od dostawców poszczególnych usług.

Widzę również inne kanały przychodów, możliwe do uruchomienia wraz ze wzrostem wolumenu sprzedaży.

Na jakim etapie jest projekt? Jakie są jego wyniki?

Do tej pory zorganizowałem prawie 100 podróży, przy czym wewnętrznie analizuję z zespołem raczej pojęcie „osobo-podróży”, które lepiej pozwala planować przychody i koszty pozyskania klienta. Wyniki finansowe są na razie skromne, ale takie było założenie. Od dwóch miesięcy stopniowo zwiększam komunikację i sprzedaż szybko rośnie. Obrót to kilkaset tysięcy złotych, ale nie jest to wymierna liczba, bo są pojedyncze wyjazdy zarówno za 2 tysiące złotych jak i za 20-30 tysięcy złotych.

Myślisz o ekspansji?

Mam takie założenie, ale polski rynek jest na razie priorytetem. Chcę też przetestować i rozwinąć jak najwięcej opcji, zanim pomyślę o wyjście poza granice. Z drugiej strony, polski rynek turystyczny jest trochę wypaczony przez pewne standardy myślenia o wakacjach jako last minute/all-inclusive, a ja chcę to myślenie zmienić i pokazać klientom, że nie ma potrzeby się tak ograniczać.

Jakie są plany dalszego rozwoju?

Ostatnie miesiące przekonały mnie, że zarówno pomysł jak i moje podejście mają sens rynkowy, że jest miejsce na taką ofertę i jest to miejsce, które nie jest małe i cały czas rośnie. Jestem w trakcie rozmów z inwestorami – chcę pozyskać kapitał na to, aby tę lukę jak najszybciej wypełnić.

Wewnętrznie pracuję nad usprawnieniem procesów. Już teraz - mimo, że spokojnie da się robić wiele rzeczy „ręcznie” lub półautomatycznie, mój zespół pracuje nad RPA (robotyzacja procesów biznesowych). Rozszerzam też relacje z dostawcami usług i pracuję nad sprzedażą – głównie testuję hipotezy co do kanałów sprzedaży i dostosowuję strategię marketingową.

Po czym poznasz, że rozwijany przez Ciebie projekt osiągnie sukces?

Może to zabrzmi zbyt ambitne na tym etapie, ale chcę zmienić rynek podróży. Chcę, by klienci planujący wyjazd inny niż tydzień all-inclusive, w pierwszej kolejności myśleli o Getaway. Myślę, że dobrym miernikiem sukcesu będzie pojawienie się niezłej konkurencji.

Komentarze (0)