Grzegorz Pietruszyński, CEO i twórca Growbots, dotychczas założył cztery firmy na trzech kontynentach. Wśród nich możemy znaleźć software house w Szanghaju, ale też narzędzie do wspomagania procesu sprzedaży. Właśnie z tym produktem zespół z Polski dostał się do jednego z najlepszych akceleratorów na świecie - 500 Startups. Jak wyglądała rekrutacja?

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Pomysł na Growbots zrodził się w styczniu 2014 roku, ale prace nad nim zaczęły się kilka miesięcy później, na przełomie maja i czerwca, w piwnicy ClockWork. - Grzegorz Pietruszyński i Łukasz Deka poznali się na SGH, a szukając miejsca na rynku dla swoich pomysłów od początku mieli ambicję stworzenia globalnego biznesu - pisze Karolina Królicka, Content Marketing Manager w Growbots. Po pół roku, firma miała klientów wyłącznie ze Stanów Zjednoczonych, dlatego jej zespół skupiał się na budowaniu biznesu właśnie w tym kraju. - Zaraz po tym dokonaliśmy rejestracji spółki w US - dodaje Królicka.

W lutym 2015 roku firmę, prywatną inwestycją, wsparł Piotr Wilam - partner Innovation Nest. Zespół następną rundę finansowania planuje zebrać za pół roku, przy wycenie około dziesięciu milionów dolarów.

Z Grzegorzem Pietruszyńskim rozmawiamy o tym, jak wygląda rekrutacja do jednego z najpopularniejszych akceleratorów na świecie. Prowadzi go Dave McClure, który do trwającej edycji odebrał ponad tysiąc zgłoszeń firm z całego świata. Wybór był ciężki, bo ze wszystkich aplikujących musiał wyłonić tylko 36 firm. Wśród nich znalazła się i ta z Polski - Growbots. Czy proces rekrutacji do tego akceleratora był trudny? 

Y Combinator odrzucił Wasze zgłoszenie. Dlaczego?

Nie mieliśmy jeszcze prototypu produktu.

Co przekonało zatem zespół 500 Startups do zaakceptowania Growbots? 

Paul Graham, przy piwie, powiedział Dave’owi McClure’owi [prowadzącemu akceleratora 500 Startups - przyp.red.], że żałuje, że nas nie wzięli.

I tylko to wpłynęło na decyzję o Waszym przyjęciu? 

Poza tym pewnie byliśmy jedną z 35 najlepszych firm na ponad tysiąc zgłoszeń.

Założyciel 500 Startups mówi: “Nie pitchujcie mi swoich pomysłów. Przekonajcie najpierw firmy, którym już pomogłem”. U Was też tak wyglądał proces rekrutacji?

Wypełniliśmy ankietę online używając odpowiedzi jakie przygotowaliśmy do Y Combinatora. Następnym krokiem była szybka rozmowa na Skajpie. Nie jesteśmy modelowym przykładem, bo nie zabiegaliśmy o żadne intro od firmy już będącej częścią 500, a większość firm miała takie polecenie. Rozmowa przebiegła dokładnie tak jak w YC - nie było szczególnie trudnych pytań. Kluczem do sukcesu podczas takich rozmów jest skupienie się na przyszłości niezależniej od wzięcia udziału w akceleratorze - tak naprawdę to founderzy dają akceleratorowi szansę zarobienia, a nie odwrotnie. Jeśli partnerzy uwierzą, że naprawdę zrobisz to, co zapowiadasz, będą chcieli cię w programie.

Podczas rekrutacji ktoś w ogóle zwrócił uwagę na to, że jesteście z Polski?

Nie.

W aplikacji musieliście wykazać poprzednie doświadczenie?

Tak, na szczęście, wcześniej pracowaliśmy z Łukaszem Deką przez prawie 2 lata razem. Przed Growbots założyłem trzy inne firmy, w tym software house w Szanghaju - doświadczenie mamy dobrze udokumentowane.

Co jeszcze trzeba było pokazać?

500 Startups zwraca szczególną uwagę na przychody i kondycję biznesu. Cyferki były tak naprawdę naszą najmocniejszą stroną.

Jakimi wynikami teraz może pochwalić się Growbots?

Obecnie mamy 10-ciu klientów, których obsługujemy w modelu enterprise - zarządzamy kampanią sprzedażową w ich imieniu. W marcu zaczęliśmy zbierać od klientów pre-ordery na nasz software, który udostępnimy w modelu SaaS. W ciągu kilku miesięcy osiągniemy milion dolarów przychodu rocznie.

Ilu kosztuje wersja enterprise?

Zależy ona od potrzeb klienta, ale rozmawiamy o kwotach minimum kilku tysięcy dolarów miesięcznie.

Growbots pomaga zdobyć leady sprzedażowe danego produktu. Dzięki niemu słaby sprzedawca zarobi więcej dla firmy?

Słabego sprzedawcę trzeba zwolnić, a nie ratować jego wyniki softem. Nasz software pozwala dobrym sprzedawcom generować kilka razy więcej spotkań sprzedażowych. Automatycznie generujemy bazy potencjalnych klientów na podstawie ustawionego profilu i umożliwiamy wysyłanie automatycznych kampanii mailowych. Dzięki nam sprzedawcy skupiają się na tym co najważniejsze - domykaniem umów z potencjalnymi klientami. Nie muszą więcej tracić czasu na szukanie ludzi do kontaktu i ręczne wysyłanie maili. Im lepiej firma obecnie radzi sobie ze sprzedażą, tym większe korzyści odniesie z wykorzystania naszego narzędzia. 

Jak wygląda dzień w 500 Startups?

Każdy organizuje sobie czas jak chce. Mniej więcej co drugi dzień organizowane jest spotkanie z właścicielami lub pracownikami najbardziej znanych startupów. W międzyczasie bardzo często odwiedzają nas mentorzy, ale żadne z tych spotkań nie są obowiązkowe. Od ciebie zależy w jaki sposób wykorzystasz network 500 i czas w San Francisco.

Jak Wy go wykorzystujecie?

Spotykamy się z mentorami i zbieramy feedback od potencjalnych klientów. Na tym etapie głównie korzystamy z networku 500 i umawiamy wiele spotkań. Są one bardzo ważne, bo po udanej rozmowie dostajesz intro do kolejnych osób, które są zainteresowane współpracą. Oczywiście bardzo dużo spotkań umawiamy sami, w końcu mamy software do automatyzacji sprzedaży.

Czym dzień w 500 Startups różni się od pracy w zwykłym co-worku?

Do zwykłego co-worku nie przychodzą codziennie ludzie, którzy stworzyli wielomilionowe biznesy. Atmosfera jest bardzo przyjazna, lodówka pełna piwa wzmacnia integrację.

Wierzysz, że takie miejsca pomagają w rozwoju firmy? 

W 500 cały tydzień spędzamy w towarzystwie partnerów funduszu, właścicieli firm z poprzednich programów i kilkuosobowego teamu, który skupiony jest na wspieraniu wzrostu naszego biznesu. Dodatkowo są tu oczywiście założyciele ponad 30 świetnych startupów. Wraz z całym wsparciem od mentorów i bardziej doświadczonych przedsiębiorców mamy tu niesamowity poziom wsparcia i inspiracji do rozwoju.

I tego nie mogliście znaleźć w Polsce?

Wszystko da się zrobić z Polski, my też na początku nawet nie myśleliśmy o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Ale fakt jest taki, że 90% naszych potencjalnych klientów jest stamtąd i żeby szybko rosnąć musimy być na miejscu. W Polsce mamy kilka przykładów globalnego sukcesu: Base, Estimote, GetResponse, LiveChat, UXPin, w San Francisco co tydzień spotykam kilka osób, które zbudowały podobne firmy. Pomijam, że ludzi z wymienionych przez mnie firm ciężko spotkać w Polsce… bo siedzą w Dolinie Krzemowej.

Komentarze (0)