Żyjemy w czasach, gdy narzędzi ułatwiających naszą pracę wcale nie musimy instalować. Korzystanie z nich z „chmury” umożliwia wygodną pracę z dowolnego miejsca na ziemi. Poniżej znajdziecie właśnie zbiór takowych. Liczę, że w komentarzach znajdę kolejne, ciekawe propozycje serwisów.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

1. Canva

Nie posiadam szczególnych talentów plastycznych, a bywają momenty, gdy potrzebuję zrobić na własny użytek prostą grafikę. Nawet nie próbuję uruchamiać Painta, bo - mimo wielu jego zalet - efekt mojej pracy daleki będzie od doskonałości. Canva ma z kolei to do siebie, że jest banalna w użytku, a finalny efekt naszej pracy często zaskakuje. Wynika to z faktu, że bardzo dobrze przemyślano funkcjonalność dla grupy docelowej jaką są amatorzy z dwiema lewymi rękoma do edycji grafiki. Canva podoba mi się na tyle, że będę ją polecał wszystkim, dzięki czemu zapewne trafiam do zakładki z podpisem "nieformalny ambasador produktu".

2. Buffer

Mam jedno spotkanie za drugim, przez co nie mam czasu, aby wrzucić na swoje media społecznościowe określone wpisy o określonych godzinach. Mam do wyboru trzy opcje: zrobić to ręcznie (mało wygodne), zlecić to komuś innemu (i poświęcić może nawet więcej czasu, aby mu to opisać), albo skorzystać z Buffera. Narzędzie wydaje się przydatne, gdy określimy również w jakich godzinach najczęściej nasi czytelnicy przeglądają media społecznościowe.

3. Brand24

O tym narzędziu słyszało na pewno wielu, a dba o to choćby sam Michał Sadowski, który pewnie już wypatrzył artykuł, który właśnie czytasz (pozdrawiam!). Śledzenie własnej marki to opcja dobra dla większych firm, które dbają o swój wizerunek i chcą gasić ewentualne punkty zapalne. Nie będę pewnie oryginalny, jak napiszę, że to świetne narzędzie sprzedażowe. Przykładowo: prowadzę sklep internetowy ze sprzętem elektronicznym. Dlaczego by więc nie reagować na zapytania internautów wpisywane w google (np. gdzie kupić sprzęt), odpowiadać im na nie i delikatnie sugerować, że można takowy nabyć u nas? Moja sugestia – wykorzystajcie darmowy okres, aby przez dzień-dwa spróbować tej techniki.

4. Twitlonger

Twitter to jedyny w swoim rodzaju kanał społecznościowy, ale jego największa zaleta bywa również największą wadą. Mam tu na myśli ilość znaków. Z tą stroną internetową nie będzie to już więcej problemem. Zwłaszcza, gdy chodzi o przekazy reklamowe twojego startupu. Nie da się przecież ukryć, że każdy szanujący się startupowiec posiada tutaj konto.

5. Join.me

Od momentu przeczytania „4 godzinnego tygodnia pracy” Tima Ferrisa jeszcze bardziej przychylam się do pracy zdalnej. Fizyczna obecność przestaje być warunkiem prowadzenia własnej firmy. W tym celu używamy takich narzędzi jak skype, który sprawdza się świetnie, gdy chodzi o rozmowę dwójki ludzi na stopie prywatnej ... i to w zasadzie tyle. Najzwyczajniej w świecie trzeba się pogodzić z faktem, że nie jest on dedykowany prowadzeniu spotkań w większym gronie i nie ma funkcji nagrywania dźwięku obrazu (wymaga to odrębnych aplikacji). Jako odpowiedź na te potrzeby powstało właśnie join.me. Dzięki niej, zebrania w twojej firmie może przestaną wymagać fizycznej obecności.

6. DMCA

Zdarza się niestety tak, że nasza autorska treść ulega skopiowaniu, a my bezradnie prosimy plagiatora o usunięcie wpisu. Czasem też dochodzi z naszej strony do gróźb związanych z konsekwencjami prawnymi popełnionego czynu (którego egzekucja wymaga mnóstwa trudu). Pół biedy, gdy owa kradzież intelektualna po prostu była czymś nieetycznym, ale niestety wpływa to również na nasze SEO. Właściciele blogów, w domyśle firmowych, nie są od tej chwili bezradni. Z pomocą tego programu możesz umieścić znak wodny na swoim tekście i skanować internet w poszukiwaniu ewentualnego plagiatu twoich artykułów.

7. Paper.li

Niemal każdy miał, albo wciąż ma, bloga. Niemal każda firma co najmniej raz coś podobnego rozważała, albo już takowy posiada. Ile w tym oryginalności? Ani krzty. Co powiecie z kolei na to, aby zamiast mało wyróżniającego się bloga, mieć własną gazetę? W wydaniu elektronicznym. Macie szansę się na to załapać, aby móc później powiedzieć, że korzystaliście z tego narzędzia „before it was cool”. Wartością dodaną Paper.li jest przykucie uwagi zaciekawionego odbiorcy, przyzwyczajonego do tradycyjnych rozwiązań.

Teraz wasza kolej – jakie twoim zdaniem narzędzia powinny się tu znaleźć?

Mateusz Kiszło

Właściciel innovativebay.com

Bloger (www.jakzarabiacpieniadze.com.pl), przedsiębiorca, zakochany w modelach biznesowych i we wszystkich ich mechanizmach.

 

Zdjęcie główne artykułu stocksnap.io

Komentarze (0)