Pierwszy raz PayLane wchodzi na rynek spoza Europy. Po 11 latach działania, firma zdecydowała się otworzyć na rynek amerykański. To świetne miejsce dla polskiego startupu. Powstaje tam wiele firm chcących otworzyć się na zagraniczne rynki i do obsługi płatności potrzebują dobrego providera

Na zdjęciu: Karol Zieliński, CEO w PayLane

Pierwszy raz

– Jesteśmy gotowi, by pomóc firmom amerykańskim w przyjmowaniu płatności na całym świecie. I jesteśmy też przekonani, że gdy już raz ktoś spróbuje skorzystać z naszych usług, nie będzie wyobrażał sobie robienia biznesu bez PayLane – mówi Karol Zieliński, CEO w PayLane. Swój system do przyjmowania płatności online stworzył 11 lat temu i od początku był nastawiony na rynki zagraniczne.

Jednak dopiero teraz zespół postanowił otworzyć się na rynek amerykański. Wcześniej z aplikacji webowej stworzonej przez Polaków korzystali mieszkańcy 25 krajów świata w tym m.in. Niemcy, Włosi, Belgowie czy Francuzi. Na potrzeby obsługi międzynarodowych transakcji stworzono kolejne wersje strony paylane.com i rozpoczęto działania marketingowe. Od teraz te działania skupią się na Stanach Zjednoczonych.

Lokalni partnerzy

Stany Zjednoczone to pierwszy nieeuropejski rynek, na którym działa PayLane. I choć spółka ma duże doświadczenie we wprowadzaniu swojej usługi w kolejnym kraju, musiała przezwyciężyć pewne trudności. – Najpierw trzeba uporać się z regulacjami prawnymi z konkretnych rynków. Trzeba też znaleźć lokalnych partnerów w każdym kraju, w którym chce się prowadzić biznes – mówi CEO PayLane.

Kolejnymi czynnikami do wprowadzenia usługi na nowy rynek jest budowa relacji z lokalnymi partnerami, stworzenie wewnętrznej polityki i procesów, często różnych dla poszczególnych rynków. Spółka zanim ogłosiła wejście na rynek amerykański, musiała się dobrze przygotować do tego. Dlatego też od początku działania skupiała się raczej na rynkach europejskich, bo było łatwiej poznać partnerów chętnych na współpracę.

Najpierw Europa, później Ameryka

Najpierw trzeba się naprawdę dobrze przygotować. I to już na samym początku, przed wejściem do konkretnego kraju. Dlatego na początku PayLane skupiło się na współpracy z europejskimi podmiotami, które chciały robić biznes globalny. Na potrzeby tej strategii stworzono program PayLane Evolve!, który miał wspierać młodych przedsiębiorców i zachęcać do zakładania firm na terenie UE.

PayLane miało pomóc im w obsłudze ich płatności internetowych. Rezultaty programu nie były rewelacyjne, stąd ta zmiana planów. Zespół podjął decyzję o wejściu na rynki za wielką wodą. – W przeciwieństwie do providerów płatności (takich jak Stripe, czy Braintree, które zaczynały w Stanach, a z czasem wchodziły do Europy), PayLane postawiło na odwrotną kolejność. Najpierw Europa, później Ameryka – mówi Zieliński.

Punkt zaczepienia

Dlaczego firma zdecydowała się otworzyć właśnie na rynek amerykański? – To jeden z najpopularniejszych rynków, na którym działają nasi klienci – mówi Karol Zieliński, CEO PayLane. – Co nie mniej ważne – znamy już trochę firm, banków, acquirerów i mediów amerykańskich, mamy więc już punkt zaczepienia, od którego możemy zacząć – dodaje. Zdaje się, że rynek amerykański jest idealnym miejscem dla tego startupu.

Powstaje na nim wiele innych startupów i firm internetowych, które przenoszą swoją działalność w momencie, gdy chcą wejść na kolejny poziom (np. gdy chcą zdobyć kolejną rundę finansowania lub gdy chcą nawiązać relacje biznesowe z większymi firmami ze swojej branży). Amerykańskie startupy, ale też te z innych krajów, wchodząc na nowe rynki potrzebują takiej usługi jak PayLane. 

Komentarze (0)