... ... ...

Wyciągaliśmy spółki nad wodę, reanimowaliśmy gdy tonęły - Krzysztof Bełech (SATUS Venture)

Dodane

15-02-2016

Adam Łopusiewicz
– Nie zakładałem, że będę inwestować w startupy. Zdecydowanie bliższe były mi dojrzałe przedsięwzięcia np. z sektora energetyki – mówi Krzysztof Bełech, Partner Zarządzający, członek zarządu Satus Venture. Wystąpił w cyklu pt. Inwestorska 11. Dowiedz się, jak wygląda jego przygoda ze startupami.

Na zdjęciu: Krzysztof Bełech, Partner Zarządzający, członek zarządu Satus Venture

O sukcesie inwestorów startupów mówi krótko. – Według mnie wygra ten, kto najszybciej i najtrafniej umie wyciągnąć wnioski z porażek i sukcesów – mówi Krzysztof Bełech. Tych pierwszych doznał już na początku swojej przygody z inwestowaniem w startupy. Pierwsza spółka, w którą zainwestował zbankrutowała. Nauczyła za to pokory i pokazała, że trzeba wiedzieć, kiedy po prostu odpuścić. – Emocje związane z likwidowaniem nieudanych inwestycji są najtrudniejszą lekcją jaką należy odrobić w zarządzaniu funduszem vc – mówi.

Za chwilę dodaje, że porażki nie są wcale powodem do wstydu. – Rynek nie nauczył się jeszcze akceptować faktu, że błędy są częścią procesów tworzenia i mają swoją wartość. Jednakże przed inwestycjami w zmianę i startupy nie ma ucieczki – mówi Partner Zarządzający SATUS Venture. Czym zajmował się zanim został inwestorem? Dlaczego wybrał inwestowanie właśnie w startupy, a nie w inne przedsięwzięcia? Czego szuka w spółkach, które zgłaszają się do funduszu z propozycją współpracy? Tego dowiecie się z naszej rozmowy.

1. Czym zajmował się Pan zanim został inwestorem?

Handlowałem, doradzałem. Zaczynałem w wieku 17 lat zaraz po otrzymaniu prawa jazdy od handlu obwoźnego - Rumunia, Ukraina, Austria, Jugosławia. Później w trakcie studiów sportem narodowym była gra na giełdzie, więc uległem fascynacji nowo rozwijającym się rynkiem kapitałowym i zaangażowałem się działalność maklerską. Zamiast pracować jako inżynier zaraz po studiach pracowałem jako makler. To była doskonała lekcja rynku, ale też pokory. Następnie pracowałem jako konsultant finansowy, dyrektor handlowy w końcu zarządzałem własną firmą doradczą. Doradztwo przy inwestycjach przynosiło niezły dochód bieżący, ale nie pozostawiało trwałej wartości w firmie np. udziałów w realizowanych przedsięwzięciach. Założenie funduszu było więc naturalną ewolucją moich zainteresowań.

2. Dlaczego wybrał Pan inwestowanie w startupy, a nie w inne przedsięwzięcia?

Początkowo wcale nie zakładałem, że będę inwestować w startupy. Zdecydowanie bliższe były mi dojrzałe przedsięwzięcia np. z sektora energetyki. Byłem wielbicielem dokładnych analiz fundamentalnych i walidacji ryzyk. Skupiłem się na stworzeniu małej społeczności inwestorów ustalającej wspólnie priorytety i cele inwestycyjne. Do budowania portfela spółek we wczesnej fazie rozwoju skłoniły nas zachęty płynące z programu ogłoszonego przez PARP w ramach SPO WKP Działania 1.2.3., do którego przystąpiliśmy wraz z naszym partnerem finansowym Beskidzkim Domem Maklerskim S.A.. 

Osobiście obawiałem się startupów i ryzyka związanego ze zbyt dużą ilością zmiennych. Portfel pierwszego funduszu powołanego w 2007 roku był po części wyrazem tych obaw. Był mocno zdywersyfikowany branżowo i opierał się w większości o dojrzałe koncepty, teamy z dużym doświadczeniem. Ta ostrożność i dywersyfikacja prawdopodobnie uratowała nasz fundusz przed brutalnym zderzeniem z rzeczywistością startupową. Skala problemów w zarządzaniu portfelem spółek we wczesnej fazie rozwoju była większa niż spodziewaliśmy się. Dzięki determinacji i cierpliwości zaangażowanych w fundusz inwestorów spółki wyciągaliśmy te spółki na siłę nad wodę, reanimowaliśmy gdy tonęły. Ostatecznie udało się większość doholować do brzegu, a bardzo udane wyjścia z kilku z nich, takich jak Evatronix, czy BlooberTeam pozwoliły zwrócić kapitał i wygenerować zyski inwestorom. Wraz z kolejnymi funduszami zakorzeniłem się w early stage i nie planuję tego zmieniać. Jestem w pełni świadomy, że jest to najtrudniejsza faza rozwoju spółek, na której zarabianie jest wyjątkowo trudne. Wymaga interdyscyplinarnych zespołów, budowania społeczności, łączenia kompetencji, współpracy B2B, specyficznych procesów decyzyjnych - jednym słowem całego ekosystemu. Wszyscy na świecie się tego uczą i to jest fascynujące.

Rynek nie tylko w Polsce, ale również na świecie nie potrafi jeszcze racjonalnie wyceniać spółek we wczesnej fazie rozwoju, gdy nie mają jeszcze dodatnich wyników. Patrząc na nową usługę lub produkt trudno też wycenić, ile kosztowało kilkadziesiąt piwotów, błędów, które należało popełnić zanim powstało pozornie proste rozwiązanie. Trudno też wziąć pod uwagę, ile podobnych projektów należało zamknąć. Rynek nie nauczył się jeszcze akceptować faktu, że błędy są częścią procesów tworzenia i mają swoją wartość. Jednakże przed inwestycjami w zmianę i startupy nie ma ucieczki. Skracający się cykl życia technologii, oraz wszelkich przedsięwzięć gospodarczych spycha rynek inwestycyjny w stronę spółek w early stage. Aktualnie wysokich stóp zwrotu musimy szukać w inwestowaniu w radykalne zmiany. Prawdopodobnie nie mamy wyjścia, świat przyśpiesza ucząc nas nowych reguł gry.

3. W co dotychczas Pan zainwestował?

W kilkadziesiąt spółek. Najbardziej znane to: Evatronix, Bloober Tem, OK System, HG Inteligence, Open Card, WeGirls, Social Wi-Fi, Sherly, PeekQiuck, SentiOne, SalesLift, Paymax, SeedLabs, WDC, Poltreg.  

4. Jak dzisiaj radzi sobie pierwsza spółka, w którą Pan zainwestował?

Zbankrutowała. Cieszę się, że główny inwestor podjął wówczas za mnie decyzję o “wyjęciu wtyczki z gniazdka” co ograniczyło straty pozostałych do niewielkich w skali portfela rozmiarów. Emocje związane z likwidowaniem nieudanych inwestycji są najtrudniejszą lekcją jaką należy odrobić w zarządzaniu funduszem vc.

5. W co Pan nie zainwestował i żałuje tej decyzji?

Nie żałuję. Wyleczyłem się pogoni za “odjeżdżającym pociągiem” na giełdzie. Inwestycje motywowane obawą, że nie zdążymy zainwestować lub konkurencja zainwestuje przed nami to często najgorsze inwestycje.

6. Czym jest to “coś”, czego szuka Pan w startupach, które zgłaszają się do pańskiego funduszu?

Szukam świeżego spojrzenia na rynek, odwagi, energii i cech teamu, które pozwalają na przetrwanie trudnych chwil. Warunkiem niezbędnym jest determinacja zespołu. Ważny jest też rzetelny warsztat i organizacja zespołu. Większość tych cech niestety bardzo trudno jest zweryfikować na podstawie spotkań, prezentacji lub biznes planu więc weryfikujemy je w trakcie inwestycji.

7. W jaki sposób szuka Pan projektów?

Głównie poprzez kooperujące ze mną fundusze seed capital, czasem rekomendacje. Posiadamy dużą sieć inwestorów i doradców, którzy chętnie przekazują nam projekty, które wydają się im interesujące. Źródłem projektów jest też w niewielkim stopniu otwarty nabór ale nie jest to bardzo efektywny kanał pozyskiwania projektów ponieważ przy małych projektach koszty ich weryfikacji często są wyższe niż budżet przeznaczony na zarządzanie funduszem.

8. Ile czasu, w Pana przypadku/w przypadku funduszu, w którym Pan działa, średnio mija od momentu pierwszej rozmowy do przelewu środków na konto spółki i dlaczego tyle?

Zazwyczaj około pół roku i to nie wynika z naszego braku zdecydowaniu lub opieszałości. Projekt zazwyczaj zmienia się w takim tempie. Koncepcje i przedsiębiorcy dojrzewają w trakcie prac przygotowawczych. Poza tym jak wspomniałem wcześniej zespół bardzo trudno jest zweryfikować bez prowadzenia wspólnie jakiś procesów, choćby przygotowawczych do inwestycji. Czas często weryfikuje determinację, wiarygodność partnera.

9. Co jest najważniejsze we współpracy na linii inwestor-pomysłodawca?

Słuchanie, wzajemny szacunek, respektowanie faktów. Synergia powstaje tylko wówczas gdy cel jest wspólny i parcie wspólników jest w jednym kierunku. 

10. Jakie Pana zdaniem są najmocniejsze fundusze VC w Polsce i na świecie?

To nie jest kwestia subiektywna. W przypadku funduszy liczą się po prostu wyniki. Trudność polega na tym, że fundusze inwestujące w early stage same są podmiotami early stage więc wyniki dopiero przed nami. Wszyscy się uczymy, każdy szuka swojej recepty na budowanie wartości portfela. Według mnie wygra ten, kto najszybciej i najtrafniej umie wyciągnąć wnioski z porażek i sukcesów. Przy funduszach inwestujących większe kwoty w późniejszych fazach już dzisiaj można mówić o mierzalnych sukcesach. Na Polskim rynku niewątpliwie sukces odniósł Fundusz MCI.

11. Najlepsza/najciekawsza inwestycja w polski startup minionego roku to…?

W mojej opinii Seed Labs może sporo narozrabiać w najbliższym czasie na globalnym rynku device connection. Jest to bardzo odważnie prowadzony projekt, wspierany aktualnie wyłącznie przez aniołów biznesu.

Komentarze (0)