To był eksperyment, który nie wypalił. – Dzięki niemu wiemy jednak, czego w przyszłości spodziewać się po reklamie w telewizji – mówi Bartosz Hernas, pomysłodawca aplikacji STAMP. Wydał sześć tysięcy dolarów, by zareklamować swój program na smartfony w telewizji. Wynik? Jedno pobranie więcej.

Przeczytaj też artykuł o tym, jak dostać się ze startupem do telewizji.

Na zdjęciu: Bartosz Hernas, twórca aplikacji STAMP

– Myślę, że w każdej branży trzeba cały czas próbować nowych rzeczy i wyciągać z nich wnioski – dodaje. Uważa, że cała historia powstania STAMPa to jeden wielki eksperyment, który cały czas jest modyfikowany i ulepszany. – Aktualnie skupiliśmy się na optymalizacji strony oraz na marketingu internetowym: reklamach na Facebooku oraz w Google – mówi Bartosz Hernas. Jak wyglądała jego przygoda z telewizją?

Raz

STAMP pozwala w prosty sposób przenieść playlisty między różnymi usługami streamingowymi, np. Spotify do Apple Music. Do dziś aplikacja została pobrana ponad 150 tys. razy, a miesięcznie korzysta z niej kilkaset osób. – Nie jest to biznes typu SASS, gdzie użytkownik płaci co miesiąc. Za naszą aplikację płaci się raz i uzyskuje dożywotni dostęp. Jest to duże wyzwanie, bo co miesiąc musimy znaleźć nowych klientów – mówi.

Historia powstania aplikacji zaczęła się od premiery usługi Apple Music. Gdy Bartosz Hernas chciał ją wypróbować pojawił się problem z przeniesieniem listy ulubionych utworów z innych urządzeń, usług. – Wtedy nie istniało żadne narzędzie na to pozwalające, a z racji tego że jestem developerem postanowiłem samemu coś takiego stworzyć – opowiada założyciel Stamp.

Najprostszy sposób na playlistę

Szukał różnych sposobów i w końcu wybrał ten najprostszy: napisał program, który klikał myszką w iTunes i ręcznie dodawał piosenki. Tego samego wieczoru stworzył stronę, na której można było pobrać skrypt za darmo. Zawsze był fanem płacenia za cudzą pracę, dlatego na stronie umieścił przycisk “Kup mi piwo”, który miał być wynagrodzeniem na poświęcony czas na stworzenie darmowej wtedy usługi.

– Parę tweetów później mój projekt został zatwierdzony przez ekipę ProductHunt, więc kolejnego dnia rano pojawił się tam na stronie głównej – opowiada. O STAMPie napisało większość niemieckich i amerykańskich portali technologicznych. Choć nie spodziewał się takiego zainteresowania, pierwszego dnia Internauci postawili mu duże piwo, bo wpłacili 450 zł.

Robić "internety"

Brat Michał przekonał go do tego, by rozwinąć dalej aplikację i zacząć ją sprzedawać. Do projektu dołączył też Krzysztof i tego samego wieczoru młody zespół napisał ulepszoną wersję usługi do automatycznego przenoszenia listy utworów z usługi na drugą usługę i wprowadził opłaty. – Gdy o piątej rano kładliśmy się spać, otrzymaliśmy pierwszą płatność, nasze pierwsze pieniądze z “robienia internetów” – opowiada.

Po przebudzeniu okazało się, że konto w Braintree jest zablokowane ze względu na zbyt wysoką sprzedaż.  – Świetne uczucie, gdy siedzi się w pracy, a twój smartwatch, co chwilę pika bo ktoś właśnie wpłacił 5 euro – mówi Hernas, pomysłodawca STAMP. Zespół chciał utrzymać passę, dlatego szukał dobrego sposobu na wypromowanie usługi dalej. Padł pomysł wystąpienia w telewizji.

Oślepiły nas liczby

– Mieliśmy nadzieję, że reklama w telewizji pomoże nam dostać się do większej ilości potencjalnych kupców. Wiele osób nawet nie myśli o zmianie serwisu streamingowego, bo nie chce od nowa tworzyć swoich playlist – mówi Bartosz Hernas. Po premierze aplikacji na system iOS zespół wysłał informację prasową do większości dziennikarzy w Stanach Zjednoczonych. Polską aplikację zauważył też jeden z producentów programu.

Producent NewsWatch zgłosił się z propozycją produkcji recenzji oraz jej emisji. – Oślepiły nas liczby, frazy takie jak: “program nadawany jest na 200 rynkach i ma zasięg 96 milionów domostw w USA w programie DiscoveryChannel.” – opowiada. Po wymianie kilku e-maili, odbyła się rozmowa telefoniczna, w której wytłumaczono zespołowi wszelkie szczegóły.

Krok od sukcesu

Za 6 tys. dolarów zapewniono produkcję 105 sekund materiału video, wyświetlenie go o 7 rano w DiscoveryChannel w USA oraz cztery tygodnie promocji w social media. Umowa przewidywała też promocję z bezpośrednim linkiem do strony w mediach społecznościowych. Pierwszym krokiem było wysłanie wszelkich materiałów potrzebnych do produkcji: grafik, logotypów, screenshotów, kodów do aplikacji i tak dalej. 

Następnie przedstawiono skrypt recenzji, który mógł zostać zredagowany przez zleceniodawców. – Kilka dni później otrzymaliśmy wideo, które także mogliśmy skomentować i poprosić o poprawki, które nie wymagały nagrywania nowych ujęć. Chodziło tu głównie o zmianę treści nakładanych komputerowo. Jedną z tych zmian było dodanie kodu promocyjnego, oraz zmianę adresu strony – opowiada twórca STAMP.

Wyniku nie ma

Ciężko mu stwierdzić, o ile po reklamie w telewizji powinny wzrosnąć wyniki aplikacji. – Przed podpisaniem umowy szukaliśmy kogoś, kto przeszedł już przez coś podobnego, ale niestety nikt nie był w stanie podzielić się wynikami. Liczyliśmy na widoczne zwiększenie ilości unikalnych użytkowników, taki “bump” w statystykach – mówi. Wynik nie był zaskakujący, tylko mierny.

Opierając się na ruchu na stronie, ilości sprzedanych licencji oraz użyć kuponu promocyjnego wyszło, że nie sprzedano prawie nic. – W porównaniu z dniem poprzednim, sprzedaliśmy 1 licencję więcej. Nikt dotąd nie skorzystał z kuponu. Nie mogę nawet powiedzieć, że wynik jest niezauważalny, bo go po prostu nie ma. Nie jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie. Widocznie nasi klienci nie oglądają Discovery Channel o 7 rano – dodaje.

Komentarze (0)