W konkursach na własny startup internetowy organizatorzy kategoryzują prezentowane rozwiązania. Ekspansja na rynki tradycyjne, wirtualne produkty, rozwiązania korporacyjne, zmiana sposobu komunikacji społecznej... Jednym z ciekawych trendów jest crowdsourcing. Niskie koszty usług interesują każdego przedsiębiorcę, szczególnie z segmentu MiŚP. A co jeśli część biznesu byłaby wykonywana przez społeczność internetową?

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Aktywizacja społeczeństwa za pomocą Internetu mogłaby zapewniać nie tylko możliwość komunikowania się przez internet i zdobywania wirtualnych odznak w ramach rozrywki. Tak korzysta z internetu lwia część internautów. Być może nowym celem mogłoby być konkurowanie grup społecznych z korporacjami przy oferowaniu wybranych usług. Dodatkowo mniejsze firmy miałby dostęp do platformy gdzie naturalną rzeczą byłoby negocjowanie ceny. Także duża część zleceniobiorców i skuteczny system oceny jakości usług gwarantowałby odnoszenie jakości do konkretnej ceny.

Przykładem crowdsourcingu na rynkach tradycyjnych są np. Postmates, Zipments. Są to serwisy z usługami kurierskimi w ramach danego miasta. Każda osoba może postarać się o odpowiedni certyfikat i konkurować ceną z profesjonalnymi firmami, które także oferują tutaj swoje usługi. Na razie rozwiązania raczkują i udoskonalają wspomniany system oceny, a także ubezpieczenia danej przesyłki. Ekspansja w tradycyjne usługi jest długotrwała, ale ich powodzenie to tylko zmiany mentalności. Z badań e-commerce wynika, że coraz więcej ludzi kupuje produkty. Kwestia tego kiedy w głowach ludzi przełączy się wajcha na usługi.

Crowdsourcing usług wirtualnych jest trochę prostszy w realizacji. Dodatkowo grupa docelowa jest najczęściej bardziej zorientowana. Przykładem może być polski Testuj.pl, gdzie firmy wytwarzające oprogramowanie zlecają testy na zewnątrz, zamiast zatrudniać własnych testerów. Oprócz klasycznych testów funkcjonalnych serwis oferuje testy bezpieczeństwa i użyteczności. Dlatego firmy nawet mając swoich testerów zlecają tutaj szukanie dziur w systemie. Dobrze funkcjonuje system oceny testerów. Dodatkowo autor mediuje w razie bezzasadnego zgłoszenia błędu. Innym przykładem jest feedbackarmy dedykowany testom użytkownika. Niska, prosta formuła, możliwość odrzucenia niektórych odpowiedzi powoduje, że jest świetnym narzędziem dla marketingowców. Jedyną wadą jest brak segmentacji badanych.

Istnieją jeszcze generyczne rozwiązania takie jak Elance.com i Freelancer.com, w Polsce Oferia.pl. Jednak są one dalekie od rozwiązań dla przeciętnego Kowalskiego, który miałby świadczyć jakieś usługi tylko nie bardzo wie jakie. Skupienie się na danej branży determinuje odpowiedni interfejs, dodatkowo użytkownicy są "schowani" za regulaminem, co odpowiada wielu osobom bez natury biznesmena, który targuje się o cenę.

Według mnie crowdsourcing ma przyszłość. Kolejnymi obszarami mogłyby być np. drobne naprawy domowe oraz zakupy spożywcze. Zamiast czekać aż Piotr i Paweł lub Alma dostosują swoje usługi do odbiorców z mniej zasobnym portfelem, możemy zlecić zakupy studentom z okolicy, którzy przyniosą nam je o godz. 20:00, kiedy wróciliśmy zmęczeni z pracy. Sama idea poza konkurencyjnymi cenami pokazuje społeczności alternatywne metody zarabiania i aktywności. Dwa w jednym. Chyba warto pomyśleć o tym obszarze przy kolejnym startupie.

Maciej Oleksy

Autor bloga ProductLabs.pl. Kilka lat pracował jako IT Project Manager i Startup Manager. Wdrażał wiele serwisów społecznościowych. Obecnie skupia się na SaaS: codemy.pl, userhunter.com. Szkoli, mentoruje i doradza w e-biznesie. Interesuje się zwinnymi metodami wdrażania produktów w sieci (Lean Startup).

Komentarze (0)