O swojej przygodzie z finansowaniem startupu z PO IG 8.1 i o popełnionych wówczas błędach opowiada Michał Heller, obecnie współtwórca projektu SaleCity.pl.

autor: Michał Heller

Moja przygoda z dotacją 8.1 rozpoczęła się w czerwcu 2010 roku, kiedy podpisywałem umowę w opolskim Rif-ie na utworzenie portalu internetowego www.gabinety-kosmetyczne.net. Był to na pewno okres dużej euforii w moim życiu, kiedy to jako 23-letni chłopak otrzymałem szansę, by móc zrealizować swój plan.

Realizację projektu rozpocząłem od wnioskowania o przelew zaliczki w wysokości 30% przyznanej mi kwoty dofinansowania, co dawało mi komfort realizacji planu wg założeń. Owa kwota zaliczki została mi przelana po około 3 miesiącach od podpisania umowy i złożenia wniosku. Do tej pory projekt był realizowany zgodnie z harmonogramem ze środków własnych.

Od początku świadom byłem, że będę musiał posiłkować się kredytem bankowym, by nic nie stanęło mi na przeszkodzie w realizacji planu. Ślepo wierzyłem, że mając w ręku podpisaną umowę z PARP-em, projekt, który był już w trakcie realizacji oraz ponad roczną działalność gospodarczą, nie będę miał problemów z kredytem bankowym. Było to bardzo naiwne myślenie z mojej strony, jak się później okazało.

Dość szybko rozpocząłem rajd po bankach, gdzie byłem świadkiem niejednokrotnie niekompetencji pracowników banku, gdyż nie wiedziano co to za dotacja, co to jest PARP, kilkukrotnie usłyszałem, iż to, że mam przyznaną dotację i podpisaną umowę nie gwarantuje tego, że PARP zwróci mi pieniądze. Okazało się, że z ogromnej ilości banków na naszym rynku raptem kilka ma produkty stworzone pod projekty realizowane w ramach dotacji unijnych – było to dla mnie duże zdziwienie.

Od połowy lipca moje dokumenty były analizowane przez bank PKO BP oddział w Strzelcach Opolskich, a z każdym dniem i tygodniem prace analityków posuwały się do przodu, aż nagle otrzymałem informację, że jest zgoda na udzielenie mi kredytu. Tego dnia nie zapomnę nigdy, ponieważ dawno nie byłem tak szczęśliwy. Umowa miała zostać podpisana 29.09.2010 i tego też dnia spotkała mnie sytuacja, której nawet najlepsi scenarzyści nie mogliby wymyślić, a mianowicie kredyt bankowy miał być zabezpieczony poręczeniem przez Opolski Fundusz Poręczeń Kredytowych, który na piśmie wyraził zgodę na poręczenie owego kredytu, za co miała zostać pobrana stosowna zaliczka, lecz w momencie podpisania umowy przeze mnie zadzwonił telefon i udzielono informacji, iż OFPK wycofuje się z poręczenia mi tego kredytu, gdyż nie mam zdolności wg nich.

Nie potrafię opisać co wtedy czułem. Poproszono mnie o 2-3 godz. czasu, by mogli się upewnić czy stanowisko OFPK jest jednoznaczne i przeanalizować sytuację z Warszawą. Także te 3 godziny były najdłuższymi w moim życiu i nie potrafiłem zrozumieć jak mogę nie mieć kredytu, kiedy teoretycznie podpisałem już tą umowę kredytową zanim telefon zadzwonił. Po około 3 godzinach udałem się z powrotem do banku, gdzie powiedziano mi, że OFPK nie zmienił stanowiska, ale jest zgoda z Warszawy na kredyt, tyle że zmianie ulegnie oprocentowanie, ponieważ bank ponosi wyższe ryzyko - przystałem na to. Warunkiem udzielenia kredytu było opłacenie prowizji w wysokości 8.700 zł, co tego samego dnia uczyniłem wpłacając środki w oddziale banku na konto, które mi założono w PKO. Przedstawiono mi również listę dokumentów, które musiałem dostarczyć do banku, by przelew z pierwszej transzy mógł zostać zrealizowany. Nie były to problematyczne dokumenty, tylko załatwienie ich było dość czasochłonne.

Po około 2-3 tygodniach dostałem informację, że bank potrzebuje większego zabezpieczenia, najlepszym wyjściem miał być zastaw hipoteczny, którego nie miałem. Proponowano mi możliwość zastawu hipotecznego osób trzecich i przez chwilę taką możliwość brałem pod uwagę, lecz dzisiaj wiem, że była to moja najlepsza decyzja, że  nie zdecydowałem się prosić dziadków o zastaw domu. Podpisując umowę kredytową, bank znał moją sytuację finansową i wiedział, że nie posiadam majątku, który mógłby być zastawem hipotecznym.

Sytuacja była już wtedy kiepska, środki z zaliczki już się kończyły, więc popełniłem wtedy największy błąd.

Zacząłem od wzięcia dwóch kredytów – jeden na siebie, drugi na osoby trzecie, które pomogły mi w ten sposób wierząc, że oddam im ze zwrotu otrzymanego z PARP za realizację pierwszego etapu. Wydałem również środki ze swoich kart kredytowych i linii kredytowej, którą miałem już od dłuższego czasu. A skończyłem na pożyczaniu pieniędzy od swoich dwóch przyjaciół, którym jestem je winny aż do dzisiaj.

Dalej walczyłem z PKO BP o wypłatę kredytu (wynikającą z podpisanej umowy) mniej więcej do początku maja, kiedy to pisemnie zażądałem zwrotu prowizji za niewypłacenie mi środków. Bank uprzejmie mi odpisał, że stoi na stanowisku, iż kwota prowizji uiszczona przeze mnie była konieczna ze względu na udzielenie kredytu, jak i rozpatrzenie wniosku. Pragnę przypomnieć. że kredyt został mi udzielony, lecz środki nigdy nie zostały wypłacone. W wyniku działań banku utraciłem płynność finansową i realizowałem projekt za pieniądze z kredytów, które starczyły na przelanie raptem kilku zobowiązań. Jedyną szansę jaką widziałem, to przekształcenie się w spółkę i szukanie inwestora, lecz Opolski Rif nie wyraził na to zgody.

Wiedząc, że nie mam większych szans na kontynuowanie projektu, szukałem wsparcia wśród funduszy Venture Capital, gdzie większość odrzuciła projekt - poza jednym. Doszło do spotkania, po którym to wyszedłem znowu uskrzydlony, ponieważ padły tam słowa „chcemy zainwestować, ale możemy dać tylko 100 tys. zł, proszę przedstawić analizę, na co pan wyda te środki”. Po około miesiącu otrzymałem informację, że jednak rezygnują ze wsparcia mojego portalu. Nie można używać takiego słownictwa nie będąc pewnym swojej decyzji w stosunku do kogoś, dla kogo była to ostatnia deska ratunku.

Pracownicy, których zatrudniałem zostali ostatecznie zwolnieni w lipcu, rozliczenie za pierwszy etap zrealizowany przeze mnie nastąpiło w sierpniu 2011 roku – po blisko 8 miesiącach od jego zakończenia, co było przysłowiowym gwoździem do trumny.

Projekt nie został zrealizowany do końca, udało mi się wprowadzić w życie pierwszy etap nie wydatkując kwot, jakie miałem przyznane, lecz dużo mniejsze. We wrześniu umowa została wypowiedziana przez PARP, co stanowiło ich odpowiedź na moje pismo złożone w RiF-ie, iż nie jestem w stanie kontynuować projektu. 31.10.2011 złożyłem wniosek do sądu o ogłoszenie upadłości, obejmującej likwidację majątku upadłego.

Gdybym mógł Ci doradzić, to:

  • Nie składaj wniosku na działalność gospodarczą!!!  Składaj tylko i wyłącznie na spółkę z o.o.  - da ci to zawsze możliwość pozyskania inwestora bądź kapitału.
  • Nie pisz we wniosku, że posiadasz tyle i tyle pieniędzy, jeżeli ich nie posiadasz.
  • Zanim złożysz wniosek zastanów się, ile jesteś w stanie pozyskać sam ze swoich źródeł.
  • Pamiętaj, płynność finansowa w projektach UE jest najważniejsza.
  • Składaj wniosek na taką kwotę, którą będziesz w stanie w razie czego sam zdobyć i dalej realizować projekt.
  • Mimo wszystko zastanów się nad inwestorem, który w razie czego wejdzie do spółki za % udziałów, a wniesie kapitał.
  • Nie pożyczaj pieniędzy od przyjaciół!!! Sam ponoś konsekwencje swoich decyzji, nie angażuj w to najbliższych, których możesz stracić.

Dzisiaj stoję przed dużym wyzwaniem rozpoczynając kolejny etap w swoim życiu. Mam 24 lata, moi koledzy ze studiów obronili już mgr, a ja nie obroniłem nawet pracy licencjackiej, pomimo że było to moim priorytetem w tym roku, a nie było mnie stać nawet na zapłatę swojego zadłużenia wobec uczelni i kilkuset tysięcy długów, a z wierzycielami jestem za pan brat.

Mimo tego wszystkiego, co mnie spotkało, nie chcę cię zniechęcać do dotacji z UE, ponieważ nie ma piękniejszego uczucia od świadomości, że Ci się udało. I tego Ci życzę ;)

autor: Michał Heller

Komentarze (0)