Do napisania tego tekstu zbierałam się dość długo. Odbyłam kilka rozmów tak z osobami prowadzącymi już swój własny projekt jak i tymi, które decydują, czy dadzą mu dofinansowanie. Nie byłam pewna, czy tylko mnie przeszkadzają niektóre rzeczy w twórcach startupów, ale rozmowy potwierdziły, że nie ja jedna zauważam braki w wyglądzie, a dokładniej w stylu ubierania się młodych przedsiębiorców.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Zdaję sobie sprawę, że w Stanach Zjednoczonych panuje pełen luz, każdy chodzi ubrany jak chce i zdecydowana większość osób ma to gdzieś, w czym ktoś przyszedł na spotkanie biznesowe czy wywiad w telewizji, ale tutaj jest Polska. Kraj, który jest jeszcze bardzo konserwatywny, sztywny w regułach prezentacji i póki co, bardzo powoli idzie zmienianie tego. Staramy się wzorować na wielu rzeczach z USA, ale chyba nie do końca wychodzi to na korzyść. Ale od początku.

Podoba mi się idea Startup Weekendów czy barcampów, w trakcie których powstają i prezentowane są pomysły na biznes. Lubię ten luz, atmosferę gdzie można swobodnie popracować, poznać ciekawych ludzi i generalnie dobrze się bawić. Tutaj toleruję i sama promuję nieformalny styl ubierania się. Jednak tylko tutaj.

Dla opisania mojego toku rozumowania posłużę się analogią warsztatu i salonu samochodowego.

Gdyby porównać pracę przy projekcie do pracy mechanika, to jest to taka praca warsztatowa. Można umazać się smarem, nikomu nie przeszkadzają brudne w oleju spodnie czy koszulka – tutaj się pracuje.

Jednak kiedy dany projekt rozwija się, jego realizacja nabiera rozpędu, staramy się pozyskać inwestorów, partnerów, czy powinniśmy iść na takie spotkanie w naszym „roboczym stroju”? Czy idąc do salonu samochodowego widzimy pracownika ubranego w strój, który w jakimkolwiek stopniu pokazuje z czym wiąże się sprawa przy tworzeniu/naprawie jakiegoś auta? Szczerze wątpię.

A jak ubrani przychodzą na ważne spotkania, dotyczące przyszłości projektu, startupowcy? W za dużych garniturach, gdzie marynarki i spodnie wyglądają jak po starszym bracie albo w t-shirtach, jeansach i sportowym obuwiu. To samo w spotkaniach z mediami. Specjalnie śledziłam kilka wywiadów i nie ukrywam, że dla mnie to dziecinada, kiedy ktoś tak bardzo chce promować swój pomysł, że pokazuje się w koszulce z jego napisem.

Na barcampie, luźnych, nieformalnych spotkaniach – TAK!

Na wydarzeniach, które oglądają osoby niekoniecznie z branżą związane – według mnie – NIE!

Często słyszę, że branża się rozwija, lecz nie wszyscy traktują ją wystarczająco poważnie. Ale jak mają ją tak traktować, kiedy znając chociaż trochę realia naszego kraju wychodzi się tak ubranym? Wiem, zaraz pewnie usłyszę, że liczy się projekt, to co on daje, zmienia. Zgadzam się z tym w 100%, ale sugeruję spojrzeć na siebie oczami innych. Każda grupa ma swój specjalny styl ubierania, uważam, że to jest jak najbardziej dobre, jednak trzeba pamiętać o tym, że ideą chyba większości inicjatyw jest dotarcie i przekonanie do niej jak największej ilości osób.

Słowem, trzeba umieć sprzedać produkt także przez swoją prezencję. Nie są to wyjątkowo duże koszta, a dopasowany garnitur, koszula oraz buty, które nie mówią o tym ile kałuż czy potknięć zaliczyliśmy, potrafią wiele zdziałać. Mimo wszystko oceniamy jeszcze ludzi po wyglądzie, a czemu, mając świetny projekt nie wzmocnić całego przekazu profesjonalnym wyglądem?

Anita Kijanka - Organizatorka barcampu KielceCom. Pracuje jako trener umiejętności miękkich. Uczy jak mówić i zachowywać się - nie tylko na scenie. Pracowała jako dziennikarka radiowa, pisała do gazet, przez dwa lata pełniła funkcję rzecznika prasowego dwóch organizacji pozarządowych. Obecnie doktorantka Uniwersytetu Marii Cure Skłodowskiej w Lublinie, gdzie zajmuje się wizerunkiem miast.

Komentarze (0)