Zespół tworzący aplikację, która znajduje osoby chętne do podwiezienia nas w dane miejsce otrzymał właśnie 60 milionów dolarów dofinansowania. Zapowiada przełom w car-poolingu. Na przeszkodzie stoją jednak przepisy prawne.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

fot. materiały prasowe

Andreessen Horowitz, jeden z najpopularniejszych funduszy inwestycyjnych z Doliny Krzemowej zainwestował niedawno w Lyft. Twórcy aplikacji jak i zespół AH chce przeznaczyć pieniądze na udostępnienie usługi w kolejnych dużych miastach. Pierwszy na celowniku jest Nowy Jork.

Aplikację Lyft możemy pobrać za darmo na smartfony z systemem iOS oraz Android. Kierowcy, którzy wyrażają chęć do podwożenia innych w różne miejsca wypełniają formularz na stronie startupu. Muszą jednak spełniać kilka warunków takich jak: ukończenie 23-go roku życia, posiadać na własność samochód o roku produkcji powyżej 2000 oraz być... uprzejmym. Każdy ze zgłaszających zapraszany jest też na indywidualna rozmowę z rekruterem. Twórcy aplikacji zapowiadają, że kierowca korzystający z Lyft za podwożenie innych może otrzymać nawet 35 dolarów na godzinę. Sporo? Wliczając to zużycie paliwa i koszty utrzymania samochodu, pewnie nie zarobimy na podwożeniu społeczności Lyft kroci. Twórcy jednak nie na tym opierają dotychczasowy sukces. Poznawanie nowych ludzi i miła atmosfera mają być przewagą Lyft nad innymi tego typu aplikacjami.

Po pobraniu aplikacji system wykrywa obecne położenie geograficzne smartfona dzięki czemu wykryje kierowców z Lyft znajdujących się w pobliżu. Każdego z nich możemy sprawdzić. Mamy dostęp do jego profilu, zdjęcia oraz ocen i komentarzy innych użytkowników. Pozostaje nam wybrać jednego z kierowców Lyft i zapytać o podwózkę. Gdy zaakceptuje zlecenie witamy się nim przyjacielskim "żółwikiem". Ma to zbliżyć ze sobą nieznajomych w najszybszy możliwy do tego sposób. Jak rozpoznać kierowców korzystających z Lyft? Przez różowe wąsy. Jak czytamy w The Verge, z Lyft co tydzień jest zlecanych około 30 tysięcy kursów. Sporo.

Startup działa obecnie na terenie San Francisco, Seattle, Chicago i Los Angeles. Kolejnym miastem, w którym ma zostać udostępniona usługa ma być Nowy Jork. Przepisy jednak nie pozwalają, aby na terenie tego miasta można było korzystać z tego typu usług nieodpłatnie i bez odpowiednich licencji. Podobnie było jednak z ekspansjami na miasta, w których już działa Lyft. W jednym przypadku twórcy aplikacji musieli nawet zapłacić 20 tysięcy dolarów grzywny za złamanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa mieszkańców. Nie zatrzymało to jednak twórców Lyft, którzy postanowili wnieść wniosek o zmianę przepisów prawnych w danym stanie. Po konsultacjach i procesie akceptacji udało im się dojść do konsensusu z władzami Kalifornii.

Dużo zapowiada też, że twórcom aplikacji powiodą się plany ekspansji na rynki zagraniczne. Do końca 2014 roku chcemy wkroczyć na rynek międzynarodowy - mówi dla The Verge John Zimmer, współtwórca Lyft. Musimy chwycić za serca i umysły nowe społeczności i pokonać też regulacje prawne. Inwestycja, którą otrzymaliśmy pozwoli nam na to i jeszcze więcej - dodaje.

Czy usługa trafi do Polski? Tego nie wiemy. Chcemy jednak dowiedzieć się czy nie mielibyście bądź nie macie oporów przed korzystaniem z car-poolingu. Odpowiedzi zostawcie w komentarzach.

Komentarze (0)