W październiku Google odnotowało 65 milionów zgłoszeń, w których podmioty walczące z piractwem internetowym przekazały informacje o ponad 68 tysiącach nielegalnych źródeł. Ale czy spółka z Mountain View nadąża z ich usuwaniem? Okazuje się, że co sekunda przybywa ich dwadzieścia pięć sztuk.

2 miliony zgłoszeń dziennie

W październiku tego roku około 5,6 tysięcy osób, firm i organizacji walczących z piractwem internetowym przekazało Google ponad 65 milionów zgłoszeń dotyczących nielegalnych treści pojawiających się w wynikach wyszukiwania. Oznacza to, że spółka z Mountain View przyjmuje codziennie mniej-więcej dwa miliony takich doniesień, co w przeliczeniu na jedną minutę daje półtora tysiąca.

W porównaniu z ubiegłym rokiem to aż dwukrotnie więcej. Wtedy każdego dnia do Google napływało około milion zgłoszeń dziennie. Z kolei niezmiennie na liście najbardziej aktywnych podmiotów zapobiegających łamaniu praw autorskich w sieci jest trójka przedstawicieli przemysłu muzycznego: Degban, British Recorded Music Industry i Recording Industry Association of America.

Google usuwa nielegalne linki, a tych przybywa - 25 na sekundę

Co więc przedsiębiorstwo ze Stanów Zjednoczonych robi z tą falą zgłoszeń? Każdy otrzymany link jest rozpatrywany indywidualnie i weryfikowany, czy rzeczywiście narusza prawa autorskie. Jeśli okazuje się, że tak, wówczas zespół Google usuwa go z wyszukiwarki. Pytanie tylko czy nadążą, bo góra doniesień rośnie w zastraszający tempie - co sekundę przybywa dwadzieścia pięć sztuk.

Poza likwidowaniem pirackich treści z wyników wyszukiwania, spółka z Mountain View utrudnia internautom znajdowanie ich za pośrednictwem Google’a. Amerykański gigant zmienił bowiem algorytm wyszukiwania na taki, który klasyfikuje pirackie strony wśród mniej widocznych rezultatów. Z punktu widzenia użytkownika internetu musiałby on przekopać się przez kilka stron z wynikami wyszukiwani zanim dotarłby do tego nielegalnego. 

Spotify ogranicza piractwo i dochód artystów

Obok Google pozytywny wpływ na przestrzeganie praw autorskich w sieci mają także serwisy streamingu muzycznego. Joel Waldfogel z Uniwersytetu w Minnesocie i Luis Aguiar z Institute for Perspective Technological Studies na zlecenie Komisji Europejskiej zbadali zależność między Spotify, a walką z piractwem. Okazało się, że w ciągu roku na każde kolejne 47 odtworzeń danego utworu muzycznego za pośrednictwem szwedzkiego portalu, jego liczba pobrań z nielegalnych źródeł spadała o jedno.

Nie ma więc wątpliwości co do tego, że serwis należący do Daniela Eka przyczynia się do przestrzegania praw autorskich. Badacze odkryli także inną, ciekawą zależności. Na każde kolejne 137 odtworzeń danego utworu muzycznego, jego sprzedaż spadła o jedną jednostkę. Między innymi dlatego artyści współpracujący ze Spotify zarzucają spółce, że ogranicza ich przychód z dystrybucji muzyki.

Komentarze (0)