Świat dzieli się na wąską grupę szczęśliwców, którym rodzice bądź życiowy fart finansują aksamitny start w dorosłe życie i całą resztę. Jeśli planujesz startup i jednocześnie należysz do tej pierwszej grupy, nie masz potrzeby czytać tego artykułu.

Ok, skoro jednak tu doszedłeś, zakładam, że chcąc-nie chcąc należysz do większości, która musi sama zarobić na swoje rachunki. A skoro planujesz swój własny startup, pozwól, że podzielę się z Tobą praktyczną radą, której prawdziwość potwierdził każdy młody przedsiębiorca, z którym o tym rozmawiałem.

Startupy mają pewną przykrą wadę. Niemal nigdy (choć zdarzają się wyjątki!) nie zarabiają od początku. I niemal zawsze zaczynają zarabiać później, niż pierwotnie zakładałeś. Jeden z inwestorów o dużym doświadczeniu zdradził mi, że żadna jego inwestycja nie zaczęła zarabiać w przewidzianym terminie, żadna nie rozwinęła się dokładnie tak, jak to pierwotnie planowano, a mimo to wiele z nich przyniosło godziwy dochód i przekształciło się w udane, zdrowe spółki. Po prostu taka jest specyfika przedsięwzięć o ponadprzeciętnym ryzyku i ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu z inwestycji. Taka jest specyfika startupów.

Tymczasem w oczekiwaniu na zyski potrzebujesz po prostu pieniędzy na życie. Sekret polega na tym, żebyś potrzebował ich jak najmniej. Moja rada brzmi – ogranicz swoje potrzeby finansowe. Najgorsze co możesz zrobić, to oczywiście kupić mieszkanie na kredyt. Stały comiesięczny koszt to Twój największy wróg. To największa przeszkoda na drodze do podjęcia decyzji o zejściu z bezpiecznej ścieżki kariery na etacie w kierunku przygody zwanej przedsiębiorczością.

Klasyk nauk ekonomicznych, Milton Friedman, stworzył teorię permanentnego dochodu. Mówi ona, że ludzie mają tendencję do dostosowania swoich wydatków do długookresowych oczekiwań wobec swojego dochodu, a nie do dochodu bieżącego. Jeśli właśnie kończysz dobre studia, albo wchodzisz na obiecującą ścieżkę kariery zawodowej, zaczynasz czynić założenia co do swojego przyszłego dochodu i dostosowujesz swoje obecne wydatki (np. poprzez kredyt) do oczekiwanych, wyższych dochodów w przyszłości. Kiedyś, po przekroczeniu pewnego wieku, kiedy Twoja sytuacja zawodowa okrzepnie i ustabilizuje się na wyższym poziomie, zaczniesz gromadzić oszczędności. Takie oczekiwanie jest racjonalne i dla większości osób prowadzi do sensownych wyborów życiowych.

Być może dzisiaj czytając ten artykuł jesteś jeszcze daleki od podjęcia odważnej decyzji o ruszeniu z własnym przedsięwzięciem. Być może dopiero studiujesz i planujesz przez kilka lat popracować na etacie, zdobyć trochę doświadczenia i poszukać właściwego pomysłu dla siebie. Być może już pracujesz i zastanawiasz się nad skokiem na głęboką wodę. Jeśli tak, pamiętaj o mojej radzie.

Ale nie tylko kredyt jest Twoim wrogiem, jeśli myślisz o startupie. Każde przyzwyczajenie konsumpcyjne, każde kosztowne hobby, wszystko co sprawia, że Twoje wydatki tak szybko dostosowują się do rosnących dochodów, utrudni Ci podjęcie odważnej decyzji. Na studiach wystarczało Ci tysiąc złotych miesięcznie? Jak to możliwe? Przecież teraz zarabiasz trzy tysiące i ledwo starcza. Kiedy dobijesz do pięciu, nadal będzie to jedynie rozsądne minimum. To po prostu tak działa. Ekonomiści się cieszą - w ten sposób napędzasz koniunkturę jako konsument. Ale skąd weźmiesz te pięć tysięcy miesięcznie przez dwa lata, zanim Twój biznes zacznie piąć się w górę? A jeśli pojawi się mąż/żona i dzieci?

Obecnie większość inwestorów akceptuje fakt, że przed osiągnięciem Break Even Point (jedno z pojęć, które musisz znać!) będziesz pobierał wynagrodzenie z kapitału wpłaconego do spółki. Im lepszy projekt, tym łatwiej przyjdzie im zaakceptować taki stan rzeczy. A Twoje rozsądne samoograniczenie przekona ich, że nie mają do czynienia ze skokiem na łatwą kasę, tylko z przedsięwzięciem planowanym w dobrej wierze.

Pamiętaj jednak, że samo poszukiwanie kapitału zajmie Ci co najmniej kilka miesięcy. A kiedy już go pozyskasz, będziesz wydawał „swoje” pieniądze – im mniej wydasz ich na swoją pensję, tym więcej zostanie na rozwój biznesu. A przecież o to ostatnie chodzi, prawda?

-

Franciszek Migaszewski

Współwłaściciel i Prezes Efneo

Absolwent SGH z ponad 10-cio letnim doświadczeniem w pracy menedżerskiej. W wolnych chwilach chętnie pomagam za darmo młodym przedsiębiorcom pragnącym założyć startup. Zapraszam na moją stronę www.migaszewski.pl.

Komentarze (0)