Sąd w Brukseli mówi Uberowi: nie i zakazuje korzystać z aplikacji na terenie stolicy. Wyrok jest ostateczny, a w pozytywnym dla spółki rozpatrzeniu sprawy nie pomogła wcześniejsza apelacja. Nie przeszkadza jednak to firmie rozwijać się w innych regionach Belgii.

Uber działał w Belgii od 2014 roku

Konflikt na linii Bruksela – Uber trwa właściwie od czasu, gdy amerykańska spółka tylko pojawiła się w stolicy Belgii. Nie spodobało się to wówczas lokalnym korporacjom taksówkarskim do tego stopnia, że jedna z nich wkrótce potem złożyła w sądzie wniosek przeciwko konkurentowi. W efekcie we wrześniu minionego roku sąd wydał wyrok i zakazał korzystać z aplikacji pod rygorem grzywny w wysokości 10 tysięcy euro.

Nakazał również firmie ze Stanów Zjednoczonych zablokować usługę w ciągu 21 dni. Przedsiębiorstwo podporządkowało się orzeczeniu, a jego przedstawiciele stwierdzili wówczas, że wyrok ten jest krzywdzący i uderza w użytkowników UberPOP, którym to program zapewnia tani i bezpieczny transport. Złożyli więc apelację, której, jak się okazuje, sąd nie dopuścił do rozpatrzenia.

50 tysięcy użytkowników w Belgii

Tym samym wyrok jest ostateczny, a mieszkańcy Brukseli nie zamówią już taksówki korzystając z popularnej aplikacji. Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że amerykańska firma całkowicie zwija się ze stolicy Belgii. Wciąż działają tam pokrewne usługi takie jak uberX i UberBLACK. Obie łączą kierowców z pasażerami, przy czym, żeby wsiąść za kółko pierwszej z nich trzeba mieć licencję taksówkarza, a druga umożliwia „złapanie” limuzyny.

Po za tym Uber rozwija się w innych regionach Belgii. I tak, korzystać z niego mogą m.in. mieszkańcy oddalonego o 12 kilometrów od Brukseli miast Zaventem, gdzie znajduj się największe w kraju lotnisko. No i pozostaje jeszcze liczba użytkowników aplikacji. W sierpniu ubiegłego roku mówiło się, że na tamtejszym rynku usługa skupia już 50 tysięcy klientów.

250 tysięcy euro grzywny

Sąd w Brukseli nie jest jedynym, który zakazał Uberowi prowadzić biznes na swoim podwórku. We wrześniu 2014 roku na podobny ruch zdecydowali się Niemcy, którzy poszli o krok dalej i na czas kolejnej rozprawy zabronili korzystać z aplikacji w całym kraju. Za naruszenie zakazu obowiązywała wówczas kara 250 tysięcy euro. 

Komentarze (0)