... ... ...

Tworzą biznes dla ostrożnych. Ich autoDNA sprawdziło już miliony numerów VIN pojazdów

Dodane

23-02-2016

Adam Łopusiewicz
Dwa lata zajęły braciom Piotrowi i Mariuszowi stworzenie aplikacji internetowej do sprawdzenia historii pojazdu, który chcemy kupić. Wystarczy, że podamy w niej numer VIN, zapłacimy i odbierzemy raport. Dowiemy się z niego, czy samochód nie był uszkodzony, o czym mógł nas niepoinformować sprzedawca.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Zdjęcie główne artykułu by jeshoots.com

Męcząca praca

Na pomysł wpadli w 2009 roku podczas wakacyjnego wyjazdu. Pomyśleli, że warto połączyć zainteresowanie motoryzacją z nowymi technologiami. Głównym celem miało być łatwe sprawdzenie przez internet jakości używanego pojazdu, który chcielibyśmy kupić. – W tamtych czasach o takich rozwiązaniach mówiono tylko w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii – mówi Piotr Sawuła, jeden z założycieli autoDNA. Dodaje, że z tych jak i z pozostałych krajów europy zachodniej, napływały do Polski pojazdy powypadkowe, uszkodzone, po szkodach całkowitych i z cofniętymi przebiegami. Te wady zazwyczaj starano się ukrywać przed kupującymi.

– Skala tych problemów, jak i brak narzędzi do weryfikacji historii pojazdu tylko utwierdził nas o słuszności realizacji tego pomysłu – wspomina Sawuła. Najpierw tworzy projekt takiego serwisu, co zajmuje zespołowi prawie rok ciężkiej pracy. – I to bez wynagrodzenia, z dużymi kosztami – mówi Piotr Sawuła. Praca nad autoDNA pochłania całe dnie. Jest ciężka, skutkuje całkowitą rezygnacją z życia prywatnego, wymaga kreatywności, myślenia wielopoziomowego. – Praktycznie zawsze wykraczała poza normalne godziny pracy. Pomogła bardzo determinacja oraz zgrany zespół, dzięki któremu mogliśmy wystartować – mówi jeden z założycieli autoDNA.

Giełda bez samochodów

Gdy dochodzi do premiery produktu, rusza promocja serwisu. Zespół od początku realizuje strategię łączenia reklamy tradycyjnej oraz tej w nowych mediach. Banery pojawiają się na giełdach samochodowych, rozdają tam ulotki, reklamują się w radio i w Internecie. Z czasem następuje pewna ewolucja i na giełdach samochodowych coraz trudniej kupić samochody. – Handluje się na nich w zasadzie wszystkim oprócz aut – mówi Piotr Sawuła. Dlatego promocję swojego biznesu przenosi do Internetu, bo jego aplikacja działa tylko w sieci i najwięcej klientów przybywa właśnie dzięki reklamom na portalach branżowych.

Za pośrednictwem autoDNA internauci mogą sprawdzić co działo się z samochodem, który chcą kupić, przez lata od czasu produkcji. W raportach znajdą też informację, czy nie był kradziony, ale też czy nie ucierpiał w wypadku drogowym. Wszystko po to, by podpowiedzieć klientom, czy warto kupić dany pojazd, czy lepiej poszukać jakiegoś innego. W ocenie pomagają dane, na których opiera się zespół autoDNA. Statystyki zachwycają, bo do dziś sprawdzono miliony numerów VIN pojazdów. Przychody nie są jednak wysokie. – Zarabiamy to prawda. Za mało, również prawda – mówi Piotr Sawuła.

Idzie nowe

Jest ostrożny. Nie zdradza ani dokładnej liczby sprawdzonych pojazdów, ani wysokości zysków firmy. Zaznacza jednak, ze pozwalają one na inwestycję i rozwój, co dla zespołu jest najważniejsze i potrafi to docenić. – Bardzo racjonalnie wydajemy, wszystko musi mieć swoje uzasadnienie, jest zmierzone. Zdajemy się również na nasz instynkt, zmysł i pragmatyczność – mówi. Strategia ta podobno jest skuteczna. Firma nie planuje wejść na giełdę, choć jak mówi jej założyciel: w biznesie jednak nigdy nie mów nigdy. Jakie ma plany na przyszłość? – Stworzymy nowe produkty i usługi, wypróbujemy nowe kanały sprzedaży oraz zdobędziemy nowe rynki – mówi Piotr Sawuła.

Komentarze (0)