... ... ...

Często pod wodą i ani godziny na etacie. Jak Leszek Czarnecki zanurkował po miliardy

Dodane

29-06-2016

Adam Sawicki
Na etacie Leszek Czarnecki nie przepracował nawet godziny. W wieku 22 lat założył pierwszą firmę, a dziś jest na czele najbogatszych Polaków z majątkiem szacowanym na ponad dwa miliardy złotych. Dowiedz się, jak budował swoje finansowe imperium.

Artykuł jest częścią cyklu, w którym opisujemy historie sukcesu znanych marek. W poprzednich odcinkach ukazały się artykuły o Ursusie, Krossie, CCC, Inglocie i Solarisie.

Na zdjęciu: Leszek Czarnecki, przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding | fot. materiały prasowe 

Według Forbesa Leszek Czarnecki znajduje się na szóstym miejscu najbogatszych ludzi w Polsce. Wyprzedza m.in. Jacka, Wojciecha i Tomasza Furmanów, małżeństwo Krzysztofa i Solange Olszewskich oraz Grażynę Kulczyk. Miliarder znany jest przede wszystkim dzięki Getin Holding, przedsiębiorstwu, które skupia popularne instytucje finansowe. Zaczynał jednak, jak większość przedsiębiorców: bez grosza przy duszy, z chęcią bycia na swoim i z pasją. W jego przypadku było nią nurkowanie.

Chciał nurkować w ciepłych akwenach

Musiał kipieć ze złości, kiedy koledzy z klubu płetwonurków odmówili wzięcia go na roboty podwodne. Leszek Czarnecki miał wtedy zaledwie 22 lata i dopiero co zrobił uprawnienia instruktorskie. Gdyby tylko zarobił kilka groszy, mógłby z resztą starszych szkoleniowców wyjechać do Rumunii, Bułgarii albo Grecji, żeby nurkować w cieplejszych basenach Morza Egejskiego albo Morza Czarnego. Tak jednak się nie stało.

Świeżo upieczony instruktor nurkowania stwierdził wówczas, że się usamodzielni. – Założyłem własny klub, ustanowiłem się prezesem, zaprosiłem kilku kolegów i zaczęliśmy wykonywać prace podwodne – pisze Leszek Czarnecki w swojej książce „Biznes po prostu”. Jak wspomina, szybko zorientował się, że marże w tej branży były wystarczająco wysokie, żeby wystartować z własnym biznesem - i tak zrobił.

Zrobił kurs spawania

W połowie lat 80-tych zapisał się na kurs spawania podwodnego, a wkrótce potem dołączył do cechu rzemieślniczego, dzięki któremu mógł zarejestrować działalność gospodarczą. Przedsiębiorstwo Alpinistyczno-Nurkowe TAN zajmowało się robotami hydrotechnicznymi i początkowo zatrudniało około trzy osoby, którymi zarządzał Leszek Czarnecki i o mniej więcej dziesięć lat starszy Wiesław Kacaper.

Gazeta Wyborcza podaje, pierwszym zleceniem spółki była inwentaryzacja elektrowni wodnej w Otmuchowie na Nysie Łużyckiej. Potem były kolejne zamówienia, m.in. podwodne remonty na Odrze i konserwacja zabezpieczeń przeciwpowodziowych dla Wrocławia. Pierwsze duże pieniądze, które Czarnecki zarobił przeznaczył na realizację marzenia.

Sprzedaje TAN

Była to wyprawa dla kilku nurków do Tajlandii, Malezji i Singapuru. Kiedy wszystko było już zorganizowane, firmie wpadło duże zlecenie, które według Czarneckiego, szkoda było stracić. Zrezygnował więc z wyjazdu i wziął się do pracy, a do Tajlandii pojechał dopiero dziesięć lat później. W tym czasie TAN miał się dobrze.  – Rentowność spółki sięgała 80-85 proc. Po 1990 roku nigdy nie miałem takich wyników finansowych – powiedział, cytowany przez Gazetę Wyborczą.

Na początku lat 90-tych Leszek Czarnecki odszedł z firmy i sprzedał swoje udziały Wiesławowi Kacaperowi. Poszło ponoć o wizję. Czarnecki chciał dynamicznie rozwijać przedsiębiorstwo, zaś Kacaper - pomału. Ostatecznie wspólnicy rozeszli się w przyjaznych stosunkach, a pieniądze ze sprzedaży udziałów Czarnecki wpompował w kolejny projekt. Padło daleko od nurkowania, bo na finanse.

Nikt nie pojawił się w oddziale

– Praktycznie już w chwili sprzedaży TAN S.A. wiedziałem, co chcę robić - zbudować firmę leasingową i nią zarządzać – wspomina Leszek Czarnecki w swojej książce „Biznes po prostu”. Wyjaśnia, że ten pomysł przyszedł mu do głowy raczej przypadkowo, gdy jeszcze w TAN wziął dwa samochody w leasing. Wkrótce potem wraz z Tadeuszem Kobylańskim otworzył Europejski Fundusz Leasingowy.

Jego pierwszy oddział postawili w Głogowie, gdzie mieszka około 60 tysięcy mieszkańców. Ale w ciągu kilku miesięcy żaden klient nie odwiedził punktu, no i trzeba było wreszcie go zamknąć. Kolejny powstał w Warszawie, tu ruch z kolei ponoć był taki, że „drzwi praktycznie się nie zamykały”, wspomina Czarnecki. Oddziały zaczęły się mnożyć, spółka generować przychód, ale wciąż potrzebowała dodatkowego finansowania.

Na zdjęciu: Leszek Czarnecki, przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding | fot. materiały prasowe 

Kolejna sprzedaż

Dlatego w 2001 roku przedsiębiorca zdecydował się wprowadzić EFL na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie i w Londynie. Ponoć w ciągu dwóch lat spółka zaliczyła ponad 60-cio procentowy wzrost wartości. Ale wkrótce potem Czarnecki sprzedał firmę francuskiemu Credit Agricole za mniej więcej 900 milionów złotych. Dlaczego?

W rozmowie z Gazetą Wyborczą wyjaśnia, że sytuacja byłą złożona. Potrzebował pieniędzy, żeby uruchomić bank, bez którego nie mógłby dalej prowadzić Europejskiego Funduszu Leasingowego. Początkowo nawet, gdy sprzedał spółkę Francuzom, pełnił funkcję prezesa polskiego oddziału Credit Agricole. Z czasem najwidoczniej współpraca się nie kleiła, bo całkowicie rozstał się z korporacją z za naszej zachodniej granicy. – (…) W biznesie ważna jest atmosfera. Czasami po prostu są partnerzy, z którymi trudno znaleźć wspólny język – tłumaczy.

Zdobywając najlepszych menedżerów

Po sprzedaży kolejnej firmy Czarnecki nie do końca wiedział, czym dalej chce się zająć, ale jednego był pewny: na etat nie pójdzie, następny biznes musi być związany z finansami i chce wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie. Odkupił więc od Credit Agricole niewielką spółkę Getin Service Provider, której niewiele później zmienił nazwę na, dobrze znany dziś, Getin Holding i rozpoczął budowę finansowego holdingu.

– Na początku 2002 roku spółka zatrudniała zaledwie kilka osób. W tym sensie wróciłem do punktu wyjścia z połowy lat 80. – wspomina w swojej książce Leszek Czarnecki. Zorientował się wówczas, żeby zbudować liczące się na rynku przedsiębiorstwo musi pozyskać do współpracy odpowiednich ludzi. Zdecydował się więc budować biznes w myśl zasadzie „profit sharing”.

70 milionów złotych na głowę

Polega ona na wyławianiu ze stawu perełek. W tym przypadku Czarnecki poszukiwał na rynku menedżerów z bogatym CV i namacalnymi osiągnięciami, których później angażował we własne przedsięwzięcie. Przy targowaniu warunków współpracy i podpisywaniu umów wcale nie oferował im kokosów. Jak sam twierdzi, zapewniał im umiarkowanie wysokie wynagrodzenia, ale za to udziały oraz możliwość realizacji projektów, których nie gwarantował ówczesny pracodawca.

Polecieli na to, a część z nich wyszła przy tym na swoje. Według Leszka Czarneckiego rekordzistami są trzej twórcy Noble Banku. Ponoć w ciągu pięciu lat, w których współpracowali z przedsiębiorcą, zarobili po mniej więcej 70 milionów złotych na głowę. Tym sposobem miliarder do tej pory ściąga do Getin Holding najlepszych w swojej branży, zresztą w myśl zasadzie, żeby otaczać się mądrzejszymi od siebie.

9 spółek osiągnęło sukces

Jeśli jednak coś idzie nie po jego myśli, a raczej nie zgodnie z biznes planem wie, kiedy odciąć gałąź. Zwykle bowiem oczekuje, że projekt, w które się zaangażował po 12 miesiącach będzie rentowny, a po trzech latach od startu zwróci się zainwestowany kapitał. Nie zawsze jednak wyniki finansowe spółek wyglądają różowo i nie zawsze udaje się w tak krótkim czasie osiągnąć cele biznesowe.

W efekcie w 2005 roku Czarnecki zlikwidował PAF S.A., rok później sprzedał  iCentrum, a w 2007 roku zrestrukturyzował Getin Leasing i zlikwidował Getin Raty. Summa summarum w latach 2003-2008 miliarder postawił na nogi 17 spółek, z czego 4 upadły i się nie podniosły, 4 podległy restrukturyzacji, a aż 9 z nich osiągnęło sukces.

Dalej stawia kroki

Dziś Leszek Czarnecki stoi na czele Rady Nadzorczej Getin Noble Bank, w którego skład wchodzi Getin Bank oraz jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Getin Holding. Koncern ten skupia sześć marek, a w śród nich: Tax Care, Idea Expert, MW Trade, Carcade, Idea Leasing oraz Idea Bank, który działa zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, Białorusi i Rumunii.

Niedawno zresztą, bo w ubiegłym roku Idea Bank debiutował na warszawskim parkiecie. Zamiast sprzedać akcje po 36 złote za sztukę, sprzedano je po 24 złote. Jak podaje Forbes, ofertę trzeba było ograniczyć do emisji nowych akcji, za których 40 procent zresztą zapłacił Leszek Czarnecki wykładając kapitał z kasy Getin Holding. Nie powstrzymuje to jednak miliardera przed ciągłą budową swojego finansowego imperium.

-

Przeczytaj poprzedni artykuł z cyklu, a w nim historia Krzysztofa i Solange Olszewskich, miliarderów i założycieli Solarisa.

Za tydzień opublikujemy historię sukcesu Jędrzeja Wittchen, producenta galanterii skórzanej. 

Komentarze (0)