– Nie możemy konkurować z Olą i Uberem po prostu siedząc. Musimy kontratakować – mówi Anthony Quadros, sekretarz generalny Związku Mumbajskich Taksówkarzy. – Skoro oni mogą tworzyć aplikacje, dlaczego My nie? – dodaje. Coraz więcej korporacji taksówkarskich myśli nad takim rozwiązaniem.

My protestujemy, a oni zyskują

Nie wszystkim podoba się to, jakie sukcesy osiąga Uber i Ola - dwie aplikacje do zamawiania podwózek, które mają największy udział w indyjskim rynku taksówkowym. Jak czytamy w Mashable, dotychczas związki zrzeszające licencjonowanych kierowców starały się wszelkimi sposobami zwalczać konkurencje, np. zgłaszając wszelkie nieprawidłowości zrzeszonych w aplikacji kierowców.

Innymi sposobami walki z konkurencją były różnego rodzaju manifestacje. Ich uczestnicy postulowali o zakazanie działalności Uberowi i Oli, bo niszczą rynek obniżając do minimum ceny za przejazdy. Niestety większość takich wystąpień nie wzbudzała zainteresowania ani mediów, ani polityków. Uber chwalił się nawet, że w dniach protestów czynnik rejestracji w aplikacji wzrastał o 850%.

Im się udało, nam też powinno

Manifestacje przyniosły więc odwrotny efekt od oczekiwanego, co jeszcze bardziej rozwścieczyło taksówkarzy zrzeszonych w korporacjach. – Wiele razy strajkowaliśmy, ale nikt na to nie zwracał uwagi, a udział w protestach powodował utratę zarobku z danego dnia. Dlatego musimy walczyć, musimy zapewnić tę samą usługę, co oni – przekonywał Sanjiv Roy z bengalskiego związku taksówkarzy.

Firma, w której pracuje, ale też inne związki taksówkarzy postanowili podjąć walkę o klienta w inny sposób. Zamiast starać się zniechęcić do skorzystania z konkurencyjnych aplikacji i przekonać do korzystania z usług licencjonowanych kierowców, postawili spróbować zostać Uberem. W jaki sposób? Tworząc prostą aplikację do zamawiania podwózek w dowolnym miejscu.

Pod klienta

Skoro w ten sposób Uber ułatwił transport setkom tysięcy mieszkańcow Indii, to może uda się ich zaprosić do zamawiania taksówek z poziomu aplikacji. – Powodem, dla którego ludzie korzystają z Oli i Ubera, szczególnie na przedmiesciach Mumbaju, jest to, że trudno złapać taksówkę przed domem. Czasem trzeba było pojechać rikszą do najbliższego postoju taksówek, a nawet dojść do niego kilka kilometrów – wspomina Quadros.

Dodaje, że korzystając z Oli czy Ubera, to samochód przyjeżdża po Ciebie, a nie Ty przychodzisz do niego. – To bardziej wygodne dla klienta – dodaje sekretarz generalny Związku Mumbajskich Taksówkarzy. Jego zdaniem, popularne aplikacje do zamawiania podwózek zmieniły rynek. Obniżyły o ok. 30% zarobek licencjonowanych kierowców i zmieniły podejście ludzi do transportu.

Nam ufają

Anthony Quadros nie ukrywa, że Ola i Uber nauczyły taksówkarzy nowego podejścia: do klienta. Jeszcze kilka lat temu, to podróżujący zabiegali o uwagę kierowców, a teraz się to zmieniło. Ma nadzieję, że aplikacja "9211 Cabs", której nazwa pochodzi od popularnego w Indiach filmu o taksówkarzu właśnie z tym numerem pojazdu, pomoże podnieść się tej branży.

W styczniu udostępnił aplikację, która zrzesza blisko 1,3 tys. kierowców. Wie, że trudno będzie mu walczyć z gigantami, choćby z powodu pieniędzy. – Nie mamy milionów rupii na promocje aplikacji, ale jesteśmy sprawdzonymi kierowcami i ludzie nam ufają – mówi. To, jego zdaniem, przewaga nad kierowcami zrzeszonymi w popularnych aplikacjach. Czy wystarczy, aby pokonać konkurencję?

Komentarze (0)