- Klienci nie chcą płacić za towary cen, które nie odzwierciedlają ich prawdziwej wartości - twierdzi Marcin Szaszkiewicz. Wymusza to na firmach ograniczenie liczby pośredników łączących producentów z klientami. Tak działa internetowy sklep Sartolane, a jego właściciele wychodzą na swoje.

Klienci są bardziej świadomi

Zdaniem Marcina Szaszkiewicza, współtwórcy internetowego sklepu Sartolane oferującego męskie akcesoria skórzane, konsumenci coraz rzadziej nabierają się na promocje oferowane przez firmy i mniej chętnie kupują niskiej jakości produkty. Częściej z kolei podejmują świadome decyzje zakupowe, doceniają prawdziwą wartość towarów, a także zastanawiają się nie tylko nad trwałością nabytych artykułów, ale również nad procesem ich wykonania, np. gdzie dane ubrania zostały uszyte.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na zdjęciu: Mateusz Łohutko i Marcin Szaszkiewicz, współzałożyciele Sartolane | fot. Agnieszka Czyżak

- Ponadto mają coraz lepszą wiedzę na temat realnych kosztów produkcji i nie chcą płacić za towary cen, które nie odzwierciedlają ich prawdziwej wartości. Szukają za to asortymentu, który nie jest jednorazowy. Cenią sobie obsługę w trakcie zakupów, jak i posprzedażowy serwis - dodaje. Dlatego wzrastająca świadomość klientów wymusza na producentach zmiany m.in. modeli biznesowych.

Mniej pośredników, niższa marża

I tak, przekonuje Szaszkiewicz, zespół Sartolane trzyma w dłoni cały łańcuch produkcyjno-sprzedażowy. Oznacza to tyle, że wszystkie działania począwszy od zaprojektowania akcesoriów skórzanych, poprzez organizację materiałów, nadzór nad wykonaniem i wreszcie ich sprzedaż, stoi po stronie spółki. Dzięki usunięciu wszystkich pośredników na linii producent-klient asortyment oferowany przez Sartolane ma niższą marże i w efekcie jest tańszy niż oferta luksusowych marek.

Dodatkowo nieliczna gama mniejszych towarów, takich jak portfele, jest dostępna od ręki. W przypadku większych produktów np. aktówki i torby najpierw trzeba złożyć zamówienie zanim towar zostanie uszyty i wysłany do klienta. - Dzięki temu nie musimy utrzymywać kosztownych stanów magazynowych - mówi Marcin Szaszkiewicz. Przyjęta strategia najwidoczniej się sprawdza, bo za pośrednictwem Sartolane co miesiąc kupuje kilkudziesięciu klientów, a startup początkowo finansowanych z własnej kieszeni utrzymuje się już z wpływów ze sprzedaży.

Dać się rozpoznać w Europie

Nie zawsze jednak warszawska spółka działała w ten sposób, ponieważ założenia Szaszkiewicza w fazie prototypu były nieco inne. - Sartolane miało być pierwotnie marką oferującą klasyczne produkty dla eleganckiego mężczyzny w systemie crowdfundingowym. Z czasem okazało się, że musimy delikatnie zmodyfikować nasz pomysł. Zrezygnowaliśmy więc z niektórych produktów np. koszul i skupiliśmy się na skórzanych akcesoriach. Dzisiaj wszystkie produkty są dostępne na stronie, ale te większe szyjemy dopiero po złożeniu zamówienia  - wyjaśnia. 

Przedsiębiorca dodaje, że niebawem gama asortymentu dostępnego za pośrednictwem sklepu internetowego będzie większa, a także klienci samodzielnie będą mogli konfigurować paletę produktów. Szaszkiewicz zdradza również, że zamierza zwiększyć sprzedaż produktów na rynkach zagranicznych, bo jak wyjaśnia, jednym z jego celów jest stworzenie rozpoznawalnej marki przynajmniej w Europie.

Komentarze (0)