... ... ...

Wyniki w tabelce to nie wszystko. Kilka lat temu przekonał się o tym CEO adidasa

Dodane

31-10-2017

Adam Sawicki
Kasper Rørsted, dyrektor generalny adidasa, zdaje sobie sprawę, że dobrego lidera cechuje nie tylko umiejętność egzekwowania planów i zapisywania wyników w tabeli. Jego zdaniem, trzeba być pokornym i z szacunkiem akceptować zmiany. Przekonał się o tym w bolesny sposób.

Na zdjęciu: Kasper Rørsted, CEO adidas | fot. materiały prasowe

Przystosowanie się 

Business Insider pisze, że zanim Kasper Rørsted objął w 2016 roku stanowisko dyrektora generalnego adidasa pracował między innymi dla chemicznego giganta Henkel i dla amerykańskiego przedsiębiorstwa komputerowego Compaq. Gdy spółka została wchłonięta przez Hewlett-Packard, mężczyźnie przydzielono funkcję dyrektora zarządzającego HP w regionie EMEA i wówczas zaczęły się jego zawodowe kłopoty.

Okazuje się bowiem, że nie potrafił przystosować się do nowej kultury pracy i w efekcie został zwolniony. – Miałem 42 lata i byłem odpowiedzialny za 40 tysięcy pracowników. Do tego punktu odnosiłem sukcesy. Moje wyniki były świetne, więc myślałem, że mogę zachowywać się, jak chcę. Ale nie mogłem – mówi Rørsted, cytowany przez serwis.

Pokora i skromność

Zwolnienie to tylko pomogło managerowi na kolejnych etapach kariery, bo zrozumiał dzięki temu, że dobre wyniki i tabelki nie czynią go dobry liderem. Aby nim być, należy wykazać się pokorą, skromnością oraz z szacunkiem odnosić się do zmian zachodzących w firmie. – Bez wątpienia uczyniło to ze mnie lepszego lidera – wspomina CEO adidasa i dodaje, że pomogło w późniejszym czasie przeprowadzić Henkel przez kryzys i uniknąć zwolnień.

Porażka okazała się cenną lekcją nie tylko w przypadku zarządzającego firmą produkującą obuwie i odzież sportową. Podobnie było w przypadku Tommiego Hilfigera, który przed zbudowaniem imperium, otworzył biznes za 150 dolarów i w wieku 25 lat zbankrutował. – To było najbardziej pouczające doświadczenie w moim życiu. To było moje MBA – mówi.

Nie powtarzać błędów

Młody przedsiębiorca mieszkał w tamtym czasie w 30-tysięcznym mieście Elmira położonym w stanie Nowy Jork, gdzie  otworzył swój pierwszy sklep odzieżowy People's Place inwestując w to przedsięwzięcie 150 dolarów. Biznes szedł na tyle dobrze, że nastoletni Hilfiger zdecydował się zrezygnować z nauki w collage’u i otworzyć w stanie kolejne punkty z ciuchami. Potem jednak zaczęły się kłopoty, bo zabrakło pieniędzy.

W efekcie Tommy Hilfiger złożył wniosek o bankructwo i zwinął interes. Niemniej podniósł się z kolan i w 1985 roku stworzył znaną na całym świecie firmę odzieżową sygnowaną jego nazwiskiem. – Niektórzy ludzie dostają nauczkę, ale potem robią te same błędy. Ja bardzo starałem się, żeby ich nie powtarzać. Nauczyłem się, jak unikać pułapek i błędów, które wcześniej popełniłem – tłumaczy. 

Komentarze (0)