Startujesz z własnym biznesem? Super! Zastanawiasz się zapewne, co musisz wiedzieć, by odnieść sukces. Możesz czytać mądre poradniki i radzić się coachów, przede wszystkim jednak zajrzyj w swoje CV. Poprzednie stanowiska pracy to coś więcej niż punkt w życiorysie.

To procentujące doświadczenie, które czasem tylko pozornie nie ma nic wspólnego z tym, czym zajmujemy się obecnie.

Dowód? Mój biznes - Go Public. Moje ostatnie miejsce pracy - TVN - okazało się nie tylko szkołą zawodu (za co jestem ogromnie wdzięczna wszystkim, od których mogłam się uczyć), ale także niezastąpioną lekcją życia - i biznesu. Zapraszam na cykl artykułów dotyczących tego, czego zawód dziennikarza nauczył mnie o prowadzeniu firmy. Dziś część I – Trzy złote zasady.

1. Bądź jak nosorożec

„Wchodzisz w kłębowisko żmij, musisz być tego świadoma. Musisz mieć skórę grubą jak nosorożec” – to pierwsze słowa, jakie usłyszałam, gdy w 2007 roku rozpoczynałam swój pierwszy dzień w redakcji „Faktów TVN”. Radę otrzymałam od osoby, która na dziennikarstwie zjadła zęby i w niejednym newsroomie widziała niejedno. Telewizja, w której spędziłam 8 lat, to środowisko niewybaczające błędów, bezkompromisowe i nastawione na brutalną rywalizację. Duża część „przyjaciół” czeka na twoje potknięcie, a gdy uparcie balansujesz i nie upadasz, z przyjemnością popchnie i ci w tym pomoże. Nie, dziennikarze nie są pod tym względem wyjątkowi - sfera biznesu działa bardzo podobnie.

Najszerzej uśmiechnie się do Ciebie ten, kto ma w tym interes, a każdą Twoją porażkę wykorzysta bezpardonowo. Nawet po wielu latach współpracy dobrzy przyjaciele pokłócą się o pieniądze i wpływy, a następnie rozejdą się w stylu przypominającym rozwód Kim Kardashian i Krisa Humphriesa (sami do końca nie wiedzą, o co poszło, ale na wszelki wypadek trzeba wyciągnąć sobie wszystkie brudy). Co możesz z tym zrobić? Nic. Szanuj ludzi, graj fair-play, wierz w dobre intencje, ale… bądź jak nosorożec. Just in case.

2. Wybór jak między dżumą a cholerą

Redaktor, który recenzował materiały mające ukazać się w programie, dostarczył mi kolejnej, bezcennej, biznesowej lekcji.  Dokonując selekcji spośród dwóch zmontowanych wersji spotu, zdarzało mu się powiedzieć autorowi, że to złe „jak wybór między dżumą a cholerą”. Mnie osobiście wielokrotnie cisnęła się na usta równie błyskotliwa odpowiedź: „Proponuję cholerę, ma łagodniejszy przebieg”. Dlaczego tego nie robiłam? Ponieważ klient ma zawsze rację – nawet, gdy jej nie ma. To on płaci – on więc wymaga. Ma wizję zrealizowanego zlecenia i chce otrzymać zadowalający efekt.

Nawet, gdy kłóci się to z naszą estetyką (albo wręcz logiką), a robienie poprawek do poprawek z poprawek uważamy za stratę czasu i kompletny bezsens – warto zagryźć zęby i po raz kolejny zmienić w projekcie „ę” na „ą”. Rób wszystko najlepiej jak potrafisz, ale licz się z tym, że możesz nie trafić w gust klienta i będziesz musiał zaczynać pracę od nowa. Oczywiście, jeśli chcesz utrzymać się na rynku.

3. „To, co prezentujemy czterem milionom widzów”

Pamiętacie skąd pochodzi ten fragment? Tak, bingo – ze słynnego monologu o stole. Z treści i formy tego „one-man show” wielu się już niemal doktoryzowało, więc darujmy sobie kolejną analizę psychologiczną. Z przekazem jednak trudno się nie zgodzić – jesteś odpowiedzialny za markę i produkt, który wypuszczasz na rynek. Jeśli chcesz, aby klient pojawił się i został, przyzwyczaj go do pewnego standardu i utrzymaj go. Tak samo jak największa prywatna telewizja nie mogła sobie pozwolić na pokazanie uświnionego stołu prezenterskiego (eufemizm i brak dosłownego cytatu są tu zabiegiem celowym – sic!), tak samo Ty, prowadząc biznes, nie możesz wykonać zlecenia na pół gwizdka, oddać teksu z błędami gramatycznymi, albo projektu loga odrysowanego od szklanki (a tam odrysowanego, to przecież odcisk kubka z rozlewającą się kawą).

Aha - z tą lekcją wiąże się także kolejna, nie mniej istotna. Pamiętaj, że sposób, w jaki dbasz o ten standard, jest nie mniej istotny niż on sam. W telewizji, tak jak w biznesie, to co robisz i to, czego wymagasz, muszą stanowić spójny przekaz – zarówno widz, jak i klient, są uczuleni na fałsz (co prędzej, czy później się zemści).

-

Wnioski? Startując w własnym biznesem wykorzystaj wszystko to, czego nauczyły Cię poprzednie stanowiska pracy. Nieważne, czy były to imponujące posady w wielkich korporacjach, czy małe przedsięwzięcia. Nieistotne, czy odnosiłeś sukcesy, czy porażki. Bez znaczenia również czy ludzie rzucali Ci kłody pod nogi, czy ciągnęli za uszy do góry. Użyj tych doświadczeń do wyciągnięcia wniosków - i zbuduj swoją nową, biznesową markę.

Agnieszka (Idzik) Grzechynka

Właścicielka marki Go Public, PR manager, copywriter, coach, specjalista do spraw kontaktów z mediami. Doświadczenie zdobywała w działach marketingu prywatnych firm oraz w branży dziennikarskiej, gdzie przez 8 lat pracowała jako reporterka TVN24 oraz producentka programu informacyjnego „Fakty”. Porzuciła etat na rzecz samozatrudnienia, zakładając własną działalność PRową pod marką Go Public. 

Komentarze (0)