Nadal mamy problem z zaufaniem i ze zmianami. Nie potrafimy dzielić się pomysłami z innymi, ale też wdrażać ich propozycje. Tak wygląda świat startupów, o którym nie przeczytacie w branżowych serwisach. Większość "niemedialnych" projektów powstaje i rozwija się w zaciszu. Czy potrzebują pomocy?

Na zdjęciu: Daniel Dereniowski, założyciel INUP, Pracownik naukowy Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie

– Ciągle spotykamy się z nieufnością związaną z dzieleniem się pomysłem na biznes – mówi Daniel Dereniowski, pomysłodawca INUP. Jego organizacja zrzesza startupy tworzone w regionie podkarpacia, których właściciele potrzebują pomocy i wsparcia w pracy nad projektami. Na szczęście coraz mniej osób, które chce dołączyć do INUP ma problem z dzieleniem się. – Jeśli jednak ktoś jest na tyle nieufny, że nie może powiedzieć absolutnie nic o pomyśle, to raczej nie jesteśmy dla niego partnerem do współpracy – dodaje.

Mało elastyczni

Jak wygląda świat startupów po drugiej, niemedialnej stronie? Jak radzą sobie twórcy projektów, o których jeszcze nikt nie słyszał i być może nikt nie usłyszy? Tego możemy dowiedzieć się dzięki takim organizacjom jak INUP. Ich członkami są ludzie, którzy nie szukają poklasku dla swojego pomysłu, bo jeszcze nie jest na tyle rozwinięty, by o nim mówić. Dołączając do INUP dzielą się jednak swoimi doświadczeniami i problemami po to, by móc je szybko i tanio rozwiązać. Z czym najczęściej mają problem?

– Najczęściej spotykam się z małą elastycznością pomysłodawców do zmiany założonych modeli biznesowych i do pewnej gotowości do szukania zawsze alternatywnych dróg zarabiania – mówi Dereniowski. – Problemem jest też często przychodzenie z pomysłem bez nawet szczątkowego zbadania, gdzie są klienci i zapytania ich czy skorzystaliby z ich produktu, usługi – dodaje. Do jego organizacji INUP przychodzą mieszkańcy podkarpacia, by skonsultować, przedyskutować i ewentualnie zmienić model biznesowy.

Konkurenci nie boją się współpracy

Organizacja, tworząc sieć przedsiębiorców skupionych wokół wzajemnej pomocy, pomaga też znaleźć pracownika czy inwestora dla pomysłu na biznes. Grupa spotyka się podczas wydarzeń, warsztatów czy na wspólnych wypadach na imprezę. Jej członkowie rozmawiają o najróżniejszych sprawach, często zapraszając ciekawych prelegentów dzielących się swoimi doświadczeniami na scenie. Ci starają się po wystąpieniu porozmawiać z każdym z osobna i skonsultować pomysł na biznes.

Członkowie INUP często nawzajem udzielają sobie rad i nie przeszkadza im nawet to, że w grupie są potencjalni konkurenci. Tak jest w przypadku dwóch startupów zajmujących się skracaniem linków, których twórcy są zrzeszeni w INUP. Obaj mogą, ale nie muszą dzielić się wszystkimi spostrzeżeniami rynkowymi. – Uczestników spotkań do niczego nie zmuszamy, ale staramy się nie dopuszczać do spięć – przekonuje Daniel Dereniowski.

Startupowa nowomowa

Do grupy mogą też dołączyć osoby, które dopiero poznają świat startupów i jeszcze mają problem z jego definicją. – Wokół startupów i młodej przedsiębiorczości wytworzyła się nowomowa. Bardzo trudno jest powiedzieć co jest startupem, co nie jest i co było, ale przestało. Dlatego staramy się tłumaczyć to w prosty i przystępny sposób - startup to firma lub projekt, który szuka dla siebie możliwości szybkiego wzrostu i jest skalowalny – dodaje założyciel INUP.

W Podkarpackiej Koalicji Startupów dzisiaj zrzeszonych jest 22 startupów. W ramach INUP tworzą w dużej mierze wirtualną społeczność wzajemnego wsparcia i współpracy. Gdy jeden z twórców jest na konferencji i spotyka kogoś, kto szuka wykonawcy zlecenia X, szybko kontaktuje go z kolegą Y, który udziela się w INUP. – Duża część naszych działań opiera się na wzajemnym zaufaniu – mówi Dereniowski. – Tutaj nie ma hierarchicznej struktury i sztywnych zasad postępowania – dodaje. Dokładnie jak w startupie. 

Komentarze (0)