HackWaw dobiegł końca, a wraz z nim okres intensywnej pracy grupy śmiałków, którzy postanowili przyjąć wyzwanie i stworzyć gotową aplikację w dokładnie 24 godziny. Czy im się się udało? Zapraszamy do lektury!

- Słuchajcie…niezła historia z tym Hackathonem, kto by pomyślał… – tak rozpoczęły się ostatnie słowa organizatorów do uczestników HackWaw, warszawskiego maratonu kodowania, który miał miejsce w miniony weekend w samym centrum stolicy. Ich dalszego ciągu nie poznał już prawie nikt, bo zostały brutalnie przerwane przez burzę oklasków, która przetoczyła się przez salę, dosłownie wstrząsając Zebra Tower i siedzibą AIP Business Link, gdzie miała miejsce impreza. Tym samym, kurz opadł, a impreza dobiegła końca. Jak wypadła i czy powinniście żałować, że Was tam zabrakło? Tak i zdecydowanie tak.

- Gdyby HackWaw był aplikacją, to byłby to cholernie dobry produkt – rzucił w rozmowie ze mną jeden z uczestników przy gromkim aplauzie ludzi przysłuchujących się rozmowie. Sama pogawędka była dość głośna, tak jak zresztą całe piętro po ogłoszeniu wyników, trudno zatem nie nadstawiać uszu. Przyznam, że sam robiłem to wielokrotnie i to w okolicznościach dużo mniej uzasadnionych ogólną wrzawą i euforią. Dlaczego? Szukałem rys na czystym jak łza wizerunku projektu, na wszelki wypadek podchodząc z dystansem do rewelacji kolejnych rozmówców. Węszyłem zatem za czymś, co posłużyłoby jako potwierdzenie moich wątpliwości. Efekt? Tego można się było spodziewać – biała flaga i kapitulacja. HackWaw w pełni zasłużył na miano udanego debiutu dwójki niestrudzonych organizatorów, Oli Sitarskiej i Kuby Kucharskiego, którzy od samego początku samodzielnie dźwigali projekt na swoich barkach.

Zakorzenieni w Reaktor Warsaw, warszawskiej społeczności startupowców oraz programistów, oboje nie zmrużyli nawet oka, lecz nie przeszkodziło im to w byciu jednocześnie motorem i sercem imprezy. Niewątpliwie, dopisało im również szczęście, w końcu kontrolę możesz mieć prawie nad wszystkim lecz na pewno nie nad doborem gości - a Ci byli naprawdę świetni. Do mety maratonu dotarło 17 drużyn, z czego każda mogła się pochwalić - w najgorszym wypadku – co najmniej działającym i demonstracyjnym produktem. W przeważającej większości przypadków, stworzonych w całości na miejscu, zarówno od strony technologicznej jak i graficznej. Można spokojnie postawić tezę, że to oni sprawili, że na pytanie „Co jest fajne na HackWaw?”, wszyscy rzucali „atmosfera, atmosfera i jeszcze raz atmosfera”. Obecni na miejscu mentorzy zostali tym samym postawieni przed nie lada wyzwaniem, a wielu z nas było gotowych przysiąc, że z piętra wyżej, gdzie obradowali, dobiegły nas odgłosy rękoczynów.

Ostatecznie, po zażartej walce, zwycięzcami okazały się aplikacja PocketConsole zespołu złożonego z Wojtka Siudzińskiego, Karola Kozimora i Pawła Ludwiczaka oraz projekt Food on Route autorstwa Marcina Krzyżanowskiego i Krzysztofa Figaja. PocketConsole to spięcie razem dowolnego gadżetu Apple (iphone, ipad) z telewizorem oraz korzystanie z nich na wzór konsolowych kontrolerów gier. Z kolei, Food on Route to sprytne wykorzystanie geolokalizacji oraz syntetyzacji głosu w celu wygodnego i szybkiego powiadamiania kierowców o ofercie gastronomicznej wzdłuż ich trasy podróży. Mimo to nagrody, choć niebagatelne, bo w postaci kontraktu developerskiego dla aplikacji i jej twórców od iSource, nie okazały się dla uczestników najważniejsze. Wszyscy zgodnie podkreślali, że nie o biznes tu chodzi, ale o radosną zabawę w hackowanie. Tyle i aż tyle bo - jak sami twierdzą - pod tym względem HackWaw był naprawdę wyjątkowy.

Więcej informacji o zespołach oraz przebiegu imprezy znajdziecie na stronie http://hackwaw.com/. Ola i Kuba zdążyli już zapowiedzieć kolejną edycję swojego projektu w październiku, uspokajając jednocześnie, że czekanie urozmaici inna seria maratonów ich autorstwa, choć w trochę mniejszej skali oraz prawdopodobnie innej lokalizacji. Czekamy niecierpliwie.

Serdecznie gratulujemy udanej imprezy i życzymy dalszych sukcesów!

Komentarze (0)