Popularna w USA idea crowdfundingu znana z modelu działania Kickstarter.com trafiła wreszcie do Polski. Rozgorzała jednak gorąca dyskusja na temat tego, czy polskie serwisy wspierające finansowanie społecznościowe działają zgodnie z prawem? Na zarzuty, które w niej padły, odpowiada Jakub Sobczak - menadżer projektu Polak Potrafi.

Oczywiste jest, że osoba, która ma świetny pomysł na biznes, ale nie ma środków potrzebnych do jego realizacji, zawsze przegra z osobą, która ma dokładnie zaplanowaną strategię finansową, mimo, że jej przedsięwzięcie jest mniej ciekawe. W dzisiejszych czasach, znalezienie inwestora, który sfinansuje nasz koncept nie jest sprawą trywialną, o czym przekonaliśmy się jeszcze jako studenci. Po niewyobrażalnej ilości spotkań z różnorakimi inwestorami, jednoznacznie stwierdziliśmy, że stoimy na pozycji z góry przegranej – nie dość, że zdradzamy swój pomysł i musimy zgodzić się na oddanie co najmniej 51% udziałów, to w dodatku wymaga się od nas abyśmy naszą ideę dopasowali do wyobrażeń inwestora. Pomyśleliśmy wtedy, że skoro my znaleźliśmy się w takiej sytuacji, to także inni studenci muszą borykać się z podobnymi problemami. Wystarczy pomyśleć, że w samym tylko Poznaniu studiuje około 130 000 studentów, żeby zdać sobie sprawę ze skali tego zjawiska.

Po przeanalizowaniu wysiłków, mających doprowadzić do pozyskania inwestora, w naszych umysłach zrodził się pomysł stworzenia mechanizmu, który pomógłby kreatywnym osobom realizować ich niezwykłe pomysły. Wtedy właśnie pierwszy raz usłyszeliśmy o idei crowdfundingu. Opracowując serwis PolakPotrafi.pl, mieliśmy na celu wprowadzenie na nasz rynek tego jedynego w swoim rodzaju sposobu finansowania projektów, mimo, iż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że zaistnienie na polskim rynku nie będzie proste. Już wtedy podejrzewaliśmy, iż jedyną przeszkodą, która może stanąć nam na drodze może być mentalność Polaków.

Ze zdziwieniem i z wielkim niepokojem o przyszłość narodu polskiego obserwuję dyskusję, toczącą się na forum portalu MamStartup.pl. Nie sądziłem, że Polacy są w stanie tracić nie tylko drzemiący w nich potencjał i kreatywność, ale również swój czas wolny na tworzenie kolejnych absurdów, mimo tego, iż otaczająca nas rzeczywistość jest ich już pełna. Żałuję, że nie wszyscy rozumieją potencjał finansowania społecznościowego, ale nie martwi mnie to, gdyż jestem pewien, że ta idea obroni się sama – zawsze znajdą się ludzie, którzy będą wiedzieli jak ją wykorzystać. Próbę zdyskredytowania dobrze prosperującego na świecie modelu crowdfundingu pozostawię bez komentarza, jednak fakt nazwania twórców portali hołdujących tej idei „przestępcami" i „wyłudzaczami" (powołanie się na Art. 286, §1k.k.), skomentuję w dwóch słowach: zazdrość i zawiść. Mogę to w pewnym sensie zrozumieć – duma i ambicje urażone niepowodzeniem w życiu prywatnym lub zawodowym należy sobie w jakiś sposób wynagrodzić. Chęć zachowania „anonimowości" jest dodatkowym potwierdzeniem mojej tezy.

Głównym celem tego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi opinii publicznej na fakt, iż finansowanie społecznościowe w Polsce jest możliwe, nie jest niezgodne z prawem i nie jest zbiórką publiczną. O ile, jak wskazuje przytoczony list z MSWiA, tego typu akcja ma charakter publiczny (skierowana jest do nieokreślonego odbiorcy), o tyle nie można „ofiarą", w myśl Art. 1 ustawy z dnia 15 marca 1933 r. o zbiórkach publicznych (Dz. U. Nr 22, poz. 162 z późn. zm.), nazwać darowizny przekazywanej na rzecz twórcy projektu. Nie jest to bowiem stricte „ofiara", ponieważ twórca projektu przekazuje nagrodę w zamian za taką darowiznę.

Z obecnie obowiązującym prawem nie można dyskutować, ale można się zastanawiać czy przepisy stworzone w latach trzydziestych XX wieku, czyli w Dwudziestoleciu Międzywojennym, są nadal aktualne. Ustawodawca nie mógł w tamtych czasach przewidzieć, że zrodzi się taka idea finansowania, jaką jest crowdfunding. Co więcej, jestem pewien, że motywacją do stworzenia ustawy o zbiórkach publicznych z pewnością nie było blokowanie rozwoju młodych Polaków.

Na końcu pozwolę sobie na małą dygresję. W dziesiątej części utworu Cypriana Kamila Norwida pt. „Fortepian Chopina", podmiot liryczny wygłasza refleksję, która jednoznacznie wskazuje, że zarówno muzyka Chopina, jak i poezja Norwida, wykraczały poza swój czas i były niezrozumiałe dla ludzi, którzy żyli w tamtych czasach. Sztuka musiała zostać całkowicie odrzucona, ponieważ dopiero wtedy mogło nastąpić jej odrodzenie i pełne zrozumienie. Jestem pewien, że w przypadku idei crowdfundingu opisany wyżej scenariusz nie musi się spełnić, aby na stałe zagościła ona w umysłach Polaków.

Jakub Sobczak

Komentarze (0)