... ... ...

Czy nauka i zdobywanie wiedzy może okazać się killer aplikacją na tablety?

Dodane

11-07-2013

Mam Startup

Steve Jobs zaraz po udostępnieniu iPada chciał zrewolucjonizować sposób poznawania i obcowania z technologią w procesie uczenia się. Niestety umarł przedwcześnie i do dzisiaj Apple nie zaprezentował żadnej usługi, która mogłaby ułatwić ten proces.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

fot. Fotolia

Rynek tabletów rośnie dwa razy szybciej niż rynek smartfonów. Jeszcze przed końcem roku 2012 wszyscy rodzimi operatorzy zapowiedzieli zwiększenie sprzedaży tabletów a wraz z nimi pakietów na Internet mobilny. Obecnie killer aplikacją na tablet jest YouTube, zresztą dokładnie tak samo jak to ma miejsce na smartfonach. Tablety są to idealne urządzenia do konsumowania mediów, a nie do ich tworzenia (w przeciwieństwie do zwykłych komputerów). Oglądanie filmów i przeglądanie stron www to całkowicie nowe doznanie na tablecie. Tutaj wszystko jakby pasuje. Wydaje się, że jest to idealne narzędzie do tego celu.

PDF nie na tablety

Rozmawiałem z jedną z czołowych firm wydawniczych w kraju na temat rynku cyfrowego druku. Firma ta jest liderem w segmencie literatury dla lekarzy i farmaceutów. Dokonała eksperymentu i część ze swoich zbiorów zdygitalizowała do formatu możliwego do odtworzenia jako książka elektroniczna. Jaki był efekt? Praktycznie zerowa sprzedaż. Dlaczego tak się stało? Już na samym początku pomysł digitalizacji do PDF wydawał się tragiczny. Przecież tablety to urządzenia multimedialne, dotykowe, posiadające kompas, żyroskop, kamerę video, duży dysk twardy i dostęp do Internetu. Jak można wyświetlić na nich statyczny PDF? Przecież to nie ma sensu. To tak jak jechać Porsche na pierwszym biegu.

Znacząca większość rynku wydawniczego dzisiaj to proste publikacje, które zostały przetransferowane z druku analogowego na cyfrowy. Nic więcej nie zostało zrobione. Sprzedaż jest więc praktycznie zerowa. Brak jest gotowych narzędzi przeznaczonych typowo do edukacji.

Książka z wkładką

Zastanówmy się co jest lepsze. Czy lepsza jest nowa książka czy taka poddana edycji, czyli z podkreśleniami, zaznaczeniami i zakładkami? Z wiedzą pochodzącą od innych czytelników, a nie tylko autora. Jaką książkę wybiorę do nauki przed egzaminem? Nową czy może taką z zaznaczonymi wszystkimi najważniejszymi fragmentami? Oczywiście, że wybiorę książkę już „oznaczoną”. Pytanie teraz jest takie. Czy da się połączyć nową książkę z zaznaczeniami, nie naruszając jej struktury? Tak! W świecie cyfrowym możemy mieć książkę nową i dodatkowo z zaznaczonymi najważniejszymi elementami.

Zastanówmy się nad modelem i mechaniką takiej usługi. Tak, będzie to usługa. Migrujemy ze sprzedaży pojedynczej książki do modelu abonamentowego. Dlaczego warto? Ponieważ świat za kilka miesięcy może wyglądać tak.

Ciekawski student

Student medycyny w 2014 roku kupuje tablet w salonie operatora wraz z abonamentem na Internet oraz subskrypcją książek mu potrzebnych przez całe studia. Uruchamiając usługę może przeglądać wszystkie książki. Może czytać, zaznaczać, podkreślać, tworzyć zakładki i przyklejać wirtualne żółte karteczki. Ponadto może się tym wszystkim dzielić. Uwaga! Student nie dzieli się treścią – książką. Dzieli się tylko elementami wytworzonymi przez siebie (zakładki, fiszki, …).

Dodatkowo, ponieważ tablet jest on-line, nasz bohater może jednym klikiem zadzwonić do koleżanki, która też się uczy (robi to z aplikacji). Akcja ta jest realizowana dalej w kontekście czytania. Nie jest to osobna aplikacja.

Druga sprawa, to dodatkowa treść. W książce np. podczas lekcji o sercu w modelu In-App-Purchase można kupić dodatkową publikację np. 100 zdjęć serc sportowców i 100 zdjęć osób z chorymi sercami za 4,95 zł. To jest rewelacja! Będąc w kontekście nauki o sercu widzę ciekawe treści, które są oddalone ode mnie tylko One Click Away.

W książce mogę mieć również dodatkowe treści multimedialne, które dystrybuowane są w modelu Pay Per View. Abonament, który płaci student jest też w kilku wersjach (podstawowej, średniej i największej). Różnią się one ilością książek, ale również jakością usługi i ilością funkcji w usłudze. Najlepsze jeszcze jednak ciągle przed nami.

Co się stanie po tym jak student skończy studia i nie będzie chciał subskrybować dalej usługi? Traci wszystko. I książki, i swoje notatki. Dlaczego traci notatki? Według obecnego rozumowania one nie są jego własnością tylko własnością operatora platformy (usługi). Dokładnie tak samo jak zdjęcia na Facebooku nie są naszą własnością, tyko Marka Zuckerberga.

Tak będzie wyglądała rozmowa dwóch studentów pracujących ciągle w kontekście lekcji o sercu.


Steve Jobs zaraz po udostępnieniu iPada chciał zrewolucjonizować sposób poznawania i obcowania z technologią w procesie uczenia się. Niestety umarł przedwcześnie i do dzisiaj Apple nie zaprezentował żadnej usługi, która mogłaby ułatwić ten proces.

Biedny student, bogaty student

Brniemy dalej i monitorujemy życie naszego bohatera po studiach. Po zakończeniu ostatniego roku akademickiego otrzymuje możliwość przedłużenia subskrypcji, ale będzie musiał zapłacić już więcej. Dzieje się tak i w dzisiejszych czasach. Prawnicy już od dawna korzystając z programu Lex na studiach, mają go za darmo lub za niską cenę. Dopiero potem po studiach słono płacą za korzystanie z programu. Najlepsze jest jednak dalej przed nami.

Podczas studiów ten mechanizm będzie działał dokładnie tak samo jak to ma miejsce dzisiaj z uczelniami, które subskrybują dostęp do systemów operacyjnych i oprogramowania od Microsoftu. Wydział wykupuje licencje od twórcy oprogramowania. W zamian za to wszyscy studenci mogą ściągać i instalować oprogramowanie w dowolny sposób. Tutaj będzie identycznie. Podczas studiów usługa będzie częściowo subsydiowana przez uczelnie a częściowo przez studenta. Możliwość „piratowania” tego systemu będzie zerowa, ponieważ jeśli ktoś tylko będzie naruszał zasady, traci dostęp do czytania książek i nie ma możliwości korzystania z wszystkich innych udogodnień. Taki ekosystem powoduje, że wszyscy są zadowoleni.

Student otrzymuje

  • nowy tablet, który kupuje na raty,
  • dostęp do wszystkich książek od razu,
  • dostęp do Internetu,
  • dostęp do platformy kolaboracyjnej z dostępem do wiedzy,
  • dostęp do usługi subsydiowanej przez uczelnię,

Uczelnia

  • studenci korzystają z legalnego oprogramowania,
  • mają super usługę więc jest szansa, że będą się uczyć ;)

Dostawca treści

  • nareszcie ma model na sprzedaż podręczników w cyfrowym świecie,

Dostawcy GSM

  • sprzedają sprzęt (tablety),
  • sprzedają pakiet na Internet bo w tej usłudze na pewno będzie potrzebny,

Operator platformy

  • ma stabilny model abonamentowy subsydiowany na początku przez uczelnie,
  • wytworzone treści są zawsze własnością operatora platformy,
  • In App Purchase (kupowanie dodatkowych treści w momencie gdy jesteśmy w kontekście).
  • Pay Per View (kupowanie dostępu do video np. operacji na sercu),

Zamiana miejsc

Gdzie taki model już zadziałał? W iTunes. Nie wystarczyło, że Sony stworzyło platformę Connect gdzie można było wgrać muzykę na odtwrzacz mp3. Trzeba było stworzyć iPoda (urządzenie) i iTunes (soft do odtwarzania i sklep). Dopiero taki ekosystem zagwarantował sukces. Tutaj będzie identycznie. Nie wystarczy zrobić PDFa. Trzeba dostarczyć platformę, która jest całością, aby zmienić rynek z analogowego na cyfrowy. Rynek edukacji wart jest setki milionów złotych. Urządzenia już są. Brakuje tylko sensownych całościowych usług.

Tomasz Popów

Innowator / praktyk / tomaszpopow.pl / Taxi5 / KMP group. Doradza największym spółkom z branży IT w Polsce w zakresie strategii działania w segmencie mobile & cloud.

Komentarze (0)