Kilka tygodni temu wróciłem z ponad miesięcznego wyjazdu do Australii, gdzie rozwijałem swoje projekty. Po pierwszym dniu pobytu pomyślałem, że mógłbym w niej już zostać. Przekonałem się jednak, że to kraj nie do końca przygotowany na erę startupów.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Wielu z nas wyobraża sobie Australię jako mały, oddalony od Europy kraj, o pięknym krajobrazie i równie dobrej pogodzie. Mało kto myśli o nim, jak o państwie otwartym na biznes. Słusznie.

fot. Maciej Zieliński

Zacznijmy od weryfikacji stereotypów. Pierwszy: Australia nie jest mała. Mówimy o kraju (w 70%) wielkości Europy. Gęstość zaludnienia w Australii wynosi niecałe 3 osoby na km² (w Polsce jest to 123 osoby na km²), a liczba mieszkańców Australii to ponad 22 mln osób (kangurów jest tu prawie trzy razy więcej niż ludzi). Dostęp do Internetu ma w niej ponad 90% populacji.

Jeśli pomyślimy o rynku X (np. edukacja) przy 21 milionach użytkowników internetu, z czego dostęp do stabilnego łącza ma pewien procent osób, to wychodzą nam dość niskie liczby. Dodajmy do tego jeszcze przypuszczalnie wysoki procent osób, które skorzystają z naszych usług, bo będą dla nich po prostu tanie (Australijczycy dobrze zarabiają). Czy takim rynkiem warto w ogóle się zainteresować?

Internet

fot. Maciej Zieliński

Prędkość dostępnych łącz internetowych jest niska, co jest problematyczne, szczególnie dla startupowców. Podczas pobytu w Australii mieszkaliśmy i korzystaliśmy z Internetu w różnych miejscach tj. w mieszkaniach australijczyków, bibliotece publicznej, co-worku, knajpach, hotelach i prędkość łącza była momentami tak słaba, że ciężko było nawet ściągnąć pocztę.

Jak Australijczycy radzą sobie z niską przepustowością sieci? Na przykład wypożyczając filmy na DVD z vendingowych maszyn nazywanych „Filmomatami”. Zdziwiłem się, że w tych czasach istnieją jeszcze tego typu automaty, ale cieszą się dużą popularnością. Nie można tego powiedzieć o dostępnych serwisach VoD, z których przy słabym internecie trudno korzystać.

Strefa czasowa

Kolejną niedogodnością z jaką się spotkaliśmy była strefa czasowa (+10h względem Polski - jeśli mówimy o okolicach Sydney, Melbourne). Przez nią kontakt ze światem odbywa się w innych godzinach pracy niż normalnie, co ma też swoje zalety. Kiedy my wstawaliśmy, Polacy już spali. W tym czasie odpisywaliśmy na maile i zaczynaliśmy podróżowanie lub spotkania. Wtedy nikt nam nie przeszkadzał i na odwrót. Jednak czas na wideo konferencje, czy rozmowy telefoniczne był mało wygodny.

Jeśli popatrzysz na to z perspektywy kontaktów Australia - Dolina Krzemowa, to jest różnica +dziewiętnastu godzin. Jeśli w San Francisco jest poniedziałek godzina 10:00, to w Sydney mamy już wtorek godzinę 05:00. Ten “problem” dotyczy również podróżowania. Australijscy startupowcy głównie kierują się do Doliny Krzemowej. Bezpośredni lot z Sydney do San Francisco zajmuje blisko 14 godzin, a z przesiadką około 20 godzin, przeważnie więcej.

Konkrety

Cecha, którą uwielbiam u Australijczyków, a której niestety brakuje w naszej branży to mówienie KONKRETNIE. W Australii nikt nie leje wody, każdy przechodzi do konkretów i mówi, co jest do zrobienia i czego oczekuje. Zleceniobiorca wie zatem, co dokładnie ma zrobić i od razu bierze się do pracy. W Polsce dużo osób mówi, obiecuje po czym nie robi nic. Pod tym kątem Australia jest świetnym krajem do robienia biznesu i w tym aspekcie możemy się od niej wiele uczyć.

fot. Ryan McGuire

fot. Ryan McGuire

Inwestycje

W Australii funkcjonuje kilkanaście akceleratorów, jednak są one skierowane w głównej mierze na inwestycje w projekty ze swojego kraju. Jeśli startup spoza Australii szuka inwestycji na miejscu, to może mieć z tym duży problem. Jeśli chodzi jednak o pozyskiwanie finansowania przez tamtejsze startupy to kierują się one prosto do Doliny Krzemowej łącznie z przeprowadzką. To najczęstszy drugi krok w rozwoju projektu na tym rynku.

Liczby

Bardzo podobała mi się infografika, która była wydrukowana i przyklejona w Fishburners (biurze co-workingowym), w Sydney. Znajdziecie w niej sporo liczb związanych z branżą startupową na tym kontynencie.

Kliknij, aby powiększyć (.pdf)

Najciekawsze w niej jest to, że pokazuje cele mieszkańców, rządu, które muszą spełnić, aby ich kraj rozwijał się tak szybko, jak inne.

Maciej Zieliński

Partner Hi Five Capital

Współtwórca projektów Selly, Automater, Stat4seo oraz Animili. Inicjator akcji startups4charity. Przez kilka lat project Manager w TVN S.A. Współorganizator Auli Polskiej i Aulerów 2011. Twórca i CEO studia produktowego Can Expect.

Komentarze (0)