Według autorów raportu „The State of European Tech”, europejscy przedsiębiorcy technologiczni posiadają wszelkie niezbędne warunki dla szybkiego wzrostu wartości swoich firm oraz są gotowi skutecznie konkurować z globalnymi graczami ze Stanów Zjednoczonych i Azji.

Czy nadszedł najlepszy w historii czas dla bycia przedsiębiorcą technologicznym pochodzącym z Europy?

Jednym z najważniejszych wydarzeń odbywającej się w Helsinkach (Finlandia) konferencji SLUSH 2015 było ogłoszenie publikacji raportu o stanie branży technologicznej w Europie („The State of European Tech”). Organizatorzy konferencji SLUSH oraz zarządzający funduszem inwestycyjnym Atomico Ventures przeprowadzili kompleksowe badanie, obejmujące dane o zrealizowanych inwestycjach, wzrostach wartości spółek technologicznych, a także wyniki ponad 800 ankiet oraz kilkudziesięciu wywiadów z najznamienitszymi przedsiębiorcami, inwestorami oraz uczestnikami branży nowych technologii w Europie.

Zdjęcie główne artykułu picjumbo.com

Opublikowane wyniki napawają optymizmem, pokazują istotną zmianę jakościową i ilościową w rozwoju firm i ich finansowaniu, a także kulturową i społeczną akceptację dla rozwoju karier przedsiębiorców. Według twórców raportu, doświadczamy najlepszego momentu w historii dla bycia europejskim przedsiębiorcą technologicznym. Warto wykorzystać tę szansę!

2015 rokiem oszałamiających wyników

Rok 2015 był w wielu aspektach rokiem wyjątkowym i przełomowym dla europejskiej branży technologicznej. Europa udowodniła niedowiarkom, że jej przemysł technologiczny jest w stanie skutecznie konkurować na rynku globalnym. Obawy o konkurencyjność Europy, a w szczególności odpowiednią wielkość branży technologicznej, zdolność tworzenia skalowalnych biznesów, edukowania wykwalifikowanych specjalistów, pokonywania barier kulturowych i społecznych związanych z przedsiębiorczością, czy wreszcie przyciągania odpowiednich poziomów finansowania kapitałem wysokiego ryzyka (VC) i osiągania istotnych wartości ofert publicznych (IPO), zostały rozwiane. Co więcej, Europa jest w stanie pochwalić się znakomitymi wynikami i wskaźnikami, osiągniętymi w 2015 roku. Mowa tu m.in. o:

  • 10 europejskich firmach, które osiągnęły status tzw. „jednorożców” (z ang. „unicorns”), czyli firm technologicznych z wyceną rynkową przekraczającą poziom miliarda dolarów, 
  • 10 miliardów dolarów zainwestowanych przez fundusze VC, 
  • ponad 5000 aktywnych aniołów biznesu, 
  • 1,6 miliona programistów, 
  • ponad 630 tysięcy uczestników w 25 tysiącach spotkań branży technologicznej (wg. serwisu Meetup.com).

Szereg pozytywnych zjawisk wzmacnia konkurencyjność Europy

Jeszcze kilka lat temu Europa jawiła się jako region, który nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału i nie jest w stanie konkurować z tempem i skalą wzrostu spółek technologicznych ze Stanów Zjednoczonych, czy z Azji. Po sukcesach Skype i pierwszej wycenie europejskiego serwisu technologicznego przekraczającej 1 miliard dolarów, osiągniętej przez słynny komunikator w 2005 roku, aż do 2010 żadna europejska spółka nie uzyskała takiej wartości. Sygnał, że jednak Europa nauczyła się budować tzw. „jednorożce”, dały w latach 2010-2012 wyceny firm takich, jak Markit, Wonga, Spotify, Rocket Internet czy Zalando. W latach 2003-2015 w Europie powstało 35 „jednorożców”, w tym 22 na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Ponadto, osiągnięcie wyceny powyżej 1 miliarda dolarów zajmowało firmom coraz mniej czasu (średnio 5,7 lat, ale niektóre z firm, które dołączyły do grona „jednorożców” w ostatnich latach, istnieją od ok. 3-4 lat). Te zjawiska pokazują, że Europa znowu jest „w grze”, odrobiła swoją lekcję, a wiedza zdobyta przez założycieli, inwestorów i pracowników spółek, które odniosły sukces, procentuje i będzie przynosić jeszcze lepsze wyniki już w najbliższej przyszłości.

O konkurencyjności Europy świadczą też takie wskaźniki, jak liczba studentów kierunków ścisłych (ponad 2 razy większa niż w Stanach Zjednoczonych), programistów (ponad 1,6 miliona), czy wciąż niższe niż w Dolinie Krzemowej, czy Nowym Jorku koszty pozyskania i utrzymania zespołu startupu technologicznego (przynajmniej 1,5 razy mniejszy koszt w Londynie, niż w San Francisco, nie mówiąc już o różnicach w porównaniu ze stolicami Europy Centralnej i Wschodniej).

W Europie jest też coraz więcej kapitału wysokiego ryzyka – powstają nowe fundusze europejskie (przede wszystkim w Wielkiej Brytanii i Niemczech) oraz widoczna jest coraz większa aktywność największych funduszy VC ze Stanów Zjednoczonych (m.in. Sequoia, czy Andreessen/Horowitz). Co prawda, fundusze amerykańskie wciąż są w stanie zebrać ponad 5 razy więcej środków na inwestycje, niż fundusze europejskie, a problemy w inwestycjach europejskich widać przede wszystkim na dalszych etapach finansowania (mniejsza dostępność kapitału dla rund finansowania B+, tzw. „late stage funding gap”), ale różnice nie są już tak olbrzymie, jak były jeszcze kilka lat temu.

Badanie pokazało też zmianę mentalności oraz kulturowej i społecznej akceptacji przedsiębiorczości, jako ścieżki kariery. Społeczeństwa krajów europejskich zaakceptowały bycie przedsiębiorcą i zrozumiały związane z tą rolą wyzwania, ryzyka i wyrzeczenia. Coraz więcej uniwersytetów pokazuje możliwości rozwoju zawodowego w obszarze przedsiębiorczości technologicznej, jako alternatywę dla zatrudnienia w tradycyjnym biznesie i korporacjach. Co więcej, coraz więcej świadomych rodzin wspiera młodych przedsiębiorców w realizowaniu swoich pasji i marzeń.

Z przeprowadzonych wśród przedsiębiorców i inwestorów ankiet wybrzmiewa optymizm, rosnąca akceptacja związanych z biznesem technologicznym ryzyk i ewentualnego niepowodzenia, kosztem wybierania tzw. „bezpiecznych opcji”. Nie bez znaczenia jest też rozumienie potrzeby internacjonalizacji i gotowości konkurowania na rynkach globalnych od samego startu działalności. W wielu przypadkach europejscy twórcy firm chcą rozwiązywać globalne problemy i mają świadomość, że ich lokalne rynki są zbyt małe, by osiągnąć wymarzony sukces.

Charakterystyczne dla Europy różnorodność językowa i kulturowa, a także duża ilość metropolii, centrów technologicznych i akademickich, przekuwane są w motory wzrostu. Coraz więcej miast staje się centrami rozwoju firm i społeczności technologicznych i do tradycyjnych liderów, takich jak Londyn, Berlin, czy Paryż, dołączają kolejne prężnie rozwijające się „huby”, m.in. Madryd, Monachium, czy Sztokholm.

Aby utrzymać pozytywny trend należy stawić czoła największym wyzwaniom

Mimo bardzo pozytywnego i optymistycznego wydźwięku raportu, jego autorzy zwracają uwagę, że europejska branża technologiczna wchodzi w nowy etap swojego rozwoju, który wiąże się z nowymi wyzwaniami. Pytania, które wymagają odpowiedzi, a także współpracy przedsiębiorców, inwestorów oraz instytucji publicznych, to m.in.:

  • W jaki sposób wspierać firmy, by ich wyceny sięgnęły dziesiątek i setek miliardów dolarów? 
  • Jak zniwelować luki w finansowaniu późniejszych faz rozwoju firm (z ang. late stage funding gap)? 
  • Jak sprawić, by inwestorzy nadążali za ambicjami i technologiczną wiedzą ekspercką pomysłodawców (m.in. w obszarze sztucznej inteligencji), a także wspierali sprawdzone modele biznesowe? 
  • W jaki sposób zacieśniać więzi i współpracę pomiędzy oddalonymi i znacząco różniącymi się od siebie centrami technologicznymi, takimi jak Berlin, Londyn, czy Sztokholm? 
  • Jak przezwyciężać nierównowagę płci oraz zwiększać udział kobiet i ich rolę w środowiskach inżynierów, przedsiębiorców i inwestorów? 
  • Jak zbudować silny i samowystarczalny ekosystem branży technologicznej, odporny na przyszłe szoki i załamania gospodarcze?

Europejczycy zaczynają wygrywać, bo myślą globalnie od samego startu

Według cytowanego w raporcie twórcy producenta gier Supercell, Ilkki Paananena, obecnie jest o wiele łatwiej zbudować w Europie globalną firmę technologiczną, niż było to możliwe jeszcze sześć, czy siedem lat temu. Do tego stanu rzeczy przyczyniają się przede wszystkim większa dostępność kapitału, niższe koszty budowy oraz dystrybucji produktów i usług technologicznych, m.in. dzięki platformom działającym w chmurze, sklepom z aplikacjami, czy zwiększającym się zasięgiem i prędkością Internetu. Paananen podkreśla też rolę twórców firm technologicznych, którzy osiągnęli globalny sukces, chętnie dzielą się wiedzą i doświadczeniami oraz stanowią inspirację dla kolejnych pokoleń młodych przedsiębiorców.

Różnorodność językowa i kulturowa, a także fragmentacja kontynentu i stosunkowo małe rynki lokalne sprawiły, że europejscy przedsiębiorcy mają zaszczepione globalne myślenie od pierwszych miesięcy działalności swoich firm. Paananen przewiduje wzrost liczby globalnych firm wywodzących się z Europy na przestrzeni najbliższych dziesięciu lat. To oznacza, że powinniśmy się przyzwyczajać do kolejnych informacji o sukcesach europejskich spółek i nie opisywać tego jako sensacyjnego zjawiska, ale raczej długofalowego trendu. W końcu żyjemy w czasach, kiedy przedsiębiorstwa technologiczne z natury powinny mieć ambicje, skalę i zasięg globalny, niezależnie od siedziby, czy kraju pochodzenia jej twórców.

-

Łukasz Jabłoński

Doradca firm technologicznych w obszarze rozwoju międzynarodowego. Wraz z zespołem ekspertów Bjørn Global wspiera firmy działające w obszarach IT/Tech/Media w budowaniu strategii rozwoju na rynkach międzynarodowych, operacjach oraz sprzedaży zagranicznej, ze szczególnym naciskiem na budowanie relacji biznesowych między partnerami z Polski i krajów skandynawskich. Pasjonat rozwoju biznesu firm technologicznych, wierzący w siłę społeczności, sieci kontaktów oraz globalnych ambicji i sposobu myślenia. 

Komentarze (0)