Trend rozlał się po platformach, bo działa na prostym mechanizmie: daje użytkownikom poczucie, że wracają do świata, w którym było „lżej”, „prościej” i „mniej nerwowo”. Tak opisuje to m.in. NowyMarketing, wskazując, że 2016 bywa dziś porównywany do 2026 jako rok względnego optymizmu i popkulturowej lekkości.
Dlaczego akurat 2016?
Mechanika jest banalna: wrzucasz zdjęcie siebie „z 2016” albo tworzysz dzisiejsze zdjęcie stylizowane na 2016, dodajesz hashtag i patrzysz, jak inni robią to samo. Zyskujesz chwilowe poczucie wspólnoty („my wtedy wszyscy byliśmy tacy sami”), a platformy dostają to, co lubią najbardziej: angażujący, powtarzalny format, który da się masowo rekomendować. Wprost wyjaśnia trend w podobny sposób: nostalgia nie dotyczy tylko filtrów i selfie, ale raczej „innego internetu” – mniej wyreżyserowanego, bardziej spontanicznego i mniej wyczerpanego politycznie. To ważne: 2016 jest na tyle blisko, byśmy go pamiętali, i na tyle daleko, by można go było idealizować.
2016 w technologiach: rok, w którym „przyszłość” zaczęła wyglądać realnie
Jeśli 2016 wraca jako estetyka, to 2016 w technologii był czymś więcej niż modą. To był rok, w którym kilka trendów weszło do głównego nurtu – i do zbiorowej wyobraźni.
AlphaGo i moment, w którym AI przestała być teorią
W marcu 2016 DeepMind pokonał w serii pięciu gier jednego z najlepszych graczy Go na świecie – Lee Sedola – wynikiem 4:1. Dla świata nauki był to symboliczny punkt przełomowy: AI nie tylko „liczy”, ale potrafi wygrać w grze, która długo była uważana za zbyt złożoną dla maszyn. To jest ważne w kontekście dzisiejszego ChatGPT: 2016 to mentalny prolog do ery generatywnej.
Pokémon Go: augmented reality jako masowa kultura
W lipcu 2016 Pokémon Go wystartowało globalnie i przez moment wyglądało, jakby świat naprawdę stał się grą. Technologicznie to był fenomen wciągania ludzi w model „real world + aplikacja + dane lokalizacyjne” na niespotykaną skalę. Dziś, kiedy mówimy o agentach AI i „nowym interfejsie internetu”, warto pamiętać: już w 2016 platformy uczyły ludzi, że świat offline jest kolejną warstwą interfejsu.
GDPR: początek epoki regulacji danych
W 2016 Unia Europejska przyjęła RODO (GDPR) – regulację, która weszła w życie później, ale w 2016 ustawiła nową oś sporu: dane jako zasób i ryzyko jednocześnie. To swoisty paradoks. Wszak dziś nostalgicznie tęsknimy za „lżejszym internetem”, ale 2016 to również moment, kiedy zaczęliśmy rozumieć, że internet ma koszt prywatności.
Autopilot Tesli i brutalne zderzenie z rzeczywistością
W 2016 i w jego konsekwencjach (analizowanych potem publicznie) pojawił się też mocny wątek społeczny: autopilot Tesli był w użyciu w głośnym, śmiertelnym wypadku z maja 2016. Wątek jest o tyle symboliczny, że pokazuje napięcie, które dziś wraca przy AI: technologia działa „w większości przypadków” – ale świat nie jest większością przypadków.
Startupy w 2016: złota era „aplikacji, które robią jedną rzecz” i wyścigu do skalowania
Jeśli 2016 miało swoje startupowe „mity”, to były to przede wszystkim: fintechy, marketplace’y, mobilne produkty konsumenckie i SaaS, który dopiero uczył się monetyzacji.
Europa: fintech zaczyna być popkulturą
Rok 2016 to czas, gdy europejskie fintechy przestawały być niszą, a zaczynały być masowym ruchem: neobanki i płatności mobilne wchodziły do języka codziennego. Przykładowo, Monzo właśnie w 2016 biło rekordy crowdfundingowe, co było ważnym sygnałem, że fintech może mieć „kultową” społeczność użytkowników.
Polska: dojrzałość po pierwszym boomie
W Polsce 2016 to czas, gdy ekosystem zaczynał mieć już kilka rozpoznawalnych marek i pierwsze większe historie skalowania – i powstawała potrzeba opisu tego zjawiska raportami. Powstała m.in. druga edycja publikacji „Polskie Startupy 2016”, przygotowana przez Agnieszkę Skalę oraz Elizę Kruczkowską.
Jerzy Cieślik, dyrektor Centrum Przedsiębiorczości Akademii Leona Koźmińskiego, pisał we wstępie: „Jeśli chodzi o potrzebne zasoby, tradycyjnie wymieniane są środki finansowe, jednak rozwiązaniem nie muszą być tylko źródła zewnętrzne. Podobnie jak w krajach najwyżej rozwiniętych popularna staje się strategia rozwoju oparta na własnych zasobach finansowych z wykorzystaniem bootstrappingu, czyli finansowania zaradnego, polegającego na szybkim generowaniu przychodów i unikaniu kosztownych inwestycji na starcie.”
Swoją drogą, polecam sięgnąć po ów raport. To fascynująca lektura, która uświadamia nam, jak daleką drogę przeszedł nasz ekosystem – od romantycznego „garażowego” optymizmu do twardego, globalnego realizmu.
Era „Born Global” i polskie jednorożce in spe
W 2016 roku żyliśmy sukcesami firm, które dziś są fundamentem naszej technologicznej dumy. Raport wymieniał krakowskie Estimote i Kontakt.io, które wówczas święciły triumfy dzięki technologii beaconów. Tak, beacony… Korzystacie z nich jeszcze? Ekscytowaliśmy się wyceną Audioteki na poziomie 75 mln zł oraz globalną ekspansją Brainly i DocPlannera. Co istotne, już wtedy co trzeci badany startup powstawał z myślą o rynku globalnym – byliśmy świadkami narodzin pokolenia „born global”. Dziś te firmy to często dojrzali gracze, a niektóre z nich otarły się o status jednorożca. Jednak w 2016 roku ekosystem był znacznie młodszy – średni wiek startupu nie przekraczał 2 lat, co dawało nam trzecie miejsce wśród najmłodszych rynków w Europie.
Czytaj także: MamStartup podsumowuje rok 2016: Inwestycje
Finansowanie: od „własnej kieszeni” do funduszy VC
Porównanie modeli finansowania pokazuje największą zmianę strukturalną. W 2016 roku dokładnie połowa startupów finansowała się wyłącznie ze środków własnych. Bootstrapping był strategią z wyboru (lub konieczności) dla 80% organizacji. Fundusze venture capital były obecne jedynie w 22% podmiotów.
Współczesny ekosystem jest znacznie głębiej zintegrowany z rynkiem kapitałowym. Chociaż środki własne nadal są istotne na etapie pre-seed, dzisiejsze startupy mają dostęp do dziesiątek profesjonalnych funduszy VC, które w 2016 roku dopiero budowały swoje struktury. Co ciekawe, najczęstszym zewnętrznym źródłem kapitału w 2016 roku były dotacje z Unii Europejskiej (24%). Dziś, mimo dostępności środków z programów takich jak FENG, nacisk przesunął się w stronę kapitału prywatnego, wymuszającego większą dyscyplinę rynkową.
Wyzwania: ludzie, prąd i zamówienia publiczne
Z perspektywy czasu uderza trwałość niektórych problemów. W 2016 roku głównym wyzwaniem, obok braku pieniędzy (63%), był brak wykwalifikowanych pracowników (44%), szczególnie informatyków. Rozwiązaniem miało być zatrudnianie cudzoziemców, co deklarował co czwarty startup. Dzisiejszy rynek pracy, mimo kryzysu w sektorze IT, nadal zmaga się z deficytem talentów, choć skala i dynamika rekrutacji uległy profesjonalizacji.
Interesującym wątkiem jest podejście do zamówień publicznych. W 2016 roku aż 83% startupów nigdy nie startowało w przetargach. Barierą było mordercze kryterium ceny (100% punktów) oraz „zbędna papierologia”. Dekadę później, dzięki nowelizacjom prawa zamówień publicznych i większej świadomości innowacji w sektorze GovTech, dialog między państwem a startupami stał się nieco płynniejszy, choć nadal daleki od ideału.
Polska 2016 vs 2026: dojrzałość i nowa mapa
Mapa startupowa Polski z 2016 roku była zdominowana przez spółki z siedzibą w takich miastach jak Warszawę (27%), Kraków (11%), Trójmiasto (9%) i Poznań (9%). Ten układ sił przetrwał, ale dzisiejszy ekosystem jest znacznie bardziej rozproszony – silne ośrodki wewnątrz regionów (np. Wrocław czy Lublin) przestały być tylko tłem dla stolicy.
Największą różnicą jest jednak innowacyjność. W 2016 roku połowa startupów twierdziła, że tworzy „całkiem nowy produkt”, ale tylko 14% posiadało patent. Współpraca z nauką była wyzwaniem. Dziś, w dobie boomu na Deep Tech i AI, polskie startupy znacznie częściej wychodzą z laboratoriów uczelnianych, a ochrona własności intelektualnej stała się standardem w rozmowach z inwestorami.
Podsumowując, nostalgia za rokiem 2016 w technologii to tęsknota za czasem pionierskim, gdzie CD Projekt wyprzedzał giełdową Energę, dając sygnał nowej ekonomii. Dziś nie jesteśmy już „młodymi adeptami”, ale dojrzałym rynkiem, który zamiast o przetrwanie, walczy o globalne przywództwo. I to jest wyzwanie godne kolejnej dekady.
To było pokolenie firm, które jeszcze nie mówiło „AI-first” – ale już bardzo dobrze rozumiało, że wygrywa się dystrybucją i produktem, a nie samym pomysłem.
Dlaczego big tech kocha 2016challenge?
To proste. Nostalgia jest idealnym paliwem dla algorytmów. Z perspektywy platform (Meta, TikTok, X, Google) nostalgia jest genialna z czterech powodów:
- jest przewidywalna – format „wtedy vs dziś” jest prosty do rozpoznania i promowania;
- jest tania – nie trzeba produkować contentu – wystarczy odgrzać pamięć;
- jest emocjonalna, ale niekontrowersyjna – nostalgia rzadko wywołuje konflikt jak polityka. To zaangażowanie na bezpiecznym poziomie emocjonalnym.
I wreszcie, jest kopalnią danych. Bo przecież gdy wrzucasz zdjęcie z 2016:
- ujawniasz preferencje estetyczne,
- wzmacniasz zainteresowanie kulturą lat 2010.,
- sygnalizujesz wiek, środowisko, styl życia,
- a często nawet kontekst relacji (kto był na zdjęciu, co było „ważne”).
Innymi słowy: nostalgia to etykietowanie użytkownika, tylko że wykonane przez nas samych – dobrowolnie i z ckliwym uśmiechem na wspomnienie tego, jak to kiedyś fajnie było. Platformy monetyzują nostalgię nie dlatego, że kochają przeszłość, tylko dlatego, że świetnie sprzedaje się przyszłość przewidywana na podstawie przeszłości.
Pamięć zbiorowa: czyli dlaczego “2016” jest wspólnym mitem, a nie rokiem
I na koniec naszych krótkich rozważań, porzucamy wątek technologiczny i powracamy do tematów uniwersalnych. Pojęcie pamięci zbiorowej to w uproszczeniu społeczna wersja pamięci: zestaw wspólnych obrazów, emocji i symboli, które nie muszą być w pełni zgodne z faktami – ale są spójne jako narracja. Pamięć zbiorowa działa jak filtr: wybiera z przeszłości to, co pasuje do aktualnych potrzeb. W 2016challenge to widać jak na dłoni: nie wracamy do faktów, tylko do klimatu. Do „internetowej młodości” – nawet jeśli w 2016 działy się wydarzenia, które dziś trudno nazwać lekkimi. Nostalgia nie jest rekonstrukcją rzeczywistości. Nostalgia jest projektem emocjonalnym, który pomaga radzić sobie z teraźniejszością.
A jeśli coś jest projektem – to można to zoptymalizować. I to właśnie robią algorytmy.
Być może największym paradoksem tej nostalgii nie jest to, że tęsknimy za 2016. Ale to, że w 2016 dopiero zaczynaliśmy budować internet, za którym dziś tęsknimy.