Więzienny eksperyment myślowy, czyli reality show „Eksperyment: odsiadka” w wersji startupowej

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Więzienny eksperyment myślowy, czyli reality show „Eksperyment: odsiadka” w wersji startupowej

Udostępnij:

Canal+ serwuje nam reality show, w którym zamyka polskich influencerów w więzieniu i sprawdza, jak oni sobie tam poradzą. My zapraszamy Was do wspólnego zastanowienia się, jak taki eksperyment wyglądałby z udziałem polskich founderek i founderów, inwestorów oraz biznesowych mędrców z LinkedIna.

Nim wsadzimy do paki część naszego ekosystemu, krótkie wprowadzenie, skąd pomysł na taki absurdalny tekst. Cóż, inspiracja to samo życie. Canal+ wyprodukował rodzime reality show pod nazwą „Eksperyment: odsiadka”.

– „Eksperyment: odsiadka” to pierwszy program reality produkcji CANAL+, dlatego zależało nam, żeby odzwierciedlał wszystko to, czym chcemy, żeby charakteryzowały się nasze przyszłe produkcje: odwagę, nieszablonowość, duże nazwiska oraz unikatowe tematy, jakich jeszcze polska telewizja nie podejmowała. Myślę, że widzowie będą oglądać kolejne odcinki z zapartym tchem i niejeden raz się zaskoczą – mówi cytowana w komunikacie prasowym Adriana Sławińska, Dyrektorka Programowa ds. filmu i serialu w CANAL+.

Czemu tak dobrze mają bawić się tylko influencerzy pokroju Stiflera, Gimpera czy Mini Majka? Dlaczego na własne więzienne reality show nie zasługują nasi krajowi founderzy czy inwestorzy? Sami w redakcji nie wyprodukujemy takiego show, ale możemy przynajmniej zastanowić się, jak mogłoby one wyglądać. A nuż tekst przeczyta jakiś telewizyjny magnat i, zainspirowany niniejszym szkicem, dostrzeże potencjał w takim przedsięwzięciu.

A my już jesteśmy pewni, że chętnych do udziału w nim by nie brakowało.

Cela A: founderzy. Czyli ludzie, którzy i tak nie wychodzą na wolność

W pierwszej celi osadzamy polskie founderki oraz founderów, czyli tę barwną grupę społeczno-gospodarczą, która i bez więzienia żyje w izolacji społecznej. Różnicą jest jedynie to, że w więzieniu dostają trzy posiłki dziennie, a w startupie — trzy deadliny dziennie. Founder, który trafia do Odsiadki, może poczuć się wręcz… wypoczęty. Wreszcie zyskuje odpowiednie warunki do pracy:

  • brak maili od inwestorów,
  • brak telefonów od developera, który „jeszcze pięć minut i będzie”,
  • brak konieczności udowadniania światu, że jego marketplace na paszę dla orek ma potencjał globalny.

Niektórzy founderzy mogliby nawet strategicznie wybrać więzienie, by w końcu nadrobić zaległości w spaniu. W końcu — jak pisał Seneka — „niewola jest bardziej stanem ducha niż ciała”. A założyciel startupu już dawno, nomen omen, zniewolił się sam.

Cela B: inwestorzy VC. Królowie term sheetów na 9 m²

Inwestor VC w więzieniu to obraz jak z innej rzeczywistości. Oto człowiek, który przez lata przychodził na DemoDay do warszawskiej Rotundy czy krakowskiego Hevre, by zadać jedno pytanie na siedem pitchy: „a jaki macie CAC vs LTV?”

W Odsiadce nikt już nie pyta o to, jakie są wskaźniki sukcesu. Łóżko jest zawsze jedno (można nazwać to modelem monolitycznym), toaleta — open source (niestety dosłownie), a rachunek zysków i strat ogranicza się do tego, czy zjesz czy nie zjesz gołąbki syberyjskie według przepisu Janusza Palikota.

Ale to nie oznacza, że VC przestanie inwestować. Wręcz przeciwnie — szybko zauważy assety w otoczeniu:

  • spółdzielnia osadzonych → przyszły unicorn w branży półlegalnego rzemiosła,
  • rama od łóżka → minimum viable product do nowej grywalizowanej aplikacji fitness,
  • spacerniak → coworking open-air z elementami mindfulness.

Po tygodniu w celi inwestor wyjdzie z pitch deckiem: „Zmiana doświadczeń związanych z pobytem w więzieniu dzięki sztucznej inteligencji i technologii blockchain”.

Cela C: LinkedIn influencerzy. Czyli ludzie, którzy nawet za kratami napiszą, że to ich świadoma decyzja

Trzecia cela to serce całego programu: tu zamykamy influencerów biznesowych. Tych, którzy na LinkedInie co rano publikują post o tym, jak pokonali własne słabości, a po południu — drugi: „czego nauczyłem się dziś od pani w Żabce”.

W więzieniu influencer odnajdzie się jak ryba w wodzie. Już pierwszego dnia wrzuci post napisany drutem na papierze toaletowym: „dziś rozpocząłem nową podróż. Kraty? To tylko mindset. Prawdziwe więzienie siedzi w głowie.”

Zanim snujący się po więziennym korytarzu strażnik zdąży krzyknąć „cisza nocna”, influencer będzie miał:

  • program motywacyjny dla współosadzonych,
  • mastermind „Cela 2.0: Mindset Leadership”,
  • pierwszy viral: „5 lekcji, jakie dała mi samotność w celi — lekcja 4 zmieni Twoje życie”;
  • sesję zdjęciową z kubkiem więziennej kawoherbaty w roli tła (#prisonfoodporn).

Oczywiście, każdy post zakończy się hasłem: „dziękuję sobie, że mam odwagę dzielić się tą historią”. Ewentualnie: „smacznego”.

Wspólny challenge: 7 dni bez Internetu

To byłby najtrudniejszy element programu. Bo founder bez Internetu — nie sprawdzi, czy AWS nie padł. Bo VC bez Internetu — nie sprawdzi kursu Bitcoina. Bo influencer bez Internetu — właściwie już po pierwszej godzinie zaczyna tracić tożsamość.

Bez dostępu do globalnej wioski, nasi bohaterowie zobaczyliby rzeczy, o których istnienia nie mieli pojęcia (albo przynajmniej o nich zapomnieli):

  • ludzie patrzących w oczy zamiast w ekrany,
  • cisza,
  • nuda,
  • a być może nawet… własne myśli.

To byłby najbardziej transformacyjny element show. Prawdziwy dylemat innowatora. Element bardziej wyczerpujący niż elevator pitch. Bardziej rozwojowy niż wszystkie polskie konferencje o innowacjach razem wzięte. Ba, ukończenie „Odsiadki” dałoby więcej satysfakcji niż nagrody na tychże konferencjach przyznawane.

A czego moglibyśmy dowiedzieć się my, skromni widzowie i nadwiślański ekosystem?

Może tego, że…

… czasem warto zamknąć się w swojej celi na kilka dni, by zobaczyć, gdzie naprawdę idziemy?

… że bez telefonu i pitch decka da się żyć (choć nie wiadomo, jak długo)?

… że startupy to w gruncie rzeczy też więzienie — tylko z lepszą kuchnią i gorszą opieką medyczną?

… a polska scena biznesowa jest równie barwna jak każdy reality show — tylko odrobinę gorzej oświetlona?

Na koniec: czy taki reality show miałby sens?

Tak.

Nie.

Może…?

Ale jedno jest pewne: oglądalibyście to jak szaleni. Bo nic nie fascynuje nas tak bardzo, jak patrzenie, jak ludzie zamknięci w małej przestrzeni próbują udowodnić, że są wolni.

A founderzy, VC i influencerzy osiągnęli w tym absolutne mistrzostwo.

Czytaj także: