Dostępny na Netfliksie program, „Mortality”, to nie tylko traktat o przemijaniu, ale przede wszystkim manifest wolności słowa, który każdy budujący markę osobistą przedsiębiorca powinien przeanalizować z niemal naukowym rygorem. Gervais uczy nas, że w ekonomii uwagi najgorszą zbrodnią nie jest bycie kontrowersyjnym, lecz bycie nijakim.
Filozofia „Magic Trick”: prowokacja jako technika narracyjna
Gervais często powtarza, że żart to „sztuczka magiczna” — opiera się na błędnym ukierunkowaniu uwagi słuchacza, by na końcu zaskoczyć go puentą. W „Mortality” oraz wcześniejszych specjalach, jak „Armageddon”, komik broni prawa do poruszania tematów tabu, argumentując, że obraza jest produktem ubocznym wolności słowa, a nie jej celem. Przekładając to na język biznesowy, możemy wykorzystać słowa brytyjskiego komika jako inspirację do konstruowania pitchingu:
- rozróżnienie celu od podmiotu: Gervais podkreśla, że można żartować z „trudnych” tematów, nie atakując przy tym ludzi. W biznesie oznacza to odwagę w bezlitosnym punktowaniu patologii rynku, nieefektywności konkurencji czy głupoty starych paradygmatów, bez lęku, że „kogoś to urazi”;
- brutalna szczerość jako hook: jeśli Twój pitchdeck zaczyna się od wygładzonej statystyki, zginiesz w tłumie. Jeśli jednak — wzorem Gervaisa — zaczniesz od kontrowersyjnej, lecz prawdziwej tezy o „śmierci” obecnego modelu biznesowego, zyskujesz szansę zyskać coś, za co inwestorzy płacą miliony: autentyczne skupienie.
Budowanie marki na polaryzacji: „ci, co cię kochają, kupują ci dom”
W jednym z wywiadów promujących „Mortality”, Gervais rzucił myśl, która powinna stać się mantrą budowania personal brandingu: „Musisz polaryzować. Jeśli robisz coś wartościowego, tyle samo osób będzie cię nienawidzić, co kochać. Ale ci, co cię nienawidzą, nie mają na ciebie wpływu. Ci, co cię kochają — to oni kupują ci dom”.
W świecie startupów panuje ułuda, że musimy być lubiani przez wszystkich. Ba, powiedzmy więcej: w naszym ekosystemie czuć atmosferę lęku, żeby kogoś (lub jakiejś instytucji) przypadkiem nie urazić swoją wypowiedzią. Czy mowa tu o poście na LinkedIn, czy o rozmowie w MamStartup Podcast, czy w trakcie wystąpienia na Carpathian Startup Fest. Gervais pokazuje, że radykalna wyrazistość jest filtrem. Founder, który głosi niepopularne sądy, buduje wokół siebie „plemię” lojalnych zwolenników, pracowników i inwestorów, którzy wierzą w jego wizję właśnie dlatego, że nie jest ona dla każdego.
Wolność słowa w wydaniu Gervaisa to nie jest bezmyślne rzucanie inwektyw. To intelektualny rygor polegający na tym, by nie wycofywać się z raz obranej drogi pod presją „tłumu”. W mediach społecznościowych founder-prowokator (w dobrym tego słowa znaczeniu) nie walczy o zasięgi, lecz o rezonans.
Ułuda bezpieczeństwa i „mortality” marki
Tytułowa „śmiertelność” w programie Gervaisa ma drugie dno. Można go czytać jako przestrogę przed skostnieniem. Gervais, mimo ogromnego majątku, wciąż idzie pod prąd, ryzykując cancel culture. Po co? Bo Gervais wciąż chce być tym gościem, który liczy się w branży rozrywkowej. Dla przedsiębiorcy ułudą jest wiara, że „bezpieczna” komunikacja zapewni trwałość marki. Prawda jest taka, że w dobie AI i nadprodukcji treści, bezpieczna marka umiera szybciej. Prawdziwa innowacja wymaga naruszenia status quo, a to z definicji jest aktem agresji wobec starego porządku. Jeśli Twój pitchdeck nie wywołuje u nikogo dyskomfortu, być może nie jest tak innowacyjny, jak myślisz.
Możemy to ująć za pomocą prostego modelu prawdopodobieństwa sukcesu marki P(S) w zależności od stopnia wyrazistości przekazu V:

gdzie C to aktualny poziom konformizmu rynkowego. Im bardziej Twoja wyrazistość V odbiega od konformizmu C, tym większy potencjał na „wybuchowy” sukces, mimo rosnącego oporu materii.
Pułapka „charmlessness”: kiedy prowokacja zawodzi?
Należy jednak pamiętać o krytyce, jaka spłynęła na Gervaisa przy okazji „Mortality”. Niektórzy recenzenci zarzucają mu, że stał się „charmless” (pozbawiony uroku), a jego obrona wolności słowa stała się przewidywalną rutyną bogacza odciętego od rzeczywistości. To także kluczowa lekcja dla founderów:
- prowokacja musi służyć celowi: jeśli jesteś kontrowersyjny tylko dla poklasku, a nie stoi za tym lepszy produkt lub nowa prawda rynkowa, stajesz się męczący;
- kontekst jest królem: Gervais wygrywa, bo jest mistrzem struktury. Founder musi wiedzieć, kiedy „odbezpieczyć granat” wolności słowa, a kiedy przejść do konkretów operacyjnych.
Odważ się mówić własnym głosem
Ricky Gervais w „Mortality” przypomina nam, że wszyscy jesteśmy tu tylko na chwilę. Startup, marka osobista, nasze wielkie idee — to wszystko ma swoją datę ważności. Czy naprawdę chcesz spędzić ten czas, obawiając się nastąpić komuś na odcisk, żyjąc w wyimaginowanym lęku i wygładzając każdy slajd Twojego pitchdecku tak długo, aż stanie się przezroczysty? Wolność słowa to najpotężniejszy oręż foundera. Pozwala wycinać ścieżkę w otaczającym nas szumie, budować autentyczne więzi i — co najważniejsze — pokazać, że za startupem stoi człowiek z krwi i kości, a nie algorytm do generowania korporacyjnego żargonu.