Koniec z zielonymi deklaracjami. Polski system pokaże fabrykom tekstylnym, ile mikrowłókien naprawdę płynie w ich rurach – Baltic Jungle Lab

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

Koniec z zielonymi deklaracjami. Polski system pokaże fabrykom tekstylnym, ile mikrowłókien naprawdę płynie w ich rurach – Baltic Jungle Lab

Udostępnij:

Branża tekstylna od lat zmaga się z łatką jednego z największych trucicieli planety, ale walka z mikroplastikiem przypominała dotąd błądzenie po omacku. Baltic Jungle Lab, zwycięzca 8. edycji Szkoły Pionierów PFR, zamierza to zmienić, wprowadzając sensory tam, gdzie nikt dotąd nie zaglądał – prosto do fabrycznych rur.

Twórcy startupu nie chcą jednak tworzyć jedynie „zielonych laurek”. Przekonują, że ich technologia to przede wszystkim narzędzie operacyjne, które pozwala fabrykom optymalizować koszty, energię i chemię, przy okazji rozwiązując globalny problem mikrowłókien. Czy polski startup poradzi sobie w „procesowej dżungli” globalnego południa? O brutalnych realiach rynku, odróżnianiu plastiku od brudu i marzeniu o etycznej produkcji, rozmawiamy z założycielami Baltic Jungle Lab – Sandrą Zalas oraz Igorem Veredynem.

Zamieniacie niewidoczne zanieczyszczenie mikroplastikiem w mierzalne dane dla branży tekstylnej. W jaki sposób?

Dziś mikroplastik, a konkretnie emisja mikrowłókien w fabrykach, jest problemem „niewidzialnym”. Wiadomo, że powstaje, ale nikt nie widzi dokładnie gdzie i kiedy.
Projektujemy nasze rozwiązanie tak, by instalować sensory bezpośrednio w liniach procesów mokrych i w czasie rzeczywistym zamieniać to, co płynie w rurach, w dane. Dzięki temu fabryka może po raz pierwszy zobaczyć, które procesy i materiały generują emisje mikrowłókien, zamiast tylko domyślać się tego na podstawie badań laboratoryjnych wykonywanych post factum.

To otwiera drogę do realnej optymalizacji procesów i szukania źródeł emisji u podstaw.

Na ile Wasza detekcja oparta na sensorach jest w stanie odróżnić mikroplastik od innych zawiesin organicznych w tak „brudnym” środowisku.

To jedno z kluczowych wyzwań, bo ścieki tekstylne należą do najbardziej „brudnych” środowisk przemysłowych. Dlatego nie opieramy się na jednym sygnale. Nasze podejście polega na integracji detekcji optycznej z dodatkowymi sygnałami kontekstowymi, które pozwalają odróżnić mikrowłókna od barwników, osadów czy materii organicznej.

Projektujemy system od początku z myślą o realnych warunkach fabrycznych, a nie o sterylnym laboratorium. To właśnie tam dziś najbardziej brakuje wiarygodnych danych.

Wasza technologia pozwala fabrykom „zobaczyć” mikroplastik. Czy branża tekstylna, często oskarżana o greenwashing, widzi w Was partnera, który pomoże im się oczyścić (dosłownie i wizerunkowo), czy raczej obawia się danych, które mogą obnażyć skalę ich problemów?

Dane zawsze budzą emocje i to jest zrozumiałe. W praktyce jednak, gdy rozmawiamy z fabrykami i markami, mikroplastik rzadko jest dla nich problemem stricte wizerunkowym. Częściej jest sygnałem nieefektywnych procesów: nadmiernego użycia chemii, energii, wysokich temperatur czy strat materiałowych.
Dlatego zaczynamy od partnerów, którzy chcą używać danych operacyjnie, a nie marketingowo. My nie dostarczamy „zielonych deklaracji”, tylko narzędzie do podejmowania lepszych decyzji procesowych.

A transparentność? Ona przychodzi jako efekt uboczny dobrze działającego systemu, nie jako hasło.

Nazwa Baltic Jungle Lab sugeruje silne zakorzenienie lokalne, ale problem mikroplastiku nie zna granic. Jak planujecie wyjść z Bałtyku lub czy w ogóle to planujecie? Czy Wasz system jest gotowy na specyfikę gigantycznych rynków tekstylnych w Azji czy Ameryce Łacińskiej, gdzie normy środowiskowe dopiero zaczynają gonić te europejskie?

Bałtyk jest naszym punktem wyjścia, tożsamością i rodzinnymi stronami. Od początku projektujemy system z myślą o fabrykach działających w bardzo różnych realiach – także tam, gdzie normy środowiskowe dopiero się kształtują, a infrastruktura bywa trudniejsza niż w Europie.

Jeśli technologia ma mieć sens globalnie, musi działać w „dżungli” procesowej: przy wysokich stężeniach chemii, dużych wolumenach i zmiennych warunkach. To jest dla nas punkt odniesienia, nie wyjątek.

Dlatego Baltic Jungle.

Wygraliście 8. edycję Szkoły Pionierów PFR, pokonując dziesiątki innych innowacyjnych projektów. Gdybyście mieli wskazać jedną, konkretną rzecz – czy to feedback od mentora, czy brutalne zderzenie z rynkiem podczas programu – która najbardziej zmieniła Wasze myślenie o Baltic Jungle Lab, co by to było?

Poza wspaniałymi mentorami, których spotkaliśmy w Szkole Pionierów i którzy wspierają nas do dziś, najbardziej ukształtowała nas „praca w terenie”, czyli rozmowy z branżą. Jeden z ekspertów powiedział nam wprost: w wielu regionach świata mikrowłókna nie są dziś problemem numer jeden – tam ludzie pracują w środowisku pełnym toksycznych chemikaliów.

To było brutalne, ale bardzo ważne. Uświadomiło nam, że nasza technologia musi wpisywać się w szerszą poprawę procesów, a nie działać w oderwaniu od realnych priorytetów fabryk. I to mocno wpłynęło na to, jak dziś budujemy Baltic Jungle Lab.

Do czego dążycie w kontekście Baltic Jungle Lab? Jakie są Wasze marzenia? 🙂

Marzymy o tym, żeby produkcja odzieży była jednocześnie opłacalna i bezpieczna dla ludzi oraz planety – po prostu etyczna. Jeśli Baltic Jungle Lab pomoże fabrykom ograniczyć straty materiałowe, chemiczne i energetyczne, a przy okazji zmniejszyć emisje mikroplastiku, to znaczy, że robimy coś sensownego.

A ambicje? Chcemy budować globalną technologię. Jeśli po drodze pojawi się Dolina Krzemowa czy STATION F, potraktujemy je jako narzędzie, nie cel sam w sobie. Najważniejsze jest dla nas połączenie innowacyjności z realnym dobrem dla planety i człowieka.

Materiał powstał we współpracy z PFR

Czytaj także: