Rozmowa Rafała Brzoski na kanale Warszawski Koks miała pozornie nieoczywisty punkt wyjścia. Z jednej strony — twórcy internetowego uniwersum kojarzonego ze sportem, lifestyle’em i bezpośrednim językiem. Z drugiej — przedsiębiorca, który zbudował jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich firm technologiczno-logistycznych i od lat chętnie wypowiada się nie tylko o biznesie, ale także o geopolityce, sztucznej inteligencji, Europie, demografii czy kondycji polskiej gospodarki.
W efekcie powstała rozmowa momentami bardzo ciekawa, momentami efektowna, a momentami wymagająca chłodnej weryfikacji. Brzoska mówi szeroko: od chińskiej kontroli nad surowcami krytycznymi, przez automatyzację i „podatek od robota”, po europejską biurokrację, polskie kompleksy gospodarcze i zjawiska UFO. To nie jest więc zwykła rozmowa o drodze founder–CEO. To raczej mapa lęków, ambicji i obsesji współczesnego kapitalizmu technologicznego.
Warto jednak potraktować tę rozmowę nie jako zestaw gotowych prawd, lecz jako punkt wyjścia do sprawdzenia kilku mocnych tez.
Chiny mają w ręku surowcową dźwignię nacisku na Zachód
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy była refleksja Brzoski po udziale w spotkaniach Grupy Bilderberg. Przedsiębiorca przekonywał, że realna władza we współczesnej gospodarce nie polega dziś wyłącznie na kontroli nad platformami cyfrowymi, kapitałem czy armią. Coraz częściej polega na kontroli nad tym, z czego buduje się nowoczesny świat: baterie, smartfony, elektronikę, turbiny wiatrowe, auta elektryczne, systemy obronne i infrastrukturę energetyczną.
Brzoska ujął to dosadnie: „Chińczycy słuchajcie kontrolują z top 10 minerałów, od których zależy nasze życie ten wyświetlacz ta puszka ten telefon […] to wszystko to w bardzo dużej części jest 10 bardzo rzadkich pierwiastków z których 10 światowa produkcja jest w rękach Chińczyków”.
To zdanie jest publicystycznie mocne, ale wymaga doprecyzowania. Chiny rzeczywiście dominują w wielu ogniwach łańcucha dostaw surowców krytycznych, zwłaszcza w rafinacji i przetwarzaniu. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2024 roku Chiny odpowiadały za około 60 proc. światowego wydobycia magnetycznych pierwiastków ziem rzadkich i aż 91 proc. ich rafinacji. To oznacza, że nawet jeśli część surowca wydobywana jest poza Chinami, droga do finalnego zastosowania technologicznego często i tak prowadzi przez chiński przemysł przetwórczy.
(Fact check: International Energy Agency podaje, że w 2024 roku Chiny odpowiadały za 60 proc. globalnego wydobycia magnetycznych pierwiastków ziem rzadkich i 91 proc. ich rafinacji.)
To ważne rozróżnienie. Brzoska trafnie identyfikuje problem strategicznego uzależnienia Zachodu od Chin, ale skrót „światowa produkcja jest w rękach Chińczyków” może zacierać różnicę między wydobyciem, rafinacją, produkcją komponentów i kontrolą nad gotowym łańcuchem wartości. W praktyce najważniejsza jest właśnie rafinacja i przetwarzanie — bo tam powstaje realna przewaga przemysłowa. Dlatego Unia Europejska, USA i kraje G7 coraz mocniej mówią o dywersyfikacji dostaw. Wbrew pozorom, to nie jest akademicki spór o geologię. To jeden z najważniejszych sporów geopolitycznych tej dekady.
Europa naprawdę ma problem z tempem działania — ale diagnoza „biurokratyczny paraliż” jest tylko częścią prawdy
Brzoska bardzo krytycznie mówił o Europie. Według niego Stary Kontynent przegrywa globalny wyścig gospodarczy, ponieważ dławi się regulacjami, traci zdolność szybkiego działania i zbyt często przedkłada procedury nad konkurencyjność. Jako przykład podał czas potrzebny na uruchomienie kopalni metali ziem rzadkich w Skandynawii: „otwarcie kopalni słuchajcie takiej właśnie która będzie wydobywać metale ziem rzadkich w Skandynawii to jest 35 lat”.
Nie udało się nam zweryfikować tej liczby jako uniwersalnej reguły dla europejskich projektów wydobywczych. Można ją traktować raczej jako hiperbolę lub odniesienie do długotrwałości konkretnych procesów inwestycyjnych, obejmujących rozpoznanie złóż, decyzje środowiskowe, finansowanie, konsultacje społeczne, infrastrukturę i pozwolenia. Sama Unia Europejska przyznaje jednak, że problem istnieje. Właśnie dlatego przyjęto Critical Raw Materials Act, który dla strategicznych projektów surowcowych przewiduje krótsze ścieżki administracyjne: do 27 miesięcy dla projektów wydobywczych oraz do 15 miesięcy dla projektów przetwarzania i recyklingu.
(Fact check: Komisja Europejska opisuje Critical Raw Materials Act jako mechanizm skracający procedury dla strategicznych projektów: do 27 miesięcy dla wydobycia i 15 miesięcy dla przetwarzania oraz recyklingu.)
Krytyka ze strony Rafała Brzoski nie jest więc wyssana z palca. Europa rzeczywiście próbuje przyspieszyć. Równocześnie nie da się sprowadzić problemu wyłącznie do „biurokracji”. Projekty wydobywcze są konfliktogenne: dotyczą środowiska, wody, społeczności lokalnych, własności ziemi i ryzyka trwałej degradacji krajobrazu. Przyspieszanie inwestycji surowcowych może być konieczne, ale nie jest darmowe społecznie.
Brzoska ostro ocenił również niemiecką decyzję o zamknięciu elektrowni jądrowych, mówiąc: „zamknięcie elektrowni jądrowych w Niemczech jest największym sukcesem rosyjskiej agentury największym”.
Fakt jest taki: ostatnie trzy niemieckie elektrownie jądrowe — Isar 2, Emsland i Neckarwestheim 2 — zostały wyłączone 15 kwietnia 2023 roku. Ocena, że był to „sukces rosyjskiej agentury”, jest jednak tezą polityczną, nie udowodnionym faktem. Można argumentować, że niemiecki atomowy exit zwiększył zależność od innych źródeł energii i utrudnił politykę klimatyczno-przemysłową. Ale przypisanie tego skutku rosyjskiej agenturze wymagałoby dowodów, których w tej rozmowie nie przedstawiono.
(Fact check: Niemiecki Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Gospodarki Odpadami Jądrowymi informuje, że ostatnie trzy niemieckie elektrownie jądrowe wyłączono 15 kwietnia 2023 roku.)
Najuczciwsza i najbliższa faktom interpretacja brzmi więc tak: Brzoska trafnie wskazuje europejski problem strategicznej powolności, ale jego najbardziej efektowne sformułowania są publicystycznym skrótem, a nie pełną analizą instytucjonalną.
AI i roboty zmienią rynek pracy — ale „Terminator” to metafora, nie prognoza
Brzoska dużo miejsca poświęcił sztucznej inteligencji, robotyce i automatyzacji. W tym fragmencie rozmowy pojawia się ton ostrzegawczy. Przedsiębiorca mówił: „obawiam się świata w którym wizja Terminatora staje się rzeczywistością to to już nie jest science fiction bunt maszyn jest bardziej w sumie rzeczywisty niż ci kosmici” („ci kosmici” dlatego, że we wcześniejszych wypowiedział Rafał Brzoska przyznawał, iż wierzy w istnienie obcej cywilizacji – o czym będzie mowa poniżej).
To zdanie jest nośne medialnie, ale wymaga doprecyzowania. A zatem… Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś, czy roboty „zbuntują się” przeciwko ludziom. Bardziej przyziemne, a przez to poważniejsze pytanie brzmi: które zadania zostaną zautomatyzowane, kto straci przewagę negocjacyjną na rynku pracy, kto zyska dzięki AI produktywność, a kto zostanie wypchnięty z dobrze płatnych zawodów? Tej kwestii poświęcaliśmy na łamach MamStartup wiele uwagi.
Brzoska mówił też o możliwej odpowiedzi państwa: „na pewno będzie podatek od robota bo czemu nie”. Wspominał również o potrzebie rozmowy o uniwersalnym dochodzie minimalnym lub podstawowym dla osób, których praca zostanie zastąpiona przez automatyzację.
Tu jego intuicja wpisuje się w realną debatę. McKinsey szacował, że do 2030 roku w USA nawet 12 mln osób może potrzebować zmiany zawodu w wyniku automatyzacji i przemian rynku pracy związanych m.in. z generatywną AI. OECD z kolei podkreśla, że choć na razie nie ma jednoznacznych dowodów na masową utratę miejsc pracy przez AI, ryzyko automatyzacji pozostaje wysokie, a zawody najbardziej narażone obejmują znaczną część zatrudnienia w krajach OECD.
(Fact check: OECD wskazuje, że dotychczas nie ma jednoznacznych dowodów na masowe zwolnienia spowodowane AI, ale zawody o najwyższym ryzyku automatyzacji odpowiadają za istotną część zatrudnienia w krajach OECD.)
To oznacza, że Brzoska ma rację w jednym: dyskusja o AI jako zjawisku społecznym, podatkowym i politycznym jest nieunikniona. Ale warto zachować precyzję. Dzisiejsze dane nie mówią jeszcze o prostym scenariuszu „AI zabiera wszystkim pracę”. Raczej o głębokim przetasowaniu: zmianie zadań, kompetencji, produktywności, wynagrodzeń i siły przetargowej pracowników.
Innymi słowy: mniej „Terminatora”, więcej cichej restrukturyzacji całych zawodów.
Polska musi przestać być „tanią montażownią” — ale patriotyzm gospodarczy nie wystarczy
Najbardziej lokalny, polski fragment rozmowy dotyczył ambicji gospodarczych. Brzoska przekonywał, że Polska nie może już budować przewagi na taniej pracy, montowniach i podwykonawstwie. Powinna rozwijać globalnych czempionów, specjalizacje technologiczne i własne kompetencje w obszarach takich jak AI, robotyka czy małe reaktory jądrowe. Mówił też o znaczeniu polskich firm: „prywatne firmy generują ponad 76% polskiego PKB […] i zatrudniamy prawie 70% wszystkich pracowników”. W innym miejscu, przywołując Inpost, podkreślał: „podatki płacimy w Polsce rekordowe tak płacimy pięć razy więcej niż wszystkie firmy zagraniczne w Polsce razem”.
Pierwsza teza — o znaczeniu sektora prywatnego — jest co do kierunku zgodna z obrazem polskiej gospodarki: prywatne przedsiębiorstwa są fundamentem zatrudnienia, inwestycji i wzrostu. Wymagałaby jednak bardzo precyzyjnego źródła, bo udział sektora prywatnego w PKB i zatrudnieniu zależy od metodologii: czy mówimy o całej gospodarce narodowej, przedsiębiorstwach niefinansowych, wartości dodanej, zatrudnieniu najemnym, pracujących ogółem czy sektorze przedsiębiorstw.
Druga teza — że InPost płaci „pięć razy więcej” podatków niż wszystkie firmy zagraniczne w Polsce razem — jest bardzo mocna i wymagałaby osobnej, liczbowej weryfikacji. Bez wskazania okresu, rodzaju podatków i grupy porównawczej trudno ją ocenić. Czy chodzi o CIT? VAT? składki? daniny publiczne ogółem? firmy zagraniczne z danej branży? spółki logistyczne? cały kapitał zagraniczny? Bez tych danych stwierdzenie działa retorycznie, ale nie daje czytelnikowi możliwości rzetelnego sprawdzenia.
Znacznie ciekawsza jest jednak głębsza myśl Brzoski: Polska potrzebuje własnych firm skalujących się globalnie. Tu trudno się spierać. Problem polega na tym, że globalny czempion rzadko pozostaje „czysto narodowy” w sensie kapitałowym. Sam Brzoska w rozmowie tłumaczył, że rozmycie struktury właścicielskiej bywa ceną za ekspansję. Lepiej mieć mniejszy udział w wielomiliardowej firmie działającej globalnie niż pełną kontrolę nad lokalnym biznesem bez szans na skalowanie.
To dość istotne przesunięcie w rozumieniu patriotyzmu gospodarczego. W XXI wieku patriotyzm gospodarczy nie musi oznaczać zamknięcia firmy w narodowej szkatułce. Może oznaczać budowę kompetencji, centrów decyzyjnych, miejsc pracy, podatków, IP i ambicji ekspansji z Polski — nawet jeśli kapitał jest międzynarodowy.
UFO: najciekawszy i najbardziej ryzykowny fragment rozmowy
Najbardziej zaskakujący wątek rozmowy dotyczył UFO, a precyzyjniej — UAP, czyli unidentified anomalous phenomena. Brzoska odcinał się od najbardziej absurdalnych teorii spiskowych, ale jednocześnie mówił bardzo kategorycznie: „no ja odsłuchałem tą konferencję ona była wielogodzinne przesłuchanie no nie mam żadnych wątpliwości nie mam żadnych wątpliwości że nie jesteśmy sami”.
To zdanie jest najmocniejsze w całej rozmowie — i właśnie dlatego wymaga największego dystansu.
Fakty są takie: temat UAP rzeczywiście trafił do poważnych instytucji. Były przesłuchania w amerykańskim Kongresie, byli wojskowi i byli urzędnicy składali zeznania, a NASA przygotowała raport poświęcony badaniu niewyjaśnionych zjawisk powietrznych. Ale raport NASA z 2023 roku stwierdza wyraźnie, że w recenzowanej literaturze naukowej nie ma rozstrzygających dowodów wskazujących na pozaziemskie pochodzenie UAP.
(Fact check: Raport niezależnego zespołu NASA z 2023 roku stwierdza, że w recenzowanej literaturze naukowej nie ma rozstrzygających dowodów na pozaziemskie pochodzenie UAP.)
To nie znaczy, że każde zjawisko da się łatwo wyjaśnić. Nie znaczy też, że temat jest niepoważny. Oznacza natomiast, że droga od „istnieją niewyjaśnione obserwacje” do „nie jesteśmy sami” jest bardzo długa. Brzoska ma prawo do osobistego przekonania, ale czytelnik powinien oddzielić trzy poziomy tej sprawy: po pierwsze, istnieją niewyjaśnione obserwacje; po drugie, państwa i wojsko interesują się nimi ze względów bezpieczeństwa; po trzecie, nie ma publicznie dostępnych, naukowo potwierdzonych dowodów na pozaziemskie pochodzenie tych zjawisk.
Najuczciwiej byłoby więc powiedzieć: Brzoska dotyka tematu, który przeszedł z marginesu kultury popularnej do języka instytucji publicznych. Ale jego wniosek idzie dalej niż dostępne dowody.
Brzoska jako narrator epoki przyspieszenia
Najciekawsze w tej rozmowie nie jest to, że Rafał Brzoska ma rację we wszystkim. Nie ma. Czasem upraszcza, czasem używa ostrych metafor, czasem formułuje tezy, które wymagają mocniejszych danych. Czasem ucieka w PR służący budowaniu wizerunku InPost. Ale właśnie dlatego ta rozmowa jest interesująca: pokazuje sposób myślenia przedsiębiorcy, który patrzy na świat jak na system naczyń połączonych.
Metale ziem rzadkich łączą się tu z bezpieczeństwem Europy. AI — z podatkami i demografią. Polskie kompleksy — z rynkiem kapitałowym. Robotyka — z przyszłością pracy. UAP — z pytaniem o granice wiedzy i wiarygodności instytucji.
Brzoska występuje w tej rozmowie nie tylko jako founder InPostu, ale jako obserwator – albo i narrator epoki przyspieszenia. Epoki, w której biznes nie może już udawać, że działa poza geopolityką, technologią, energią, surowcami i społecznymi kosztami automatyzacji.
To rozmowa warta uwagi. Pod jednym warunkiem: nie należy jej słuchać jak objawienia. Lepiej potraktować ją jak zaproszenie do intelektualnego audytu — sprawdzania liczb, oddzielania faktów od opinii i testowania wielkich tez w kontakcie z danymi.