Świst. Najpierw jest świst.
Cichy dźwięk mknący w upalnym powietrzu. To akustyczna awangarda zdarzenia: zapowiedź, która nadchodzi minimalnie szybciej niż sam fakt. Przez tę mikro-chwilę zboże jeszcze stoi, wciąż łudzi się swoją nienaruszalnością, chociaż jego los został już rozstrzygnięty
Bo tuż-tuż za dźwiękiem pędzi stalowe ostrze kosy.
Czy katastrofę — tę małą, intymną, jak i tę wielką, cywilizacyjną czy biznesową — da się przewidzieć i ominąć? Czy ów świst jest dla nas szansą, ostatnim sygnałem, by uchylić głowę, czy jedynie akustycznym cieniem nieuchronnego, które i tak za moment się dokona? Moja sceptyczna natura podpowiada mi, że jako ludzie nagminnie mylimy sygnał ostrzegawczy z samym skutkiem. Słyszymy świst, ale paraliżuje nas iluzja, że skoro łodyga jeszcze trwa w pionie, to katastrofa pozostaje tylko pesymistyczną hipotezą.
Socjolog Barry Turner nazwał okres poprzedzający wiele katastrof ich inkubacją: niebezpieczne zdarzenie potrafi dojrzewać wewnątrz organizacji, otoczone sygnałami, które nie pasują do obowiązującego obrazu rzeczywistości i dlatego zostają zignorowane albo zracjonalizowane.
Diane Vaughan, analizując katastrofę promu Challenger, pokazała podobny mechanizm za pomocą pojęcia normalizacji odstępstwa. Coś, co początkowo uchodzi za niebezpieczne, może z czasem przestać budzić lęk, jeżeli kilka razy nie doprowadziło do nieszczęścia. Człowiek jest pod tym względem stworzeniem zdumiewająco pragmatycznym. Jeśli wczoraj przeszedłem przez tory chwilę przed pociągiem i nic się nie stało, dzisiaj mogę uznać, że również zdążę.
Charles Perrow był jeszcze mniej pocieszający. W Normal Accidents dowodził, że w bardzo złożonych i silnie sprzężonych systemach pewnych awarii nie da się całkowicie wyeliminować. Możemy zwiększać bezpieczeństwo, lecz niekoniecznie potrafimy skonstruować świat, w którym nic nigdy nie pójdzie źle.
A potem pojawił się Nassim Nicholas Taleb ze swoim Czarnym Łabędziem, zdarzeniem niewiarygodnym przed wystąpieniem i niemal oczywistym po fakcie. Mamy bowiem osobliwą zdolność produkowania retrospektywnej mądrości. Po katastrofie zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że przecież było wiadomo.
Świst kosy jest pod tym względem uczciwszy. Nie obiecuje, że będziemy mieli czas uciec. Tylko informuje.
Kosiarz
Z tego miejsca już tylko krok do wielkiego mitu kultury europejskiej — do postaci Kosiarza, owej ponurej personifikacji, którą anglosasi określają jako The Grim Reaper. Skąd właściwie wziął się wizerunek Śmierci trzymającej w kościstych dłoniach kosę? Antyk znał przecież męskiego Thanatosa z mieczem lub zgaszoną pochodnią, zaś greckie Faty przecinały nić żywota skromnymi nożyczkami. Dopiero czternastowieczna Europa, przeorana koszmarem Czarnej Śmierci — pandemii dżumy, która kosiła ludzkość bez względu na stan czy majątek — potrzebowała nowej, rolniczej metafory. Człowiek późnego średniowiecza widział, jak całe wioski i miasta znikały w mgnieniu oka, niczym gęste pokosy na sierpniowym polu. Połączenie ikonografii greckiego Kronosa (boga żniw i czasu, dzierżącego sierpień lub kosę) z wyobrażeniem ludzkiego szkieletu w mniszym kapturze stworzyło archetyp bezwzględnego kosiarza dusz.
Kosa stała się najbardziej demokratycznym narzędziem wyrównania: przed jej ostrzem król, chłop, kupiec i biskup stawali się tą samą dojrzałą słomą. Ten obraz niesie w sobie bezwzględną klamrę poznawczą: niezależnie od tego, jak wyrafinowane stworzymy technologie, jak głęboko zabunkrujemy nasz kapitał i jak bardzo uwierzymy w osobistą wyjątkowość — śmierć pozostaje jedynym nieuchronnym horyzontem ludzkiego doświadczenia.
Stylisko, uchwyt, ostrze
Sama kosa jest przedmiotem znacznie subtelniejszym niż można przypuszczać. To arcydzieło tradycyjnej inżynierii użytkowo-kowalskiej. Prosta, a zarazem genialnie przemyślana w swojej ergonomii. Składa się ze stalowego żeleźca — zakrzywionego noża o profilowanym grzbiecie — zamontowanego na drewnianym kosisku. Do tego dochodzi mała, misternie rzeźbiona rękojeść (na Górnym Śląsku zwana hynklem), pierścień mocujący oraz klin
Najbardziej fascynujące jest jednak ostrzenie. Kosę trzeba klepać.
Nie jest to wyłącznie barwny relikt języka dawnej wsi. Klepanie, czyli peening, polega na odpowiednim kształtowaniu i ścieńczaniu strefy metalu przy samej krawędzi. Dopiero potem ostrze regularnie poprawia się osełką. Tradycyjny kosiarz nie czeka więc, aż kosa będzie tępa. Ostrze podostrza podczas pracy.
Kosy nie doprowadza się do porządku dopiero wtedy, gdy zupełnie przestaje ciąć. Dba się o nią zanim się stępi. Tak między nami, to znam niewiele lepszych metafor organizacji. Firmy lubią spektakularne naprawy. Restrukturyzacje. Pivoty. Transformacje. Programy naprawcze. Zwołuje się wtedy spotkania, zatrudnia konsultantów, produkuje prezentacje.
Znacznie mniej efektowne jest codzienne przeciągnięcie osełką.
Rozmowa z klientem, którego zaczynamy tracić. Poprawienie produktu, zanim użytkownicy zaczną odchodzić. Sprawdzenie burn rate’u, zanim na rachunku zostanie sześć tygodni życia.
Może dlatego tak często celebrujemy ratowników, a tak rzadko ludzi, dzięki którym pożaru w ogóle nie było?
Umiejętność kontra moc urządzenia
Jest jeszcze jedna cecha kosy, którą łatwo przeoczyć. Otóż, kosa sama z siebie właściwie niewiele potrafi.
Można kupić najlepszą stal, najlżejsze stylisko, idealnie przygotować ostrze — i nadal kosić fatalnie. Kosa nie rekompensuje braku umiejętności mocą silnika. Nie ma trybu turbo. Nie zwiększy obrotów, kiedy człowiek prowadzi ją pod złym kątem.
W tradycyjnym koszeniu ruch nie polega na brutalnym machaniu ostrzem. Przeciwnie: skuteczność bierze się z płynności, pracy całego ciała, przenoszenia ciężaru oraz prowadzenia ostrza szeroko i nisko. Peter Vido, propagator tradycyjnego koszenia i autor The Scythe Must Dance, zwraca uwagę właśnie na ekonomię ruchu, właściwe przenoszenie ciężaru ciała i takie prowadzenie narzędzia, by nie walczyć z nim własnymi ramionami.
To interesujące szczególnie dzisiaj, ponieważ większość technologii rozwija się dokładnie w przeciwnym kierunku. Maszyna ma coraz częściej kompensować nasze braki. Aparat sam ustawia ostrość, samochód pilnuje pasa, a generatywna AI potrafi napisać kod człowiekowi, który nawet nie wie, jak odpalić BIOSa.
Jeżeli urządzenia stają się coraz potężniejsze, to czy umiejętności użytkowników również będą rosły?
Czy przeciwnie — zaczną zanikać, ponieważ narzędzie coraz mniej od nas wymaga?
Możliwe, że właśnie pod tym względem kosa jest urządzeniem bardziej nowoczesnym, niż chcielibyśmy przyznać – nie ukrywa przed człowiekiem jego niekompetencji.
Rytm
Dobry kosiarz tańczy.
Krok. Przesunięcie ciężaru. Łuk ostrza. Powrót. Krok. Łuk. Powrót.
Słyszycie to? Koszenie ma metrum.
Psycholog Mihály Csíkszentmihályi opisywał stan flow jako szczególne pochłonięcie aktywnością, podczas którego działanie i świadomość niejako stapiają się ze sobą. Koszenie kosą może być dobrym fizycznym obrazem tego zjawiska: kompetencja, rytm, bezpośrednia informacja zwrotna i jasno widoczny rezultat.
Współczesna praca często działa odwrotnie. Pozbawiliśmy ją rytmu fizycznego, pozostawiając rytm powiadomień.
Mail. Slack. Spotkanie. Teams. Mail. Powiadomienie. Kalendarz. Jeszcze jedno spotkanie.
Być może dlatego praca fizyczna wykonywana umiejętnie daje czasem szczególny rodzaj satysfakcji. Człowiek widzi efekt swojego ruchu, a za plecami pozostaje pokos.
Pracownik wiedzy po ośmiu godzinach może mieć natomiast czternaście zamkniętych kart przeglądarki i niejasne poczucie, że właściwie niczego nie skończył. Kosiarz przynajmniej wie, gdzie startował rano i do czego doszedł.
Żniwa
Przed kombajnem żniwa miały własną choreografię.
Kosiarz szedł szerokim ruchem. Za nim zboże układało się w pokos. Dalej pracowali inni. Zboże zbierano, wiązano, suszono, młócono. Dawne encyklopedie rolnicze poświęcały ręcznemu żęciu i kolejnym technologicznym udoskonaleniom zbioru całe hasła, bo jeszcze na początku XX wieku historia przejścia od sierpa i kosy do mechanicznych żniwiarek była stosunkowo świeża.
Pieter Bruegel Starszy namalował w 1565 roku Żniwiarzy. Na pierwszym planie jedni pracują, inni odpoczywają i jedzą pod drzewem; Met przechowuje obraz jako jeden z wielkich pejzaży cyklu pór roku. Lubię ten obraz właśnie dlatego, że Bruegel namalował zmęczenie.
Żniwa są bowiem tym rzadkim momentem, kiedy wynik wielomiesięcznej pracy staje się widzialny.
Przez długi czas rolnik inwestuje w coś, czego rezultat pozostaje niepewny.
Ziarno może nie wykiełkować. Może przyjść susza, katastrofalna ulewa czy grad.
Aż pewnego dnia trzeba wejść w pole i zebrać to, co rzeczywiście wyrosło.
Founderki i founderzy znają tę sytuację lepiej niż chcieliby przyznać.
Pitch deck, prototyp, dziesiątki rozmów z klientami, kolejna iteracja produktu, poprawiony onboarding, e-mail do inwestora, pogawędka z Polą Venczur, jeszcze jeden e-mail do inwestora, wyjazd na Carpathian Startup Fest, akceleracyjny demo day i trzy miesiące ciszy.
Po czym – następują żniwa. Kontrakt, pierwszy zagraniczny klient, może i przejęcie.
Najbardziej podstępna część startupowej mitologii polega na tym, że widzimy głównie żniwa. Informacja prasowa – taka, która spływa do naszej redakcji niemal każdego dnia – nie brzmi przecież: „przez trzy lata prawie nikogo nie obchodziliśmy”.
Brzmi: „startup X pozyskał 8 milionów euro”.
Na fotografii założyciele stoją uśmiechnięci. Nie takich founderów namalowałby Pieter Bruegel Starszy.
Nawet zdecentralizowane finanse stworzyły pojęcie yield farmingu. Technologia, która chciałaby nas przekonać, że unieważniła stary świat, co kilka kroków pożycza słownik od rolnika. Może dlatego, że trudno znaleźć lepszy język dla działalności, w której długo wkłada się pracę w coś, czego rezultat poznamy dopiero później.
Twórcze koszenie
W Capitalism, Socialism and Democracy z 1942 Joseph Schumpeter roku opisywał kapitalizm jako system nieustannie przeobrażany od wewnątrz przez nowe produkty, technologie, modele organizacyjne i rynki. Proces nazwany przez niego creative destruction, twórczą destrukcją, stał się jednym z najbardziej znanych pojęć nowoczesnej ekonomii.
To właściwie ekonomiczna wersja żniw.
Nowe nie tylko rośnie – nowe także ścina.
Streaming nie musiał prowadzić frontalnej wojny z wypożyczalnią VHS.
Smartfon nie wysłał oficjalnego pisma do producentów budzików, kalkulatorów, kieszonkowych aparatów fotograficznych, odtwarzaczy MP3 i konsumenckich urządzeń GPS.
Po prostu stopniowo przejmował ich funkcje. Na tym polega najbardziej elegancka odmiana technologicznego koszenia. Ostrze nie musi uderzyć w konkurenta. Wystarczy, że klienci stracą powód, by do niego przychodzić.
Dla startupów Schumpeter jest patronem wyjątkowo wygodnym. Każdy founder chciałby wierzyć, że trzyma kosę. Znacznie rzadziej bierze pod uwagę możliwość, że sam jest zbożem. Tymczasem twórcza destrukcja nie podpisuje umów o wyłączności. Startup, który dziś podważa stary model, jutro może zostać podważony przez następny.
Nota bene, to kolejna przewaga rolnika nad przedsiębiorcą. Rolnik przynajmniej wie, które z nich jest kosą.
Kosić kasę
Polszczyzna dokonała tymczasem jeszcze jednego ciekawego przesunięcia. Zamiast zarabiać pieniądze, można je kosić.
Wielki słownik języka polskiego PAN odnotowuje potoczne znaczenie czasownika „kosić” odnoszące się do zdobywania czegoś z łatwością; źródła leksykograficzne notują też wprost frazeologizm „kosić kasę” w znaczeniu zarabiania dużych pieniędzy, zwłaszcza łatwo lub bez większego wysiłku.
Interesujące, że nie mówimy: „pielić kasę”, „nawozić kasę” czy chociażby „siać kasę”.
Nie. My chcemy ją kosić. Język usuwa cały proces poprzedzający żniwa i pozostawia sam przyjemny ruch ostrza.
To bardzo startupowe, nieprawdaż? Nasze nagłówki lubią founderów, którzy „zgarnęli miliony”, „zrobili exit”, „zamknęli rundę”. Z perspektywy obserwatora pieniądze rzeczywiście mogą wyglądać jak łan dostatecznie wysokiej pszenicy.
Tyle że rolnik wie, że jeżeli niczego wcześniej nie posiałeś, nie będziesz miał czego kosić.
Inwestycja nie jest zresztą jeszcze plonem. Jest raczej workiem ziarna na następny zasiew. Founder, który traktuje rundę finansowania jak moment zwycięstwa, może łatwo pomylić żniwa z początkiem kolejnego sezonu.
Kosiarka języka
Język biznesu lubi jednak ciąć również wtedy, gdy nikt nie „kosi kasy”.
Firma nie zwalnia ludzi. Ona przeprowadza downsizing.
Nie redukuje działu. Ona „optymalizuje strukturę zatrudnienia”.
Nie rezygnuje z projektów. Ona „realokuje zasoby do strategicznych obszarów wzrostu”.
Badacze komunikacji organizacyjnej zwracali uwagę, że restrukturyzacje i downsizing bywają przedstawiane poprzez metafory odchudzania, odzyskiwania zdrowia czy zwiększania sprawności organizmu. Firma ma być „szczuplejsza”, „zdrowsza”, bardziej „fit”. W tej metaforyce redukcja ludzi zaczyna przypominać terapię.
Kosa jest pod tym względem brutalnie precyzyjna.
Nie „optymalizuje źdźbeł”. Ścina je. Może dlatego potrzebujemy języka technokratycznego. To ten rodzaj języka pozwala zapomnieć, że po drugiej stronie arkusza kalkulacyjnego znajduje się człowiek.
Taka jest kosiarka współczesnego zarządzania: ostrze zostaje osłonięte terminologią. Słychać silnik, ale samego cięcia już nie widać.
Kosa narodowa
W Polsce kosa ma jeszcze jedną biografię.
W pewnym momencie narzędzie gospodarskie zostało odwrócone ostrzem do góry i zamienione w broń. Kosynier stał się jednym z najbardziej sugestywnych symboli insurekcji kościuszkowskiej i chłopskiego udziału w walce. Kosa przestawała być narzędziem podporządkowania natury, a stawała się narzędziem buntu. Muzeum Wojska Polskiego uwzględnia w swoich zbiorach historyczne kosy bojowe i figurę kosyniera w opowieści o insurekcji 1794 roku.
Ten sam kawałek stali może rano ścinać zboże, a po południu wejść do ikonografii narodowej.
Kosynier jest jednak interesujący również z punktu widzenia historii technologii.
Kosa bojowa nie była po prostu zwyczajną kosą trzymaną inaczej. Ostrze przystosowywano do osadzenia wzdłuż drzewca, tworząc broń, którą można było zadawać pchnięcia i cięcia.
Ale sama zasada przemiany pozostaje fascynująco prosta. Ktoś patrzy na urządzenie przeznaczone do jednego celu i pyta: a gdyby użyć go inaczej?
Dzisiaj nazwalibyśmy to repurposingiem.
Albo, w określonych przypadkach, dual use. Technologia cywilna okazuje się możliwa do wykorzystania militarnie. Technologia wojskowa znajduje zastosowanie cywilne. Kosa jest jednym z najbardziej elementarnych przykładów takiej zmiany funkcji. Położona poziomo pomaga karmić. Postawiona pionowo może zabijać.
Czasami odległość między technologią cywilną a militarną wynosi dziewięćdziesiąt stopni.
Śmierć każdego ukołysze
Polska kultura ma również własną Kostuchę. W XV-wiecznej Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią Śmierć nie jest eleganckim panem w czarnym płaszczu. Jest trupem. Odrażającym, cielesnym, bezlitosnym przypomnieniem, że ciało kończy źle.
Kilka stuleci później Jacek Malczewski zrobi rzecz niemal odwrotną. Jego Thanatos staje się piękny. Na obrazie Thanatos z lat 1898–1899 Śmierć jest półnagą kobietą z kosą. Nie musi szczerzyć zębów ani wymachiwać ostrzem. Zbliża się do dworu, podczas gdy stary mężczyzna spogląda z okna.
To chyba jeszcze bardziej niepokojące. Najstraszniejsza Śmierć nie biegnie. Ma czas.
Właściwie zawsze miała.
U Bruegla kosa jest pośród żniwiarzy narzędziem życia. U Malczewskiego przechodzi w ręce Thanatosa. Te dwa obrazy można byłoby powiesić naprzeciw siebie. Widzielibyśmy Ten sam gest. Ale już plon jest zupełnie inny.
Kosa przed kamerą
Kino poradziło sobie ze Śmiercią podobnie jak średniowieczne malarstwo. Po prostu dało jej ciało.
W Siódmej pieczęci Ingmara Bergmana z 1957 roku rycerz Antonius Block wraca z wyprawy krzyżowej do kraju ogarniętego zarazą. Czeka na niego Śmierć. Block proponuje jej partię szachów. Jeśli gra będzie trwała, będzie trwał również on. Zwróćcie uwagę na świadome wykorzystanie przez Bergmana średniowiecznej ikonografii i motywu danse macabre; film kończy przecież jeden z najsłynniejszych filmowych tańców śmierci. W tym filmie człowiek nie wierzy naprawdę, że pokona Śmierć.
Chce ją opóźnić.
W tym sensie niemal cała cywilizacja jest partią szachów z Bergmanowską figurą w czerni. Począwszy od medycyn i szczepionki, przez pasy bezpieczeństwa i kaski rowerowe na głowie, a kończąc na systemach ostrzegania przed tsunami – stale przesuwamy figury, próbując wygrać kilka ruchów.
Śmierć cierpliwie siedzi po drugiej stronie planszy.
Terry Pratchett w Świecie Dysku uczynił Śmierć jednym z najbardziej ludzkich bohaterów całego cyklu. Paradoks polega tam właśnie na tym, że istota, która człowiekiem nie jest, z niesłabnącą fascynacją obserwuje ludzkie zwyczaje.
Kosa przestaje być wyłącznie narzędziem grozy. Staje się częścią zawodu.
Jedyny pracownik z pewnym etatem
A skoro jesteśmy przy pracy, warto wrócić do Kosiarza.
Grim Reaper ma bowiem jedną z najbardziej stabilnych profesji w historii.
Nie grozi mu automatyzacja. Nie potrzebuje reskillingu. Nie uczestniczy w kursie „AI for Reapers”. Nie przychodzi na webinar „Future of Work”. Nie martwi się, że duży model językowy zabierze mu zawód.
Ma również model biznesowy, którego zazdrościłby mu niejeden founder.
TAM obejmuje całą ludzkość. Popytu nie trzeba kreować. CAC wynosi zero. Konkurencja praktycznie nie istnieje. Retencja nie jest problemem. No i produkt jest nieunikniony.
Jedynym naprawdę trudnym parametrem pozostaje timing.
Można nawet powiedzieć, że Śmierć prowadzi jeden z nielicznych naprawdę odpornych na recesję biznesów.
Każda wielka fala technologiczna uruchamia lęk, że maszyny tym razem zabiorą pracę wszystkim. Niektóre zawody rzeczywiście znikają. Inne kurczą się. Powstają kolejne. Zmienia się struktura kompetencji, podział dochodów i pozycja ludzi na rynku pracy. A człowiek uczy maszynę wykonywać kolejne fragmenty własnej pracy, po czym zastanawia się z rosnącym niepokojem, czy właśnie nie nauczył jej o jeden fragment za dużo.
Kosiarz może obserwować tę debatę ze spokojem. Jego profesja przetrwała wszystkie rewolucje przemysłowe. Kosiarza naprawdę nikt nie zwolni. Najwyżej któregoś dnia przyjdzie po dział HR.
Ostatni pokos
I wracamy do świstu.
Może w tym właśnie tkwi przewrotna mądrość kosy, że jest narzędziem wymagającym uwagi. Trzeba wiedzieć, kiedy wejść w pole. Trzeba umieć prowadzić ostrze. Trzeba je klepać. Ostrzyć. Nie można zebrać plonu przedwcześnie.
Ale nie można również czekać bez końca.
Founderzy znają ten problem.
Za wcześnie wejść na rynek — źle. Za późno — być może jeszcze gorzej. Za wcześnie podnieść rundę?
Za późno zacząć jej szukać? Sprzedać firmę? Nie sprzedawać? Skalować? Jeszcze poprawiać produkt? Zatrudniać? Zwalniać?
Każda z tych decyzji jest trochę pytaniem o moment żniw. A nad tym wszystkim unosi się inne pytanie: czy usłyszymy świst, zanim coś zostanie przecięte?
Sygnały o niektórych katastrofach docierają do nas miesiącami. Inne porażki przychodzą z kolei niemal bez zapowiedzi. Jeszcze inne ostrzegają nas wielokrotnie, ale człowiek przyzwyczaja się do ostrzeżenia tak skutecznie, że przestaje je słyszeć.
I to jest chyba najbardziej niepokojąca możliwość. Że kosa świszczała już tyle razy, iż uznaliśmy ten dźwięk za część krajobrazu.
Rolnik ma pod tym względem przewagę nad nami. Nie myli żniw z wiecznością.
My natomiast bardzo lubimy zachowywać się tak, jakby projekty, firmy, technologie, koniunktury, kariery, społeczne mody i my sami mieli trwać trochę dłużej, niż wszystko wskazuje. Może dlatego stworzyliśmy tyle urządzeń, systemów i aplikacji mierzących czas, a tak niewiele naprawdę uczących nas, co z nim zrobić.
Wszystkie mierzą właściwie tę samą rzecz. To, co jeszcze zostało.
A potem gdzieś obok robi się cicho. Ostrze rusza.
I przez tę jedną, maleńką chwilę, zanim źdźbła upadną, słychać tylko świst.
Bibliografia
- „(Don’t Fear) The Reaper”, Blue Öyster Cult, Columbia Records, https://www.youtube.com/watch?v=Dy4HA3vUv2c
- Capitalism, Socialism and Democracy, Joseph A. Schumpeter, https://archive.org/details/in.ernet.dli.2015.190072
- Corporate Dieting: Persuasive Use of Metaphors in Downsizing, Heiko Hoßfeld, https://www.researchgate.net/publication/235660566_Corporate_Dieting_Persuasive_Use_of_Metaphors_in_Downsizing
- Dance of Death (1523–5), Hans Holbein the Younger / The Public Domain Review, https://publicdomainreview.org/collection/hans-holbeins-dance-of-death-1523-5
- Empirical Confirmation of Creative Destruction from World Trade Data, Peter Klimek, Ricardo Hausmann, Stefan Thurner, https://arxiv.org/abs/1112.2984
- Grim Reaper, opracowanie historyczno-ikonograficzne i bibliografia przedmiotu, https://en.wikipedia.org/wiki/Grim_Reaper
- Jacek Malczewski, „Thanatos”, Agnieszka Dauksza / Culture.pl, https://culture.pl/pl/dzielo/jacek-malczewski-thanatos
- „Kosić” – znaczenie: „kasę”, Wielki słownik języka polskiego PAN, https://wsjp.pl/haslo/podglad/49655/kosic/5207777/kase
- Meditation XVII, „Devotions upon Emergent Occasions”, John Donne, https://www.online-literature.com/donne/409/
- Normal Accidents: Living with High-Risk Technologies, Charles Perrow, Princeton University Press / omówienie dostępne w JSTOR, https://www.jstor.org/stable/resrep06321.8
- O języku pracowników Studia Nagrań RMF FM, Mieczysław Mączyński, https://rep.up.krakow.pl/xmlui/bitstream/handle/11716/8774/RND192–17–O-jezyku-pracownikow–Maczynski.pdf?isAllowed=y&sequence=1
- Our Mortal Waltz: The Dance of Death Across Centuries, Allison C. Meier, The Public Domain Review, https://publicdomainreview.org/essay/our-mortal-waltz-the-dance-of-death-across-centuries/
- Principles of Movement — from „The Scythe Must Dance”, Peter Vido, https://www.scytheconnection.com/adp/docs/movement.html
- Reaping, Encyclopædia Britannica, wydanie 1911, https://en.wikisource.org/wiki/1911_Encyclop%C3%A6dia_Britannica/Reaping
- ScytheConnection: Technical / Instructional Materials, Peter Vido i współautorzy, https://www.scytheconnection.com/adp/techn1.html
- Sharpening the Scythe: Peening and Sharpening, Schröckenfux / Sensenwerk, https://sensenwerk.de/en/scythe-knowledge/sharpening-the-scythe-peening-and-sharpening/
- Technology and Jobs: A Systematic Literature Review, Kerstin Hötte, Melline Somers, Angelos Theodorakopoulos, https://arxiv.org/abs/2204.01296
- The Black Swan: The Impact of the Highly Improbable, Nassim Nicholas Taleb, omówienie TEPSA, https://tepsa.eu/analysis/the-black-swan-the-impact-of-the-highly-improbable-by-nassim-nicholas-taleb/
- The Harvesters, Pieter Bruegel the Elder, The Metropolitan Museum of Art, https://www.metmuseum.org/art/collection/search/435809
- The Macabre Origins of the Grim Reaper, Emily Zarka, PBS Digital Studios, https://www.pbs.org/video/the-macabre-origins-of-the-grim-reaper-pdlo4z/
- The Most Upbeat Death Song Ever: The Oral History of “(Don’t Fear) the Reaper”, Clay Tarver, GQ, https://www.gq.com/story/dont-fear-the-reaper-more-cowbell-oral-history
- The Seventh Seal and Ingmar Bergman as Folk-Horror Pioneer, British Film Institute, https://www.bfi.org.uk/features/ingmar-bergman-folk-horror-pioneer
- The World, and That’s All — Pieter Bruegel’s „The Harvesters”, Patrick Bringley, The Metropolitan Museum of Art, https://www.metmuseum.org/perspectives/patrick-bringley-harvesters
- Time, Work-Discipline, and Industrial Capitalism, E.P. Thompson, Past & Present, nr 38, 1967, https://academic.oup.com/past/article-abstract/38/1/56/1454624
- What’s Wrong With This Picture? Just About Everything — Revisiting Pavlovian Conditioning, Robert W. Proctor, Association for Psychological Science, https://www.psychologicalscience.org/observer/revisiting-pavlovian-conditioning
- Założenia scenariuszowe nowej ekspozycji stałej Muzeum Wojska Polskiego – część do 1795 roku, Muzeum Wojska Polskiego, https://bip.muzeumwp.pl/wp-content/uploads/2019/Konkurs_ekspozycja/B%202.12%20Zalozenia%20scenariuszowe%20CZ.I/cz%C4%99%C5%9B%C4%87%201%20od%20960%20roku%20do%201795%20ZA%C5%81O%C5%BBENIA%20SCENARIUSZOWE%20NOWEJ%20EKSPOZYCJI%20STA%C5%81EJ%20MUZEUM%20WOJSKA%20POLSKIEGO%20W%20WARSZAWIE.pdf