70 mln zł brzmi jak dobra wiadomość dla polskiej innowacyjności. W teorii działanie 2.18 FENG ma wzmocnić akredytowane Ośrodki Innowacji: inkubatory, akceleratory, centra transferu technologii i parki naukowo-technologiczne. To instytucje, które od lat łączą naukę z biznesem, pomagają startupom i wspierają firmy w tworzeniu nowych produktów.
W praktyce konstrukcja naboru wywołała w środowisku IOB nie entuzjazm, lecz obawę. Nie dlatego, że ośrodki nie chcą się profesjonalizować ani komercjalizować usług. Chcą. Problem polega na tym, że program próbuje administracyjnie wymusić powstanie wielomilionowego rynku komercyjnych usług dla startupów, choć podobne mentoringi, szkolenia, doradztwo i akceleracja są od lat oferowane firmom bezpłatnie w programach finansowanych ze środków publicznych.
To nie jest spór o wygodę beneficjentów. To pytanie, czy państwo właściwie projektuje instrument o wartości 70 mln zł i czy ryzyko eksperymentu nie zostało niemal w całości przerzucone na ośrodki, które mają ten instrument wdrożyć.
„Dotacja”, którą trzeba wytransferować przedsiębiorcom
Nabór oferuje do 5 mln zł dofinansowania przy 100% kosztów kwalifikowanych. Na pierwszy rzut oka warunki wyglądają atrakcyjnie. Klucz znajduje się jednak we wzorze umowy.
Dofinansowanie jest uznawane za wsparcie niestanowiące pomocy publicznej dla OI tylko pod warunkiem, że do końca pięcioletniego okresu trwałości pełna jego wartość zostanie wytransferowana przedsiębiorcom w formie pomocy de minimis — po dyskontowaniu. Pomoc dla firmy nie może przekroczyć 85% kosztu usługi, więc przedsiębiorca musi wnieść co najmniej 15% wkładu. Wartość dofinansowania, której ośrodek nie wytransferuje, podlega zwrotowi.
To zasadniczo zmienia charakter instrumentu. Ośrodek nie tylko ma opracować nową usługę. Musi następnie znaleźć odpowiednią liczbę przedsiębiorców, przekonać ich do zakupu, pobrać wkład własny, obsłużyć pomoc de minimis, udokumentować każdą usługę i osiągnąć narzuconą wartość transferu. Robi to na rynku, na którym potencjalny klient może równolegle otrzymać podobne wsparcie bezpłatnie w publicznie finansowanym programie.
Co oznacza projekt za 4 mln zł?
Prosty przykład pokazuje skalę zobowiązania. Bez dyskontowania 4 mln zł pomocy stanowiącej maksymalnie 85% kosztu usług oznacza konieczność wyświadczenia usług o łącznej wartości co najmniej około 4,71 mln zł i pozyskania od przedsiębiorców około 706 tys. zł wkładu.
Przy obowiązującej obecnie stopie dyskontowej 5,3% skala rośnie wraz z czasem. W czysto ilustracyjnym wariancie, w którym transfer następuje po pięciu latach, nominalna wartość pomocy potrzebna do osiągnięcia zdyskontowanych 4 mln zł wynosi około 5,18 mln zł. To odpowiada usługom o wartości około 6,09 mln zł i wkładowi przedsiębiorców bliskiemu 914 tys. zł. Rzeczywisty wynik będzie zależał od harmonogramu świadczenia usług i przyszłych stóp, ale kierunek jest jednoznaczny: im później powstaje popyt, tym większą nominalną wartość usług musi dostarczyć ośrodek.
Nie należy mylić tej wartości z automatycznym „zwrotem 6 mln zł”. Umowa przewiduje zwrot niewytransferowanej części dofinansowania, a w określonych przypadkach także dalsze konsekwencje i odsetki. Jednak nawet bez tej przesady ekonomiczne ryzyko jest bardzo duże: instytucja przyjmująca 4 mln zł zobowiązuje się do zbudowania przez kilka lat sprzedaży usług o wartości znacznie przekraczającej kwotę projektu, mimo że w Polsce taki rynek nie funkcjonuje dziś w porównywalnej skali.
Rynkowości nie da się zadekretować wskaźnikiem
Środowisko IOB zgadza się co do kierunku: udział przychodów komercyjnych powinien rosnąć, a oferta ośrodków powinna być coraz bardziej wartościowa dla firm. Ale rynek usług dla startupów nie powstanie dlatego, że wpiszemy jego oczekiwaną wartość do umowy o dofinansowanie.
Państwo przez lata kształtowało oczekiwanie, że akceleracja, mentoring, konsultacje i szkolenia są dla startupów bezpłatne. Teraz pojedynczy ośrodek ma w jednym projekcie odwrócić ten model i przekonać firmy do współfinansowania usług liczonych w milionach złotych. Jednocześnie nadal będzie konkurował z bezpłatną ofertą finansowaną przez PARP, NCBR, samorządy i programy regionalne.
To nie jest naturalna komercjalizacja. To próba stworzenia rynku nakazem administracyjnym, bez okresu przejściowego, pilotażu i walidacji gotowości klientów do płacenia. Najbardziej odpowiedzialne i doświadczone instytucje mogą zrezygnować z aplikowania właśnie dlatego, że potrafią policzyć ryzyko. W efekcie premiowane nie muszą być najlepsze ośrodki, lecz te, które złożą najbardziej optymistyczne deklaracje sprzedażowe.
Biurokracja rośnie, kosztów pośrednich brak
Do ryzyka popytowego dochodzi obsługa administracyjna. Wzór umowy wymaga m.in. rekrutacji przedsiębiorców według formalnych zasad, osobnych umów, wyceny usług, kontroli limitów de minimis, wystawiania zaświadczeń, pobierania wkładu, prowadzenia rejestrów, protokołów i dokumentacji gotowej do kontroli. Każda usługa musi być policzona z użyciem stopy dyskontowej aktualnej w dniu udzielenia pomocy.
Jednocześnie katalog kosztów kwalifikowanych nie przewiduje typowych kosztów pośrednich projektu. Oznacza to, że część ciężaru zarządzania, księgowości, obsługi prawnej i kontroli ośrodek musi udźwignąć sam. Program ma rozwijać potencjał IOB, ale jego konstrukcja może ten potencjał konsumować.
Konkurs ogłoszony w pośpiechu
Nabór ogłoszono cze 9, 2026. Wnioski można składać od cze 23, 2026 do sie 20, 2026 — okres przygotowania przypadł więc niemal w całości na wakacje. To szczególnie problematyczne dla ośrodków działających przy uczelniach i samorządach, gdzie przygotowanie wielomilionowego zobowiązania wymaga zgód organów, analiz prawnych i decyzji osób, które latem często są nieobecne.
„Jeszcze podczas webinaru dotyczącego akredytacji usłyszeliśmy, że na 2026 rok nie jest planowany żaden nabór dla IOB. Niedługo później pojawił się konkurs wymagający wieloletnich zobowiązań i przygotowania w środku wakacji” — mówi przedstawiciel akredytowanego ośrodka, proszący o anonimowość.
TechPL i KIGEiT zwróciły się do PARP pismem z lip 27, 2026 o przesunięcie terminu do wrz 18, 2026 oraz o analizę mechanizmu dyskontowania i kosztów pośrednich. W odpowiedzi z sie 10, 2026 PARP poinformowała, że Instytucja Zarządzająca FENG nie zgodziła się na zmianę terminu. Pozostałe postulaty nadal „podlegają dalszej analizie”. Niestety na dzień przed zakończeniem naboru ośrodki też nie doczekały się odpowiedzi.
To rodzi paradoks: ośrodki mają dziś zdecydować, czy przyjąć wielomilionowe i wieloletnie ryzyko, zanim administracja zakończy analizę reguł, które to ryzyko tworzą.
W regulaminie zapisano, że termin naboru może zostać wydłużony, a następnie wskazano okoliczności, które „mogą wpływać” na datę zakończenia. Administracja uznała jednak, że ponieważ żadna z wymienionych sytuacji nie wystąpiła, terminu nie można zmienić. Warto publicznie wyjaśnić, dlaczego katalog sformułowany w ten sposób potraktowano jak zamknięty i dlaczego jakość projektów oraz realna gotowość rynku nie zostały uznane za wystarczający powód.
Do środowiska docierają także nieoficjalne sygnały, że tempo może mieć związek z presją na szybką kontraktację środków. Nie jesteśmy w stanie niezależnie potwierdzić tej informacji i nie przedstawiamy jej jako faktu. Tym bardziej Ministerstwo i PARP powinny opublikować harmonogram prac nad instrumentem, listę przeprowadzonych konsultacji oraz analizę popytu, na której oparto jego model finansowy. Przy 70 mln zł przejrzystość procesu nie jest uprzejmością — jest obowiązkiem wobec podatników i beneficjentów.
Polska nie ma przestrzeni na źle zaprojektowane eksperymenty
Najnowszy European Innovation Scoreboard klasyfikuje Polskę jako „wschodzącego innowatora”: osiągamy 65,2% średniej UE i zajmujemy 23. miejsce wśród 27 państw członkowskich. W kategorii „Innovators” Polska jest 25., a wynik dotyczący MŚP wprowadzających innowacje produktowe wynosi zaledwie 26,6% średniej unijnej. Nakłady na B+R to 1,41% PKB wobec 2,24% w UE, a wydatki venture capital osiągają 27,1% średniej unijnej.
Także dane o przedsiębiorczości powinny alarmować. Według raportu GEM Polska 2025 przygotowanego przez PARP i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach tylko 3% dorosłych Polaków deklarowało zamiar założenia firmy w ciągu trzech lat — był to najniższy wynik wśród 51 badanych państw.
Najwyższa Izba Kontroli już w 2024 roku stwierdziła, że polskie IOB nie tworzą spójnego i sprawnie działającego systemu, a Minister Rozwoju i Technologii nie zapewnił warunków skutecznej profesjonalizacji ich usług. NIK przypomniała przy tym rzecz fundamentalną: publiczne wsparcie ma zmniejszać ryzyko innowacji i zapewniać stabilne warunki jej rozwoju. Obecny model działania 2.18 robi coś odwrotnego — ryzyko systemowego niedorozwoju rynku przenosi na pojedyncze ośrodki.
Nie prosimy o łatwe pieniądze. Prosimy o mądre zasady
Środowisko IOB nie domaga się rezygnacji z wymagań, kontroli ani komercjalizacji. Domaga się instrumentu, który uwzględnia realia rynku i racjonalnie dzieli ryzyko między państwo, ośrodek i przedsiębiorcę.
Dlatego wnioskujemy o:
- niezwłoczne wydłużenie naboru co najmniej do 18 września i zakończenie analizy kluczowych postulatów przed upływem terminu składania wniosków;
- publikację analizy prawnej mechanizmu dyskontowania oraz pełnych symulacji finansowych dla różnych wartości projektu, terminów świadczenia usług i stóp dyskontowych;
- dopuszczenie prostszego modelu rozliczania transferu pomocy, a także wariantów usług niebędących pomocą publiczną;
- włączenie kosztów pośrednich albo ryczałtu administracyjnego odpowiadającego rzeczywistemu ciężarowi obsługi programu;
- wprowadzenie etapowej komercjalizacji: pilotażu, walidacji popytu, kolejnych kohort i narastających celów sprzedażowych zamiast pełnego ryzyka od pierwszego projektu;
- powołanie stałego zespołu konsultacyjnego z udziałem akredytowanych OI oraz organizacji reprezentujących ekosystem, w tym TechPL, SOOIPP i Startup Poland.
Jako TechPL deklarujemy gotowość do pracy nad rozwiązaniem. Reprezentujemy organizacje, które każdego dnia prowadzą inkubację, akcelerację, mentoring, transfer technologii i współpracę nauki z biznesem. Nie jesteśmy po to, aby blokować wydawanie środków. Jesteśmy po to, aby pomagać inwestować je skutecznie.
70 mln zł może wzmocnić polski ekosystem innowacji. Może też ominąć najbardziej doświadczone ośrodki, wygenerować zachowawcze projekty albo stworzyć wieloletnie ryzyko zwrotów. O tym nie powinien decydować pośpiech ani logika absorpcji budżetu.
Nie wydawajmy pieniędzy na innowacje szybko. Wydajmy je mądrze.