Tymczasem najnowsze badania pokazują, że wypalenie to zjawisko znacznie szersze, a ciało „wypala się” także biologicznie. Definicja WHO1 (ICD-11) jest wąska – wypalenie to „zespół wynikający z przewlekłego stresu w miejscu pracy, który nie został skutecznie opanowany”, opisywany przez trzy wymiary: wyczerpanie energii, dystans psychiczny lub cynizm wobec pracy oraz obniżoną efektywność zawodową. To definicja oparta na subiektywnych odczuciach pracownika i jego deklaracjach.
Różne rodzaje wypalenia
Coraz więcej badaczy wskazuje, że obok standardowo rozumianego wypalenia istnieje odrębny, biologiczny wymiar tego samego procesu: mierzalne zmiany w funkcjonowaniu osi stresu, gospodarce hormonalnej, metabolizmie i układzie sercowo-naczyniowym, które mogą pojawiać się niezależnie od tego, jak dana osoba ocenia własne samopoczucie.
Przegląd systematyczny opublikowany w „Frontiers in Psychology” w grudniu 2025 r.2 wprost zauważa, że biomarkery biologiczne, skale psychologiczne i wskaźniki behawioralne to trzy odrębne sposoby pomiaru tego samego zjawiska, które nie zawsze się pokrywają. Autorzy podkreślają też, że wciąż brakuje jednego biomarkera lub jednego kwestionariusza, który samodzielnie pozwoliłby rozstrzygnąć, czy u danej osoby doszło do klinicznego wypalenia – potrzebne jest podejście łączące biologię, psychologię i kontekst społeczny.
– W praktyce najtrudniejszym przypadkiem rzadko jest osoba, u której zły wynik i złe samopoczucie idą w parze – taka osoba zwykle sama zgłasza problem. Najtrudniejsze jest odnalezienie osób, które nie zgłaszają żadnych niepokojących objawów, mimo tego, że ich organizm już nie działa prawidłowo. Zmiany biologiczne zwykle wyprzedzają subiektywne odczucie o tygodnie, czasem miesiące, więc odpowiedź „czuję się dobrze” bywa całkowicie szczera i jednocześnie niezgodna ze stanem faktycznym. To właśnie ta pozornie zdrowa grupa, bez żadnych alarmujących objawów, wymaga uwagi – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife.
To nie kwestia charakteru
Popularna narracja wciąż każe traktować rozdrażnienie, spadek motywacji czy częstsze błędy w pracy jako kwestię postawy pracownika. Dane biologiczne pozwalają tę narrację odwrócić: to, co wygląda na problem charakteru, bywa mierzalnym skutkiem długotrwałej ekspozycji na niezarządzany stres.
Choć intuicyjnie kortyzol – „hormon stresu” – powinien być najbardziej wiarygodnym sygnałem wypalenia biologicznego, opublikowany w sierpniu 2025 przegląd systematyczny 111 badań, pokazuje coś przeciwnego: związek kortyzolu z wypaleniem potwierdziło zaledwie 37,5 proc. analizowanych badań, a część z nich wykazała nawet zależność odwrotną.
– Te wnioski nie dziwią nikogo, kto na co dzień zajmuje się oceną przewlekłego stresu. Pojedynczy hormon, zmierzony raz, nigdy nie odda złożoności tego, co dzieje się w organizmie po miesiącach czy latach przeciążenia. Dlatego rzetelna ocena wypalenia nie może opierać się wyłącznie na deklaracji pracownika, ani wyłącznie na jednym parametrze biologicznym. Potrzebny jest cały zestaw narzędzi diagnostycznych i współpraca różnych specjalistów oraz systematyczna profilaktyka – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife.
Za wypalenie płacą również pracodawcy
Według badania prof. Dominiki Maison3 64 proc. pracujących Polaków przyznaje, że doświadczyło wypalenia. Równocześnie aż 89 proc. uważa, że pracodawcy bagatelizują skalę tego zjawiska. Według danych Instytutu Gallupa4, w Polsce zaangażowanych w swoją pracę jest zaledwie 7 proc. pracowników – to jeden z najniższych wyników na świecie.
Jednocześnie wypalenie biologiczne rzadko trafia do statystyk jako jedna, łatwa do wskazania pozycja kosztowa. Skoro przewlekły stres obciąża nie tylko psychikę, ale cały organizm, to jego skutki rozkładają się na zwolnienia lekarskie wystawiane z zupełnie różnych powodów medycznych: kardiologicznych, endokrynologicznych, gastrycznych, a nawet częstszych infekcji przy osłabionej odporności. Statystyki L4 rzadko łączą te przypadki ze sobą, więc pracodawca, patrząc wyłącznie na dane o absencji psychiatrycznej, widzi tylko wierzchołek kosztu, który faktycznie ponosi.
– Firma, która nie reaguje na sygnały przeciążenia zespołu, płaci kilka razy. Są to rozproszone po wielu kategoriach medycznych zwolnienia lekarskie. Zwiększa się także rotacja – trudno się dziwić, że część zespołu po prostu odchodzi, zanim organizacja zdąży zareagować. Najtrudniejszy do uchwycenia jest jednak trzeci koszt – prezenteizm, czyli obecność w pracy bez rzeczywistej wydajności. Skutkuje on m.in. niezadowoleniem klientów, niedotrzymywaniem deadline’ów w projektach czy obciążaniu kolejnych osób w zespole. To właśnie ta kategoria kosztów związanych ze zdrowiem pracowników uznawana jest za największą, choć jednocześnie najtrudniejszą do zmierzenia – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński z LongLife.