Nie matura, a chęć szczera
Dawno, dawno temu krążyło takie powiedzenie – że nie liczy się wiedza, edukacja, doświadczenie. Że to, co się liczy, to wyłącznie nasz zapał, nasza gotowość oddania się jakiejś idei, by na danym polu osiągać sukcesy. Dziś to zgrabne hasełko motywacyjne zostało zastąpione powszechnym przekonaniem, że o mierze naszego sukcesu decyduje przeklejanie na LinkedIna postów wygenerowanych nam przez ChatGPT. Więc tak.
Duży zapał do kolarstwa widać u Sebastiana Milczarka – specjalisty, który mimo tego, że zarządza ponad czterystoma nieruchomościami w Warszawie, znalazł jeszcze czas wolny, by chwycić za kierownicę i nabijać na licznik nie tylko kolejne nieruchomości, ale i kilometry, uciekające pod kołami roweru.
Właśnie, rower. Rzecz niezbędna, by spełnić swoje kolarskie marzenia. Jeśli wydawało się Wam, że kupno roweru to rzecz prosta, to Milczarek Sebastian wprawi Was nie tylko w zakłopotanie, ale i wywoła pewne zażenowanie, jak amatorsko do tej pory podchodziliście do kwestii nabywania roweru. Otóż, warszawski zarządca nieruchomości, nim kupi rower wypożycza sprzęt, testuje go na przejażdżce, do tego wypożycza kask i okulary, a następnie jeszcze pisze posta na LinkedIna, w którym nie tylko opisuje proces wypożyczania, ale i wymienia jedenaście (tak jest: jedenaście, dobrze słyszeliście) osób. Łącznie z panią, która Milczarka Sebastiana fotografowała.
I widzicie, tak to się robi. Co z tego, że z postu o kupnie roweru nie dowiemy się za wiele o rowerze (oprócz tego, że Sebastian Milczarek bardzo mocno się na nim zmęczył i że rower miał złe opony). Ważne, że w poście o kupowaniu roweru dowiemy się o szeregu ważnych biznesowych rozmów, które pan Sebastian przeprowadza: czy to na siodełku siedząc, czy to czyszcząc rower, czy to pożyczając czyjeś okulary.
Takie podejście nam imponuje. Takie podejście wróży poważne sukcesy na każdej kolarskiej ustawce. Byleby opony były dobre.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia
Potwierdza to przypadek Michała Rokosza z Inovo Venture Partners. Pan Michał w swoim poście informuje nas o całym wachlarzu swoich emocji. A że tekst spod jego palców jest dość krótki, to nagromadzenie tak wielu emocji czyni lekturę myśli Rokosza Michała wyjątkową, niecodzienną, mocno angażującego.
Pan Michał najpierw się dziwi, potem się zachwyca, potem z ulgą oddycha, a na końcu namawia, rekomenduje, zachęca. Doprawdy, aż się w głowie kręci, tak wiele rzeczy się tam dzieje. Bo pana Michała bardzo kręcą agenci AI. I jako że co rusz odkrywa nowe ich zastosowanie (np. agent kupił dla pana Michała okulary i przygotował case study z tego, jak kupuje okulary panu Michałowi), to tymi swoimi odkryciami się z nami dzieli.
I jak na nowoczesnego ojca przystało, takiego ojca, co to umiejętnie łączy i tacierzyństwo, i social media, Rokosz Michał opisuje, jak agent wyręcza go przy wymyślaniu i planowaniu śniadań dla jego dzieci. W czasach, gdy większość z nas sięga po sztuczną inteligencję po to, by wyręczyła nas od trudnych, nużących, powtarzalnych zadań zawodowych, to takie podejście Michała Rokosza zasługuje na uznanie.
Patrząc na tę rokoszową fascynację agentami AI, zastanawiamy się, ile jeszcze rzeczy będzie on chciał w najbliższym czasie wyeliminować ze swoich ojcowskich barków. A przy okazji, może uda mu się też upolować coś równie modnego jak okulary, może jakiś kapelusz albo modne sneakersy.
Powodzenia, panie Michale! A Wy dzieciaki – trzymajcie się. Czasem trzeba się poświęcić na rzecz nowych technologii.
Polacy nie gęsi, bo raczej wilki
Czasem spotykamy ludzi, którzy mieszkali poza polskimi granicami. Mamy też jednego kolegę, który osobiście poznał internacjonalistę, a jedna koleżanka spotkała się raz z najprawdziwszym kosmopolitą. Kontakty z ludźmi o tak szerokich horyzontach zawsze nas elektryzują, podziw budzą, a czasem i zazdrość. Wszak i my chcielibyśmy czasem wyrwać się z tego grajdołka, nos wychylić, świata zobaczyć.
Nie dziwcie się więc, jak wielkie poruszenie wzbudził w naszej redakcji post Magdaleny Gębali, która podaje się za twórczynię społeczności Comms Besties. Otóż, jak twierdzi pani Gębala, przez jakiś czas mieszkała ona za granicą. Ma znajomych z różnych zakątków świata. Jakby tego było mało – pracuje ona z obcokrajowcami. I co więcej, ci wszyscy różni ludzie z tych różnych kultur, z całego globu dosłownie, od Mississippi aż po Wisłę, bardzo chętnie i zbiorczo wypowiadali się o hobby pani Magdaleny, o jej pasjach, o jej pracy zawodowej.
Trudno się dziwić, że wszyscy oni byli bardzo, bardzo, bardzo fajni. W oczach pani Magdaleny, rzecz jasna. Wszyscy, poza Polakami. Bo, jak krytykuje z niesmakiem ukrytym pod emotką autorka posta, Polak Polakowi wilkiem. „Zawsze znajdziemy tę jedną literówkę”, skarży się Gębala Magdalena. I w ramach zemsty – być może za wszystkie przycinki usłyszane od rodaków odnośnie popełnionych przez siebie literówek – tworzy ona posta o światowym zasięgu.
Zemsta zawsze smakuje najlepiej, gdy jest serwowana na chłodno. I bez literówek.
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.