Grupa czołowych przedsiębiorców technologicznych i inwestorów – m.in. Dariusz Żuk oraz Wiktor Schmidt – tworzy fundusz o wartości 100 mln zł. Zamiast kolejnych aplikacji komercyjnych sfinansują reformę administracji, powroty talentów z emigracji i cyfryzację procedur publicznych.
Przez ostatnie trzy dekady polski sektor prywatny i państwo funkcjonowały w dużej mierze w równoległych światach. Biznes koncentrował się na marżach i ekspansji, a administrację traktował jako barierę regulacyjną. Zarejestrowana w lipcu fundacja Future for Poland (FFP) ma być zaprzeczeniem tej logiki. Za inicjatywą stoją znane postaci polskiego rynku innowacji: Dariusz Żuk (twórca AIP Seed) oraz Wiktor Schmidt (współtwórca Netguru). Do rady dołączyły również Ewa Voelkel-Krokowicz (Concordia Design, Fundacja Voelkel) oraz Agnieszka Grabowska-Gacek (Hesta Investments, Grupa Pracuj).
Jak wynika z ustaleń serwisu
XYZ, cel jest bezprecedensowy:
100 mln zł prywatnego kapitału w 5 lat, zainwestowane nie w udziały w spółkach, lecz w projekty zmieniające działanie struktur państwa.
Papierowy wniosek w erze AI
Katalizatorem powstania projektu stało się zderzenie nowoczesnego biznesu z twardą ścianą procedur publicznych. Do absurdu dochodzi na poziomie elementarnym: nawet proces formalnej rejestracji fundacji technologicznej, mimo istnienia narzędzi cyfrowych, nadal wymaga papierowego obiegu dokumentów i fizycznej korespondencji z sądem.
Inicjatorzy projektu podkreślają, że dotychczasowy model rozwojowy kraju uległ wyczerpaniu:
- w ciągu najbliższej dekady z polskiego rynku pracy ubędzie około 2 miliony pracowników;
- tempo wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji w przedsiębiorstwach pozostaje w tyle za globalną czołówką;
- utrzymywanie konkurencyjności wyłącznie niskimi kosztami pracy przestaje być możliwe.
– Polska dochodzi do granic modelu, który zapewnił nam ostatnie 35 lat wzrostu. Przez wiele lat działały u nas zagraniczne organizacje i fundacje, korzystaliśmy też z pomocy Unii Europejskiej. Na tym fundamencie chcemy teraz sami finansować dalszy rozwój — wskazuje Wiktor Schmidt w rozmowie z XYZ.
Administracja, cyfryzacja, marka
Twórcy projektu określają cel hasłem „Polska w G8” — zastrzegając, że chodzi nie o formalne zabiegi dyplomatyczne, lecz o standard instytucjonalny, technologiczny i jakość kapitału ludzkiego. Środki z deklarowanej puli 100 mln zł mają trafiać do organizacji trzeciego sektora (NGO) w trzech obszarach:
-
Reforma kadr i administracji publicznej -p zatrzymywanie talentów w kraju, zachęcanie emigrantów do powrotu oraz próba profesjonalizacji służby cywilnej, by uniezależnić jakość urzędów od cykli wyborczych (inicjatorzy powołują się m.in. na reformatorskie wzorce z Litwy, Łotwy czy Armenii).
-
Likwidacja barier cyfrowych w państwie i samorządach – przenoszenie pozostałych, archaicznych procedur analogowych na platformy cyfrowe oraz testowanie narzędzi GovTech, których urzędy nie mogą wdrożyć z powodu barier w prawie zamówień publicznych.
-
Promocja Polski i gospodarki na arenie międzynarodowej – przełamywanie stereotypów i budowanie wizerunku kraju jako biegłego technologicznie hubu innowacji.
Model VC w filantropii
Tradycyjny CSR (społeczna odpowiedzialność biznesu) bywa często fasadowy — polega na wsparciu jednorazowych pikników, sadzeniu drzew lub akcjach wizerunkowych skrojonych pod marketing. Z kolei dotacje publiczne i unijne wiążą się z rygorem, który wyklucza eksperymenty o podwyższonym ryzyku.
Future for Poland stawia na mechanizm tzw. venture philanthropy (filantropii wysokiego ryzyka):
| Parametr |
Tradycyjny grant / CSR |
Model Future for Poland (Venture Philanthropy) |
| Pochodzenie kapitału |
Budżety marketingowe korporacji / UE |
Prywatne majątki polskich przedsiębiorców i fundacje rodzinne |
| Wypłata środków |
Z góry lub po rozliczeniu faktur |
W transzach, uzależniona od osiągania mierzalnych etapów |
| Wielkość wsparcia |
Sztywne budżety konkursowe |
Elastyczna (od kilkudziesięciu do kilkuset tys. zł + mentoring) |
| Stosunek do ryzyka |
Zerowa tolerancja dla niepowodzenia |
Świadoma akceptacja, że część projektów zakończy się fiaskiem |
| Oczekiwany zwrot |
Ekwiwalent reklamowy / odhaczony wskaźnik |
Trwała zmiana systemowa i wdrożenie rozwiązań przez państwo |
– Szukamy projektów, których korporacja nie wesprze, ponieważ nie łapią się w CSR, i których nie sfinansuje budżet marketingowy, bo nie mają potencjału promocyjnego. Szukamy projektów, które w razie powodzenia przyniosą korzyści całemu społeczeństwu — podkreśla prezes fundacji Maciej Nadzikiewicz. Wzorem dla twórców są m.in. czeskie fundacje prywatne, w tym inicjatywy przedsiębiorcy Martina Vohánki, które systemowo wspierają transformację instytucjonalną Czech.
Dwie osoby na pokładzie i 100 wniosków na stole
Fundacja celowo zrezygnowała z rozbudowanej biurokracji. Całością operacji kierują zaledwie dwie osoby: Maciej Nadzikiewicz (menedżer z wieloletnim doświadczeniem w strukturach Wikimedia) oraz Wiktor Babiński (historyk i doktorant Uniwersytetu Yale). Taki zabieg ma zagwarantować, że koszty administracyjne funduszu nie pochłoną środków przeznaczonych na granty
Mimo że fundacja oficjalnie startuje z ogłoszeniami, zespół zdążył już przeanalizować blisko 100 projektów. Około dwunastu z nich trafiło pod obrady rady nadzorczej, a pierwsze oficjalne beneficjentki i beneficjenci zostaną ogłoszeni 19 października. Wkrótce ma również ruszyć otwarty formularz zgłoszeniowy dla twórców inicjatyw społeczno-technologicznych z całego kraju.
Sprawdzian: czy prywatne miliony naprawią instytucje?
Inicjatywa grupy Żuka i Schmidta dotyka newralgicznego punktu polskiej polityki gospodarczej. Choć 100 mln zł to imponująca kwota w realiach polskiego trzeciego sektora, w skali wydatków budżetowych państwa stanowi zaledwie ułamek promila.
Fundatorzy mają tego świadomość. Prywatne środki mają pełnić funkcję kapitału zalążkowego (proof of concept) — przetestować działające rozwiązanie cyfrowe lub instytucjonalne na małą skalę, wziąć na siebie ryzyko błędu, a następnie przekazać gotowy, sprawdzony mechanizm do wdrożenia przez administrację rządową lub samorządową. Prawdziwym testem dla projektu nie będzie zatem samo zebranie deklarowanych milionów od przedsiębiorców, lecz to, czy zbiurokratyzowana machina państwowa zechce zaadaptować rozwiązania wypracowane za prywatne pieniądze.