Akceleracja jako startupowa tarcza antykryzysowa?

akceleracja jako startupowa tarcza antykryzysowa
Udostępnij:
Przedsiębiorcy mają swoją tarczę antykryzysową, startupy mogą korzystać z programu akceleracyjnego. Które z tych narzędzi jest skuteczniejsze?

O tarczy antykryzysowej słyszeli wszyscy, którzy choć pobieżnie śledzą bieżące wiadomości. Sama akceleracja – mimo że jest dostępna o wiele dłużej - to pojęcie zdecydowanie mniej rozpoznawalne. Oba narzędzia łączy to, że mają wesprzeć przedsiębiorstwo i po zakończeniu swojego działania, pozostawić je silniejszym i bardziej gotowym do radzenia sobie z rynkowymi wyzwaniami. Tarcza została pomyślana jako narzędzie doraźne. To odpowiedź na gospodarczy kryzys pandemiczny. Czy można zatem porównać ją z programami akceleracyjnymi, systemowym narzędziem istniejącym w Polsce już od kilku lat? Trwające właśnie podczas pandemii nabory do akceleratorów pozwalają na takie zestawienie. Startupy mogą traktować akcelerację właśnie jako sposób na przetrwanie tego trudnego czasu.

I jeszcze jedno zastrzeżenie, nim przejdziemy dalej. Niniejszy tekst nie ma stanowić analizy porównawczej paragraf po paragrafie, punkt po punkcie. Służyć ma raczej jako refleksja nad „duchem praw”, definiującym i tarczę, i akcelerację.

Obrona czy atak?

Jak łatwo sobie wyobrazić, tarczą niczego nie zwojujemy. Możemy się za nią ukryć, aby bezpiecznie przeczekać napór wroga – w tym wypadku rozumianego jako COVID-19 lub też kryzys gospodarczy. Tarcza nie jest więc dozbrajaniem. Nie służy do prowadzenia działań zaczepnych. W zamian - ma dać szansę na przetrwanie. Zupełnie inaczej odbieramy dynamicznie brzmiące słowo „akceleracja”, które zakłada nie tyle ruch, co ruch przyspieszony. Akceleracja wymusza zmianę, którą osiągnąć można poprzez szereg manewrów inicjowanych przez startup korzystający z tego rodzaju wsparcia.

Symbolicznie rzecz ujmując, dzięki tarczy przedsiębiorstwa dostają wsparcie w utrzymaniu swojej obecnej pozycji rynkowej. Podczas gdy startupy zachęcane są do tego, aby z impetem ruszyć z miejsca i dążyć do podboju rynku, poprzez wypromowanie nowego rozwiązania - definiowanego zazwyczaj jako komercjalizacja produktu lub usługi, zdobycia lub poszerzenia grona klientów oraz wykreowania silnej marki.

I na tym odcinku frontu jak na dłoni widać różnice między tarczą a akceleracją. Właściciele startupów muszą w ramach skierowanego do nich programu wsparcia dopiero wypracować swoją cudowną broń. Podczas gdy przedsiębiorcy muszą ową broń – czy to produkt, czy to brand, czy to infrastrukturę – chronić powierzoną im tarczą.

Pokaż mi swoją Wunderwaffe

Czas przyjrzeć się bliżej narzędziom, jakie wręcza się przedsiębiorcom oraz startupowcom, by wypełnili swoją misję. Ci pierwsi mają do dyspozycji bezzwrotne pożyczki, automatyczny kredyt obrotowy, wsteczne rozliczenie strat podatkowych czy zwolnienia ze składek ZUS. Nie da się nie zauważyć, że są to mechanizmy zachowawcze, nie wymagające od przedsiębiorstw zbytniego zaangażowania zarówno w obszarze ich pozyskania, jak też wykorzystania. Łatwo można je sobie wyobrazić jako formę zastrzyku dla ciężko chorego pacjenta lub też wsparcie lotnicze, przybywające do otoczonego i znajdującego się w zasadzce szeregowca.

Zupełnie inny oręż dostają do ręki właściciele startupów, którzy zakwalifikowali się do któregoś z programów akceleracyjnych. Co prawda i oni obdarowani są bezzwrotną dotacją do 200 000 złotych, lecz na tym podobieństwa się kończą. Młode spółki są zobligowane do kilkumiesięcznej pracy z dużymi firmami na rzecz walidacji, rozwoju lub komercjalizacji własnych innowacyjnych produktów, usług bądź technologii. Muszą też samodzielnie zdobywać wiedzę oraz menadżerskie umiejętności, uczestnicząc w przygotowanych dla nich kursach. Do ich dyspozycji oddaje się też scenę podczas DemoDay, czyli finałowego wydarzenia, wieńczącego daną edycję akceleracji i pozwalającego młodej firmie na zaprezentowanie przed szerszym gronem jej efektów. W niektórych programach właściciele startupów mają też szansę skorzystać z mentoringu – tak pozyskane porady mogą stać się bezcenne na codziennym polu bitwy.

Najdłuższy dzień

Pakiet pomocowy zawarty w tarczy antykryzysowej został tak pomyślany, aby dać właścicielom firmy pewien zakres swobody w obmyślaniu planu przetrwania: może to być ograniczenie spłaty należności publicznych, skorzystanie z kredytu czy też sfinansowanie bieżącej działalności. Kluczowe jest słowo „utrzymanie”, które zresztą przewija się kilkakrotnie w rządowych dokumentach. Utrzymanie produkcji, utrzymanie miejsc pracy, utrzymanie płynności – to cele operacyjne znacznie różniące się od tych stawianych przed startupami. Ale i stawka wydaje się poważniejsza. Jeśli tarcza nie wytrzyma kryzysowego naporu, konsekwencją będzie bankructwo firmy. Akceleracja czegoś takiego nie zakłada: nawet porażka w pracach nad swoim produktem ma być impulsem do dalszych ulepszeń, a nie zaś zamykania innowacyjnej działalności. Firmy kryjące się za tarczą mogą drżeć o nadejście kolejnego dnia, akcelerowane startupy powinny z niecierpliwością tego kolejnego poranka wypatrywać.

Poprzez obowiązkowe działania przewidziane w każdym akceleratorze, młoda firma nie tyle kreuje nowe rozwiązanie, co dowiaduje się, jakimi możliwościami ma szansę dysponować na koniec dnia. To wszystko dzieje się w trakcie spotkań z przedstawicielami dużych firm, podczas szkoleń lub w trakcie przewidzianych wystąpień. Zaprojektowana przez rząd tarcza jest rozwiązaniem chroniącym najcenniejsze zasoby – akceleracja pozwala startupom zaprojektować i dopracować coś, co w przyszłości dopiero stanie się bronią masowego rażenia.

Albo i nie.

Miny i pułapki

Na placu boju polec jest łatwo. Śmierć czy ciężkie rany są tutaj powszechne. Stąd finał akceleracji wcale nie jest przesądzony – a jednym z dopuszczalnych scenariuszy rozwoju sytuacji jest ten, w którym wspierany startup dowiaduje się, że jego pomysł jest za słaby na osiągnięcie sukcesu. Pracujący nad takim rozwiązaniem eksperci dochodzą do wniosku, że nie odpowiada on potrzebom rynkowym lub że wymaga on zbyt wielu poprawek, aby można go było dopuścić do użytku. Rekomendacją dla startupu może być więc zaniechanie prac nad jego rozwojem i skupienie swoich sił na zupełnie nowym pomyśle.

Czy taka sytuacja jest równoznaczna z porażką startupu? Raczej lepiej traktować to jako ewakuację z niebezpiecznej zony, a tym samym zagwarantowanie sobie szansy na przetrwanie i ponowne włączenie się do akcji wtedy, gdy będzie się na to w pełni przygotowanym. Tworzone przez akcelerację środowisko umożliwia startupom zapoznać się nie tylko ze swoją siłą, lecz również odkryć i zneutralizować własne słabości.

Antykryzysowa tarcza nie wymaga od firm takiej poznawczej postawy. A nawet przeciwnie: ubiegającą się o taką pomoc spółka musi zdawać sobie sprawę, co chce chronić.

W sztabie generalnym

Na sam koniec trzeba zmierzyć się z pytaniem: czy po tym wszystkim, co zostało napisane w poprzednich kilku akapitach, akceleracja może być traktowana nie tylko jako program rozwijający startupy – ale również jako startupowa tarcza antykryzysowa? Kilka okoliczności wskazuje, że należy udzielić odpowiedzi twierdzącej. Po pierwsze, akceleracja to dla młodej firmy zastrzyk gotówki, zapewniający w miarę spokojny oddech i pozwalający na uniezależnienie się, choćby na chwilę, od rynkowych zawirowań. Po drugie, akceleracja daje dostęp do potencjalnych klientów, choćby poprzez współpracę z firmami-partnerami akceleratora. W sytuacji, gdy znacząca liczba przedsiębiorstw ogranicza działalność i nie jest zainteresowana inicjacją nowych biznesowych kontaktów, taka możliwość współpracy jest bezcenna. Po trzecie, akceleracja ma służyć walidacji oferty danego startupu. Jeśli więc wszystko pójdzie zgodnie z planem, startup po akceleracji będzie mógł szturmem podbić wybrany przez siebie rynek.

Dlatego w tych niepewnych gospodarczych czasach zamiast poszukiwać schronienia za tarczą, startupy mogą upatrywać w akceleracji właśnie sposobu nie tylko na przetrwanie, ale i na rozwój. Kluczem do powodzenia całej operacji jest odpowiednie nastawienie: trzeba się przygotować na dynamiczne działania, uważnie słuchać partnerów i mentorów, dopracowywać własną ofertę. Słowem, trzeba być zaangażowanym.

Trzeba też, skoro nieuchronnie zbliżamy się do zakończenia tekstu, wyjaśnić czytelnikom, skąd w tekście obecna tematyka militarna. Prawdą jest bowiem, że przeciwieństwa osiągają zgodność, a z dysonansów powstaje idealna harmonia. A to wszystko rodzi się właśnie z walki – walki o przetrwanie oraz walki o rozwój.