BinSoft powstał dlatego, że nie lubię półśrodków w żadnej dziedzinie życia – Karol Wierzchołowski

binsoft powstal dlatego ze nie lubie polsrodkow w zadnej dziedzinie zycia karol wierzcholowski
Udostępnij:
– Sushi i stres można nabyć i w warmińsko-mazurskim. Lubię mieszkać na Mazurach. Spójrz na to od strony biznesowej – ten region potrzebuje mądrych inwestorów. Nie tylko Warszawa ma potencjał – „z mojego miasta moje sny budują Twoje ulice” – mówi Karol Wierzchołowski, założyciel firmy BinSoft.

Karol zaczął programować już w podstawówce. Pracując na etacie kupił Macbooka Air i szybko znalazł lukę na rynku… nie mógł w łatwy i szybki sposób wystawiać faktur na nowym laptopie. Postanowił więc napisać odpowiedni program, który rozwiąże ten problem. Tak zaczęła się historia BinSoft. Postanowiliśmy porozmawiać z Karolem i zapytać go jak wyglądały początki firmy, dlaczego zdecydował się na rolę przedsiębiorcy i dlaczego postanowił zostać z firmą na Mazurach.

Programujesz od podstawówki. W obecnych czasach może to nikogo by nie zdziwiło, ale te kilkanaście lat temu… skąd takie zainteresowania?

To prawda. Dziś dzieci chcą być programistą. Ja zaczynałem w czasach dyskietek, kiedy Internet raczkował, a posiadanie komputera w domu nie było oczywiste. Mój starszy brat kupił komputer, a ja zacząłem się bawić. Moje pierwsze programy przekazywali sobie znajomi brata na dyskietkach właśnie.

Czy to prawda, że w szkole średniej zaliczyłeś cały rok w jeden dzień? Jak to się stało?

Legenda zaczyna żyć własnym życiem! (śmiech) Jeśli wyobrażasz sobie, że pierwszego dnia szkoły zaliczyłem wszystkie przedmioty, a potem przez 9 miesięcy 3 tygodnie i 6 dni programowałem w zaciszu swojego pokoju, zamiast odrabiać lekcje, to zupełnie nie tak. Założyłem się z nauczycielką informatyki, że włamię się do jej komputera (a chcąc być bardziej precyzyjnym – obejdę zabezpieczenia BIOS-u i włączę obsługę dyskietek, mając na chwilę dostęp do komputera i bez żadnych dodatkowych narzędzi). Wygrałem zakład i dzięki temu zaliczyłem ten jeden przedmiot.

Co było potem, poszedłeś na studia informatyczne?

Tak, na Politechnikę Gdańską. Niestety jednak musiałem przerwać studia. Fizyka była dla mnie nie do ogarnięcia (śmiech). Zmieniłem wówczas kierunek na dydaktykę matematyki. Miałem praktyki w szkole i wiem, jak wytłumaczyć całki. Po studiach matematycznych wróciłem jednak na studia informatyczne i te również skończyłem.

Jak zaczęła się historia z BinSoft? Kiedy i dlaczego powstała firma?

BinSoft powstał dlatego, że nie lubię półśrodków w żadnej dziedzinie życia i najważniejsze są dla mnie moje wartości. Posiadanie firmy to komfort decydowania, dokąd i którą drogą chcesz iść. Oczywiście, ponosisz konsekwencje swoich wyborów, ale to są Twoje decyzję, Twoje piwo, które pijesz… teraz to już nasze.

Kiedy Twoja droga i droga Adama Przychodko się przecięły. Wiem, że jesteście wieloletnimi przyjaciółmi. Pierwsza była przyjaźń, czy biznes?

Przyjaźń. Biznes przyszedł potem. Dobrze, że wyciągnęłaś ten temat. Wiem, że są ludzie, którzy mówią, że w biznesie nie ma miejsca na sentymenty i przyjaźń. Nie taki biznes chcemy tworzyć. Praca to pasja i ważna część życia. Nie da się jej odciąć od prywaty. To, co jest ważne w życiu, jest ważne w biznesie. Jeśli prywatnie jesteś empatyczna i otwarta na ludzi, dlaczego masz być inna w pracy? Korporacyjne kreowanie wizerunku nie jest dla nas.

Jak wyglądały początki? Czy to były typowe „garażowe” początki startupowe?

Myślę, że przeciętny hollywoodzki scenarzysta przedstawiłby to tak, że sam poszedłbym do kina.  Młodzi, przystojni, ambitni  z dużymi nadziejami na 10 m kw. Mieliśmy to szczęście, że zamiast w nieogrzewanym garażu w towarzystwie kosiarki i taczki, pracowaliśmy w pokoju w prywatnym domu. Odgłosy pracy przerywał odkurzacz i stukające w zlewozmywaku talerze. Komputery stały na kawowych stolikach, a my siedzieliśmy na podłodze. Dobry materiał na storytelling (śmiech).

Z tego co słyszałam, kiedy myślałeś o własnej firmie miałeś propozycje pracy od dużych firm. Dlaczego wybrałeś drogę przedsiębiorcy, czyli niepewną drogę pełną wyzwań, zamiast ciepłej posady?

Dla mnie najważniejsze jest iść swoją drogą. Praca na etacie ma plusy – wykonujesz zadania, dajesz z siebie wszystko i co miesiąc czekasz na przelew. Nie ma w tym nic złego. Wielu ludzi w taki sposób realizuje się zawodowo i świetnie. Dzięki temu przedsiębiorcy mają pracowników. Praca w dużej firmie wiąże się z dopasowaniem do pewnych wymogów, zasad. Ja jestem takim trochę niepokornym duchem. Sam chcę ustalać zasady i wyznaczać standardy. Lubię wyzwania.

Skąd wziąłeś finansowanie na ten projekt?

Finansowanie? Rozbiłem świnkę i zakasałem rękawy. Każdą zarobioną złotówkę inwestowałem w firmę. Bez inwestora, bez kredytu, ale z wielkim uporem.

Dlaczego akurat programy na Maca?

Może dopowiem, nasze programy nie są tylko na macOS. Działają pod Windowsem i macOS, a nawet umożliwiają wspólną pracę użytkowników obu tych systemów operacyjnych.

Programy pod macOS powstały, bo odkryłem lukę na rynku. Pracowałem na etacie, realizowałem projekty na zlecenie dużych marek i kupiłem Macbooka Air. Wtedy okazało się, że ciężko na nim wystawić fakturę. Pomyślałem o przedsiębiorcach z innych branż niż IT, którzy potrzebują  prostego w obsłudze narzędzia i pracują na Makach… Tak zacząłem pisać mpFaktura.

Siedziba Waszej firmy znajduje się na Mazurach, nie marzyło Ci się nowoczesne biuro w centrum Warszawy?

Wysiadam z podziemnego parkingu i jadę windą na szczyt wieżowca. Recepcjonistka czeka z kawą i dyktuje mi skrót najnowszych wiadomości ze świata, a asystentka już zostawiła na szklanym biurku w gabinecie z widokiem na Plac Grzybowski papiery do podpisania i przesłała kalendarz na cały dzień…?

Sushi i stres można nabyć i w warmińsko-mazurskim. Lubię mieszkać na Mazurach. Spójrz na to od strony biznesowej – ten region potrzebuje mądrych inwestorów. Nie tylko Warszawa ma potencjał – „ z mojego miasta moje sny budują Twoje ulice”.

Obecnie ile osób zatrudniasz?

Zatrudniamy. Jeszcze stosunkowo niewiele, ale BinSoft wciąż rośnie i to mnie cieszy.

Czy ciężko było Ci skompletować zespół? Domyślam się, że w małej miejscowości na Mazurach nie jest tak łatwo jak we wspomnianej Warszawie…

To prawda, nie jest. Wiele talentów wyjeżdża na studia do większych miast i, niestety, już nie wraca. Na szczęście udaje nam się budować zespół profesjonalistów. Jeśli ktoś ma zdolności i chęci, to dlaczego go nie nauczyć? Fajnie jest patrzeć, jak ludzie pod twoimi skrzydłami się rozwijają. To miłe.

Jakie są Twoje dalsze plany zawodowe?

Nie opowiadam o rzeczach, które dopiero planuję. Nie chodzi o zapeszanie, zwyczajnie skupiamy się na projektach, które realizujemy. Trzeba planować i marzyć – polecam każdemu, ale zrealizowane plany nagłośnią się same, tzn. nasi ludzie od marketingu się tym zajmą. Mogę tylko powiedzieć, że nadal naszym priorytetem jest nacisk na rozwiązania dla systemu macOS oraz rozszerzanie naszych rozwiązań o wersje mobilne.