Umożliwiamy nowoczesną edukację kobietom i osobom w obecnie zagrożonych zawodach – Joanna Pruszyńska-Witkowska i Beata Jarosz (Future Collars)

umozliwiamy nowoczesna edukacje kobietom i osobom w obecnie zagrozonych zawodach joanna pruszynska witkowska i beata jarosz future collars
Udostępnij:
– Każdy biznes wiąże się z ryzykiem i sytuacjami kryzysowymi, jednak jeśli mamy partnera, który jest dla nas wsparciem, to nawet w trudnych czasach łatwiej jest nam przejść razem niż w pojedynkę, otrzepać kurz, poprawić koronę i iść dalej – mówią założycielki Future Collars, Joanna Pruszyńska-Witkowska i Beata Jarosz.

Future Collars (do 2020 roku pod nazwą Coders Trust), to szkoła nowoczesnych technologii i nowych zawodów, które są i będą poszukiwane na rynku pracy. Uczy kompetencji przyszłości, promuje postawę longlife learning i daje szansę na szybką ścieżkę rozwoju lub przebranżowienie się.

Osoby, które założyły startup w wieku 45+ i chcą być bohaterami kolejnych odcinków cyklu o dojrzałych startupowcach, proszę o mail na adres: [email protected]

Co znajduje się w ofercie Future Collars?

W ofercie szkoły mamy specjalistyczne kursy: Java Developer, Frontend Developer, UX Designer, Data Science, Tester Automatyzujący, Tester oprogramowania, Scrum Master, Python Developer, Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja, WordPress & Freelancing, HTML & CSS. Uczestnicy, absolwenci i pracodawcy doceniają wysoki poziom bootcampów i to, jak szybko, angażując czas i wykazując dużą motywację, można wejść do świata nowoczesnych technologii i pracować na jednym z wielu różnych stanowisk w IT.

Nauka odbywa się na naszej autorskiej platformie e-learningowej. Lekcje na żywo prowadzą doświadczeni praktycy IT, którzy za pośrednictwem Internetu udzielają indywidualnego wsparcia oraz nadzorują postępy w nauce. Dzięki realizowanym projektom pod okiem mentorów kursant tworzy swoje pierwsze projekty i portfolio niezbędne w procesie rekrutacji.

Co jest Waszym celem?

Chcemy zdemokratyzować dostęp do nauki i pracy dla wszystkich oraz dać szansę osobom, które pracują w najbardziej zagrożonych zawodach. Dajemy również możliwości tym, którzy nie mają dziś zapewnionego dostępu do kształcenia, ze względu na ich ograniczenia ruchowe, zamieszkanie w dużej odległości od miasta lub inne bariery, które uniemożliwiają im dostęp do innowacyjnej edukacji. Naszym celem jest także zwiększenie obecności kobiet na rynku IT, które stanowią 15% zatrudnionych w tej branży. Jesteśmy społecznym biznesem, otwartym na edukację przyszłości, która przełamuje bariery i stereotypy, że IT jest wyłącznie męskim światem.

W 2020 r. Koźminski Business Hub uznał nas za jeden ze Startupów Pozytywnego Wpływu.  Zostaliśmy wybrani przez European Venture Philanthropy jako jeden z najciekawszych społecznych biznesów w regionie CEE.

Co spowodowało, że założyły Panie tę działalność?

Joanna Pruszyńska-Witkowska: 5 lat temu uczestniczyłam w spotkaniu z Muhammadem Yunusem – laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, ekonomistą z Bangladeszu, który stworzył społeczny biznes bank udzielający mikropożyczek. Jego zamysł był prosty: szedł tam, gdzie banków nie ma (prowincja) i kierował ofertę tym, których banki omijały (kobiety).

Odniósł fenomenalny sukces, społeczny i finansowy. Kobietom dał poczucie tożsamości i niezależności, a pożyczki były spłacane w 95%. Mikropożyczki były dla niego sposobem na rozwiązanie największego problemu społecznego w Bangladeszu – ubóstwa.

Yunus był inspiracją?

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Jego ważnym dla mnie przesłaniem, była wiara w technologię:  „Żyjemy w wyjątkowych czasach – twierdził – zawsze były na świecie istotne problemy i kreatywni ludzie, którzy znajdowali na nie rozwiązania. Ale teraz mam do tego technologie, dzięki którym połączenie z kreatywnością ludzką daje znacznie większe możliwości”. To właśnie podczas spotkania z Yunusem uznałam, że chcę stworzyć biznes społeczny. Jaki problem ma biznes rozwiązać – znalazłam inspirację na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Całe wydarzenie było poświęcone przyszłości rynku pracy i temu, jak czwarta rewolucja spowoduje prawdziwe tsunami: do 2025 roku 375 milionów pracowników będzie zmuszonych do przebranżowienia się. Niedobór odpowiednich kwalifikacji oraz ciągły postęp w automatyzacji procesów powoduje narastającą potrzebę upskillingu i reskillingu.

Co było potem?

W 2016 roku skontaktował się ze mną założyciel CodersTrust, Ferdinand Kjaerulff. Poszukiwał partnera do rozwijania ich inicjatywy w Polsce. Jednym z ich inwestorów był  właśnie Yunus – on ich pokierował do mnie. Dla mnie to był znak.

CodersTrust jest typowym biznesem społecznym – rozwiązuje problem niedostosowania umiejętności wśród młodych osób oraz braku dostępności specjalistów IT na rynku. Ich model zakłada, że kursanci zdobędą praktyczną wiedzę pozwalającą rozpocząć pracę jako programista i zaczną zarabiać na portalach freelancerskich takich jak UpWork czy Fiver.ch, dając możliwość tysiącom osób zdobyć szybko zawód i zacząć godziwie zarabiać.

Pani Beato, co było impulsem w Pani przypadku?

Beata Jarosz: Będąc w zarządzie GPW, przyglądałam się uważnie firmom z branży technologicznej, które sięgały po kapitał inwestorów. Coraz częściej myślałam, że warto zainwestować swój czas i pieniądze  w biznes, który będzie ode mnie wymagał  bliżej poznania technologii, ale również będzie to biznes społeczny.

Kiedy skończyła się moja kadencja na Giełdzie Papierów Wartościowych, w tym samym momencie pojawiła się ciekawa propozycja założenia startupu z branży EdTech. Nauka i transfer wiedzy nie były dla mnie niczym nowym. Przez ponad 15 lat robiłam to na rynku kapitałowym, przygotowując maklerów papierów wartościowych do zawodu. Wtedy przekonałam się, że bycie częścią zmian zachodzących w naszej gospodarce to coś, co mnie nakręca i dodaje energii do działania.

Po rozmowie z Joanną zadecydowałam, że warto podjąć ryzyko i stworzyć firmę, która będzie miała ważne przesłanie społeczne, zamiast pozostawać na tak mi dobrze znanym rynku finansowym. Wiem, że zmiana kariery jest możliwa nawet po 50.

Jakie stanowiska zajmowały Panie wcześniej?

Beata Jarosz: Moje życie zawodowe od początku związane było z rynkiem kapitałowym. Cudownie wspominam ten czas, gdyż miałam niepowtarzalną okazję, razem z moimi kolegami, tworzyć najwyższe standardy rynku kapitałowego. Pamiętam pierwszą sesję giełdową, pierwsze egzaminy maklerskie, te emocje pozostaną ze mną na zawsze. Zaczynałam pracę w urzędzie Komisji Papierów Wartościowych, a następnie jako wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Realizowałam projekty, które stały się ważną częścią infrastruktury rynku giełdowego. Z wielką satysfakcją patrzę na moje dziecko – rynek NewConnect, który daje szansę małym firmom potrzebującym kapitału na swój rozwój.

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Przez 20 lat byłam związana z branżą komunikacyjną, jako właścicielka i prezes agencji PR Headlines Porter Novelli. Realizowałam kampanie PR-owe, które wprowadziły zmiany w postrzeganiu, opiniach i zachowaniach społecznych, wielokrotnie nagradzanych przez jury międzynarodowe i krajowe. Budowałam rozpoznawalność znanych marek, wspierała korporacje w kryzysach, organizowałam wielkie wydarzenia medialne z udziałem gwiazd jak: Sharon Stone, Claudia Schiffer, Naomi Campbell, Catherine Deneuve, Sofia Loren, Elle Macpherson czy Alain Delon i Richard Chamberlain. Później zaangażowałam się rozwijaniu inicjatywy promujące kobiety w przestrzeni gospodarczej i publicznej – bo, cytując Baracka Obamę, „Nie możesz być tym, czego nie widać”,

Jakie emocje towarzyszyły Paniom przy zakładaniu Future Collars?

Beata Jarosz: Entuzjazm, podniecenie oraz całkowite przekonanie, że się nam uda.  Dla mnie, osoby, która pracowała do tej pory w dużych organizacjach, gdzie odpowiadałam tylko za pewne obszary, tworzenie firmy od początku było pewnym wyzwaniem. Myślę, że wiele rzeczy nie byłam świadoma, i dobrze, bo pewnie decyzja nie byłaby tak szybko podjęta.

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Oprócz emocji wspomnianych przez Beatę, również  radość, że to, co planujemy, niesie prawdziwą pomoc, wsparcie i korzyść społeczną.

Jaka była reakcja otoczenia i najbliższych na Wasz pomysł?

Beata Jarosz: Byłam tak przekonująca, kiedy opowiadałam, co będziemy tworzyć, jaki wpływ będzie miała nasza działalność na rynek pracy, na zdobywanie nowych cyfrowych umiejętności, że wszyscy moi znajomi i rodzina nie mieli wątpliwości, że musi nam się udać.

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Wierzyli w moją wizję, ale sceptycznie podchodzili do pomysłu nowej firmy i rezygnacji z agencji, która  przez 2 dekady zapewniała nam dobrobyt finansowy. Szczególnie że postanowiłam zaczynać od nowa rozwijać firmę w branży, na której się nie znam. Wielokrotnie musiałam im tłumaczyć, że już nie widzę wyzwań w PR, wszystko, co mogłam, osiągnęłam i teraz czas wykorzystać moją wiedzę, doświadczenie i kontakty do budowania własnej marki, a nie pozostawać w sferze doradczej.

Jak wyglądały początki Waszej działalności?

Beata Jarosz: Na początku miało być łatwo. Partnerzy z CodersTrust mieli nam pomóc w tworzeniu strony, wyborze platformy czy rekrutacji mentorów. Aby naocznie poczuć, jak ważne przedsięwzięcie rozwijamy, pojechaliśmy do Kosowa, by zobaczyć, jak CodersTrust realizuje dla światowej organizacji projekt reskillingu.

Około 100 kobiet dostało szansę zdobyć nowe umiejętności cyfrowe i zarabiać jako freelancer. Już w trakcie nauki zdobywały zlecenia na platformie UpWork i zarabiały kilkakrotnie razy więcej niż średnia krajowa. Wreszcie zaczynały wierzyć, że ich pozycja społeczna może się zmienić i mogą  bezpiecznie patrzeć w przyszłość. Rozmowa z tymi kobietami utwierdziła nas w przekonaniu, że dokonaliśmy właściwego wyboru co do branży. Ale zaczynaliśmy rozumieć, że model biznesowy CodersTrust nie da się przyłożyć na rynek polski, czy europejski. Po głębszej analizie i rozmowie z partnerami zaczęliśmy wszystko od początku. Wybraliśmy nową platformę. Zaczęliśmy tworzyć własne kursy i budować własną historię.

Jak przygotowywały się Panie do zmiany rodzaju pracy?

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Nim przystąpiliśmy do rejestracji firmy, przeprowadziliśmy szerokie  badanie rynku oraz przetestowaliśmy pierwszy prototyp produktu. Wnioski były zachęcające. Szczególnie gdy czytaliśmy raporty światowych organizacji o przewidywanych wyzwaniach na rynku pracy. Prognozy dotyczyły braku osób z kompetencjami cyfrowymi oraz borykaniem się tradycyjnej edukacji w przystosowaniu się do kształcenia dorosłych w elastyczny, szybki i skuteczny sposób.

Jak się teraz Panie czują, prowadząc wspólny biznes?

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Czujemy się jak każdy przedsiębiorca niezależnie od płci. Widzimy, że po wielkich trudach, konsekwentnie budowana  firma zaczyna się rozwijać. Otrzymuje uznanie wśród klientów indywidualnych, instytucjonalnych, inwestorów i organizacji międzynarodowych. Najważniejsze, że wierzymy w to, co robimy! Nasz początkowy zapał nie zgasł, a każdy dzień przynoszący informacje o zadowoleniu kursantów czy firm, które wysyłają na szkolenia swoich pracowników, daje nam ogromną satysfakcję. Dostajemy wiele przykładów tego, że nasza działalność jest niezwykle potrzebna, zmieniła wielu osobom życie i nie mówimy tylko o życiu zawodowym.

Beata Jarosz: Olbrzymim sukcesem jest również to, że w nasze plany uwierzyli inwestorzy. Dzięki ich inwestycjom mogliśmy zrealizować projekty, które wpłynęły na jakość oferowanych przez nas produktów. Stworzyliśmy platformę e-learningową, która pomaga realizować w niezwykle innowacyjny sposób naukę programowania, i jest unikalna i innowacyjna nie tylko w Polsce.

Cieszymy się, że to, co promujemy od 4 lat, tj. naukę i pracę zdalną, jest coraz powszechniejsze i to nie tylko z powodu pandemii. Mamy nadzieję, że praca zdalna, tak popularna na rynkach rozwiniętych, zostanie na stałe wprowadzona do polskich firm, tym bardziej że jest pozytywnie odbierana przez pracowników, a w szczególności przez kobiety pozwalając im łączyć obowiązki zawodowe i rodzinne.

Czy wróciłyby Panie do pracy na etacie?

Beata Jarosz: Na pewno nie. Prowadzenie własnej działalności to ogromna odpowiedzialność, ale przede wszystkim niezależność w prowadzeniu biznesu, budowaniu strategii, doboru kompetentnych współpracowników. Tego nigdy nie gwarantuje praca na etacie, chociaż muszę przyznać, iż ma swoje zalety, jaką jest comiesięczne gwarantowane wynagrodzenie i bezpieczeństwo.

Joanna Pruszyńska-Witkowska: Na etacie pracowałam w swoim życiu 2 lata z 27 przepracowanych. Poczucie pełnej odpowiedzialności i decyzyjności uzależnia, nie ma z tej ścieżki powrotu.

Jakie rady mają Panie dla osób zastanawiających się nad założeniem spółki?

Nie ma recepty na doskonałą spółkę. Jesteśmy tylko ludźmi, ze swoimi zaletami i wadami. Nawet w najlepszej rodzinie, między najbliższymi osobami zdarzają się konflikty. Kluczowe jest, byśmy się nawzajem szanowali, wspierali w trudnych chwilach i byli uczciwi wobec siebie. Oczywiście powinniśmy pamiętać o pewnych zasadach, które pomogą nam w stworzeniu najlepszej spółki. Przede wszystkim takiej, gdzie umiejętności, doświadczenia wspólników się uzupełniają. Tak jest w naszym przypadku. Działałyśmy w różnych branżach, uzupełniamy się w wielu obszarach. Każdy biznes wiąże się z ryzykiem i sytuacjami kryzysowymi, jednak jeśli mamy partnera, który jest dla nas wsparciem, to nawet w trudnych czasach łatwiej jest nam przejść razem niż w pojedynkę, otrzepać kurz, poprawić koronę i iść dalej.

Jakie rady mają Panie dla osób w średnim wieku i starszych, które chciałyby założyć swój startup?

Nasze rady, to kilka ważnych punktów:

Pierwsza rada – odwaga, ciężka praca i wiara

Przy zakładaniu startupu nie ma znaczenia wiek. Liczy się odwaga w podejmowaniu decyzji, dobry pomysł i ciężka praca pod presją i z ograniczeniami finansowymi. Trzeba bezgranicznie wierzyć w swój pomysł oraz wiedzieć, jaki rozwiązuje się problem (w naszym przypadku społeczny). Gdy spotkaliśmy naszych przyszłych inwestorów, zdobywaliśmy ich zaufanie właśnie przez nasz zapał i przekonanie do naszego pomysłu. Misja, która jest wpisana w DNA naszej firmy, ułatwiała nam również podejmowanie decyzji. Nigdy nie straciliśmy wiary, po co to robimy. Stawialiśmy tylko na formułę online, bo tylko wtedy mogliśmy demokratyzować dostęp do wiedzy.

Druga rada –  zmiana mindsetu 

Startup to nie tradycyjny model biznesowy, gdzie się liczy szybka rentowność firmy, zysk i dywidenda. Startup to przede wszystkim innowacyjna technologia (własność intelektualna), pozyskanie rynku, wzrost przychodów, skalowalność, w tym wejście na rynki zagraniczne.

Trzecia rada – sprawne przetestowanie pomysłu, a nie szlifowanie do perfekcji 

Najważniejsze to, jak najszybciej sprawdzić produkt na rynku. Na początku oferowaliśmy nasze kursy na dostępnych platformach e-learningowych, zbierałyśmy feedback, ciągle uczyliśmy się od naszych mentorów i kursantów. Z tą zdobytą wiedzą mogliśmy przeprowadzić proces R&D i dzięki inwestorom stworzyć własną unikalną platformę. Dziś posiadamy 11 kursów i ponad 1000 zadowolonych absolwentów. Ale przede wszystkim  prawdziwą ekspertyzę w nauce online, podczas gdy inne firmy przystosowują naukę stacjonarną przez internet.  To naprawdę nie to samo.

Czwarta rada – dobrze dobrany zespół 

Zespół, który dzieli z founderkami/founderami wizję, zapał i zaangażowanie. Jest to szczególnie ważne na początku, gdy zespół jest mały, nie ma podziału na obszary i bardzo ograniczone zasoby finansowe.

Piąta rada – odporność na porażki 

Porażki są niestety wpisane w każdy startup, bo przecież tworzymy coś innowacyjnego, opartego na technologii i obarczonego dużym ryzykiem. I znów wiara w to, co robimy, konsekwencja, upór i oczywiście wsparcie zespołu pozwala nam przebrnąć przez chwilowe problemy.

 

Przeczytaj inne artykuły z serii o dojrzałych startupowcach.