Chcesz nawiązać współpracę z bankiem? Odezwij się do działu innowacji – Krzysztof Sobczak (Emplocity)

Udostępnij:
Którędy najskuteczniej „włamać” do korporacji? – W bankach dobrym punktem zaczepienia są oczywiście działy innowacji, transformacji cyfrowej. Na tle innych branż to właśnie finanse mają świadomość i zasoby do inwestycji w technologię. Jest to widoczne także w ten sposób, że np. ze strony banków dostajemy dużo wartościowego feedbacku, wyrozumiałości i wparcia w sferze PR w mediach – mówi Krzysztof Sobczak, CEO Emplocity.

Artykuł, który czytasz, po raz pierwszy pojawił się w raporcie „Startup the Bank” opracowanym przez PKO Bank Polski. „Startup the Bank” to najnowszy raport o startupach, których rozwiązania zmieniają polską bankowość. Raport dostępny jest za darmo pod adresem: www.startupthebank.com.

Twoja praca to tworzenie botów, szukających ludziom... pracy. Brzmi nieco jak science fiction.

Coraz więcej ludzi i firm docenia dziś efekty pracy botów, napędzanych sztuczną inteligencją. Ale gdy zaczynaliśmy te pięć, sześć lat temu, to nasi rozmówcy robili naprawdę wielkie oczy. Teraz nasz Emplobot szuka ludziom pracy, karmiąc się autorskimi algorytmami i posiadając m.in. inteligencję w zakresie przetwarzania języka naturalnego. Do tego działa niczym marketplace – wspiera osoby szukające pracy i jednocześnie daje efektywne narzędzie firmom poszukującym idealnie dopasowanych pracowników.

Gdy zaczynaliście, takie rozwiązanie gdzieś istniało?

Tak naprawdę temat zrobił się gorący dwa, trzy lata temu, wraz z postępem technologii, która po prostu stała się osiągalna i skuteczna. W tym czasie, gdy zaczynaliśmy, istniało jednak coś innego – moje poczucie słabości procesowej w rekrutacji.

Wysyłanie dziesiątek CV i dostawanie dziesiątek nietrafionych ofert?

Dokładnie. Przecież istotą właściwej rekrutacji jest precyzyjne i szybkie połączenie odpowiednich kandydatów z właściwym pracodawcą. Sztuczna inteligencja rozwijana w Empolcity to potrafi: likwidujemy element frustracji na rynku pracy, dostarczając dla niego narzędzia do automatyzacji procesów pozyskiwania kandydatów tzw. sourcingu. Emplobot jest kluczowy także we wstępnej selekcji, nazywanej w branży pre-screeningiem.

Kandydatów ani rekruterów nie odstrasza
ten niejako odhumanizowany proces rekrutacyjny?

Spójrzmy na ofensywę komunikatorów, np. WeChata w Chinach czy Messengera. Tekst staje się dominującym środkiem komunikacji, ludzie są gotowi prowadzić dialogi tekstowe z poziomu smartfona i o ile bot po drugiej stronie rozumie ich język naturalny, o tyle nie mają wielkich oporów, by wykorzystywać wysyłanie wiadomości na czacie jako elementu rekrutacji. Oczywiście, zakładam, że w dłuższej perspektywie do gry w HR-rze wejdą także boty rozpoznające głos.

Kto to był tym pierwszym, który uwierzył w to, że nowa fala nadchodzi?

Budimex zaczął korzystać z Emplobota w marcu 2018 r. To był moment zwrotny, kluczowy. To był pierwszy, wymierny dowód na to, że rzeczywiście to, co robimy, ma sens. Oczywiście, wcześniej mieliśmy też wsparcie i zaufanie od inwestorów, granty unijne oraz świetny zespół. Jednak nie czarujmy się – Emplobot powstał po to, by używały go firmy i kandydaci. Zatem każdy kolejny klient dodawał nam pewności siebie. Dziś jest ich już kilkudziesięciu. Przełomowe są też chwile, gdy słyszę, że nasz bot był czyimś świetnym i skutecznym asystentem przy poszukiwaniach pracy, a także gdy rekruterzy mówią o Emplobocie per supermoc. To nas napędza.

Budimex dostał tę supermoc od pierwszego dnia?

Na pewno coś ryzykował, musiał podjąć wysiłek bycia niejako ojcem chrzestnym przy naszym rynkowym debiucie. A jednocześnie, dzięki temu zaangażowaniu na początkowym etapie, Budimex mógł wypracować z nami sporo rzeczy, rozwiązań, dopasowanych do jego potrzeb, które potem stały się standardem naszej usługi. To był jego przywilej.

Jego śladem podążają kolejne firmy, koncerny, korporacje?

Ta machina ma tendencje do samonapędzania się. Na pewno fakt, że Emplobot pracuje np. dla dużego banku, działa na wyobraźnię nie tylko konkurencji. Ale z drugiej strony sprzedaż jest wciąż dla nas dużym wyzwaniem, bo rzeczywistość skrzeczy. Dziś każdy menedżer pytany o innowacje kiwa twierdząco głową. Ale praktyka pokazuje, że nie możemy popadać w samozadowolenie i oczekiwać, że biznes sam nas zrozumie i zacznie używać.

To znaczy?

Są nieraz takie momenty, że na spotkaniach w dużych firmach jesteśmy traktowani niejako z pobłażaniem, jako zabawka, gadżet, a nie jak rozwiązanie pomagające rozwiązywać skomplikowane wyzwania na linii przedsiębiorstwa – pracownicy. Oczywiście mamy cierpliwość, edukujemy rynek. Znamy swoją wartość i potencjał – dowodem na to jest m.in. wsparcie od inwestorów czy NCBR. To pozwala nam takie wyzwania traktować jako szansę, a nie problem.

Widzicie zatem dla siebie szanse również poza Polską?

Z taką myślą powstaliśmy i działamy. Obecnie mamy co prawda klientów tylko z Polski, ale wierzę, że to tylko pierwszy etap. W naszej strategii zapisaliśmy plany wejścia na pięć rynków Europy Zachodniej i do Stanów Zjednoczonych – to jeszcze w 2020 r. Zabrzmi nieskromnie, ale tak jest: budujemy projekt globalny. W swoim obszarze chcemy być najlepsi na świecie.

A w Polsce macie jeszcze coś do udowodnienia?

Jasne, tu jest jeszcze sporo do zrobienia i nie zamierzamy się z tym kryć. Jednak nałóżmy na to inną perspektywę – podzielności uwagi. Możemy zatem koncentrować siły tylko na Polsce, maksymalizując, próbując, zdobywając przyczółki, pozwalające nam zarabiać i utrzymywać rozwój firmy na skalę lokalną. Przy czym tło jest takie, że taki rozwój oznacza skrzyżowanie szabel z tutejszym hegemonem, czyli grupą Pracuj i dalsze uświadamianie instytucji w kwestii wyższości technologii nad tradycyjną papierologią. Tymczasem mamy potencjał na dużo więcej – także poza Polską nie brakuje żywo zmieniających się, otwartych rynków z dobrymi marżami i wysoką absorpcją nowych technologii. Firmy ze Skandynawii czy z Wysp Brytyjskich wręcz same zapraszają nas na rozmowy. Oczywiście, np. Niemcy są bardzo hermetyczne, ale jednocześnie mają potencjalnie duże potrzeby, które możemy zaspokoić w kontekście liberalizacji niemieckiego rynku pracy np. dla Ukraińców. Szukamy więc tam swojej szansy, tak żeby wpisać się w ten trend.

Za Odrą czy na Wyspach też będziecie szukać dużych firm?

Tak, to nasz naturalny partner, mniej więcej 90 proc. naszych klientów. W Polsce te firmy są najczęściej z sektora finansowego, ubezpieczeniowego. I to nie jest tak, że sami ich szukamy. Branża finansowa w Polsce jest bardzo aktywna na polu pozyskiwania innowacji, przeszła już z fazy deklaracji, ogłaszania, do etapu zamieniania słów w czyny. Banki, ubezpieczalnie widzą, że AI w rekrutacji jest szansą i jednocześnie mają świadomość, że nie są w stanie w rozsądnym budżecie oraz czasie stworzyć samemu narzędzi tej klasy. Dla dużych firm stworzenie innowacji w formule wewnętrznej – jeśli nie jest to w nurcie ich core businessu – to problematyczny proces. Wtedy właśnie są potrzebne gotowe, elastyczne rozwiązania od firm technologicznych, takich jak my.

Skoro są tak otwarte, to rozumiem, że współpraca i wdrożenia idą szybko, bank za bankiem?

Bywa różnie. Zwykle nasz kontakt zaczyna się od kilku spotkań twarzą w twarz i dość szybko klaruje się, w jakim tempie sprawy się potoczą. Zdarzyło się, że stanęliśmy na głowie, by ledwie w kilka dni podpiąć Emplobota do dużej instytucji. Wiadomo, entuzjazm klienta szybko udziela się startupowi, który jest w stanie zrobić wtedy naprawdę wielkie rzeczy. Ale nierzadko wpadamy w procesową karuzelę, czyli trzy, cztery, a czasem nawet siedem miesięcy spotkań, pytań, pieczątek...

Wiecie już, którędy najskuteczniej jest się „włamać” do korporacji?

Najłatwiej przez działy HR, które jednak często mają najmniej siły przebicia się wyżej. Choć zauważam, że z kwartału na kwartał HR-y zyskują punkty w korporacyjnych hierarchiach. W bankach dobrym punktem zaczepienia są oczywiście działy innowacji, transformacji cyfrowej.

Na tle innych branż to właśnie finanse mają świadomość i zasoby do inwestycji w technologię. Jest to widoczne także w ten sposób, że np. ze strony banków dostajemy dużo wartościowego feedbacku, wyrozumiałości i wparcia w sferze PR w mediach. To także dla nas forma uwiarygodnienia się w oczach innych. Doceniamy również współpracę w formule partnerskiej, gdzie wzajemnie wymieniamy wiedzą, pomysłami i podobnie rozumiemy dynamikę, jaka towarzyszy tworzeniu innowacji.

Choć przydałoby także przyspieszenie procesów w finansach?

W wielu instytucjach absolutnie tak. Dla banku pół roku wdrożenia to zwykły proces. Dla startupu to często epoka, startupy są tu i teraz, gotowe do działania – o ile mają rozwiniętą technologię i poziom świadczenia usług. Jeśli startup ma mocną, sprawdzoną technologię i organizację, to jest gotowy na naprawdę wymagające projekty z dużym partnerem. Ale zarazem potrzebuje adekwatnej gotowości z drugiej strony. Nie chodzi o taryfę ulgową poprzez obniżanie standardów wejścia dla startupów, a o przygotowanie ścieżki do sprintu zamiast rekreacyjnego spaceru. Jest tyle wyjątkowych rzeczy, które korporacje mogą zrobić wraz ze startupami, że szkoda tracić czas i energię na „procesowanie procesu”. Trzeba działać!